Reguła U-P-W czyli jak się bronić, by uniknąć odpowiedzialności karnej

Obrona konieczna to w Polsce temat uważany za trudny i zagmatwany. Wielu narzeka, że prawo bardziej chroni przestępcę niż ofiarę.

Ten mylny pogląd bierze się zapewne z nieznajomości prawa oraz nieznajomości reguły U-P-W.

Używając reguły U-P-W możemy w kilka chwil nauczyć się jak stosować polskie przepisy dotyczące obrony koniecznej w praktyce. Postępując zgodnie z tą zasadą możemy bronić się bez obawy, że zostaniemy skazani, przekroczymy granice obrony koniecznej lub w inny sposób złamiemy prawo.

Reguła ta usuwa bowiem wszelkie wątpliwości prawne i sprawia, że w przypadku napaści możemy skupić się na samej obronie, a nie na analizowaniu tego czy aby nie przekraczamy swych uprawnień.

Promowana przez polskie państwo, sądownictwo i policję reguła U-P-W jest niezwykle prosta:

U – Uciekaj
P – Poddaj się
W – Wypnij się

Wystarczy zapamiętać ten skrót: U-P-W.

Zrozumienie powyższych punktów nie powinno nastręczać nikomu problemów.

Ponieważ wokół problemu obrony koniecznej narosło w Polsce wiele mitów, kontrowersji i nieporozumień, poniżej w luźnych punktach udzielam dodatkowych wyjaśnień dotyczących kwestii spornych lub mało zrozumiałych.

Definicja obrony koniecznej

Obrona konieczna to jak sama nazwa wskazuje obrona której nie da się uniknąć. Kiedy więc obrona staje się koniecznością? Wtedy, gdy spełnione zostaną warunki zasady U-P-W (Ucieczka, Poddanie się i Wypięcie).

Gdy napadnięty spróbował uciec, a następnie poddał się i wypiął a napaść dalej trwa mamy do czynienia z obroną konieczną.

W praktyce trzymając się prawa możemy bronić się tylko w takim stopniu, by przeżyć do przyjazdu pogotowia.

Utrata zębów czy oczu – choć dotkliwa z punktu widzenia napadniętego – nie może być podstawą do przekraczania ram obrony koniecznej, bo nie stanowi bezpośredniego niebezpieczeństwa utraty życia.

Czym jest napaść obronna?

Napaść obronna to termin stosowany przez polskie sądy wymiennie z obroną konieczną. Polskie sądy słusznie uważają, że skoro ofiara broni się, to faktycznie atakuje. Jest więc napastnikiem, choć działa w obronie własnej.

Termin „napaść obronna” akcentujhe równość sprawcy i ofiary wobec prawa i stanowi niejako uzupełnienie zasady uczciwego pojedynku (opisywanej poniżej).

W ostatnich latach „napaść obronna” wychodzi nieco z użycia – lecz nadal można napotkać ten termin w polskim orzecznictwie.

Zasłaniaj wyłącznie głowę

Polskie prawo nie przewiduje wprost możliwości zasłaniania się przed ciosami, jednak w drodze wyjątku tolerowane jest zasłanianie przed ciosami głowy. Praktyka sądownicza wykazuje, że chronienie głowy jest odruchem który trudno jest powstrzymać nawet doskonale znającym polskie przepisy prawnikom.

Należy bezwarunkowo spróbować ucieczki.

Obowiązek podjęcia próby ucieczki dotyczy wszystkich, także osób w podeszłym wieku, niepełnosprawnych, poruszających się o kulach lub na wózku inwalidzkim. Ofiara która nie ucieka może zostać sama uznana za napastnika. Napastnik goni, ofiara ucieka – tego się trzymajmy albo będą kłopoty.

Należy umożliwić realizację celu napaści

W tym celu trzeba uzyskać od sprawcy informację o tym, jaki jest cel napaści. W miarę możliwości należy umożliwić realizację tego celu – oddać pieniądze lub wskazane przedmioty (np. telefon, buty, samochód itp), umożliwić dokonanie czynności pożądanej przez sprawcę poprzez odpowiednie wypięcie się lub inne ułożenie ciała jakiego zażyczy sobie sprawca napaści.

Jesteś sprawcą dopóki nie udowodnisz swej niewinności

W polskim sądownictwie obowiązuje zasada, że napadnięty jest uważany za sprawcę dopóki nie udowodni, że jest ofiarą. Zasada ta zwana także zasadą domniemania winy pozwala na uniknięcie pomyłek sądowych.

W związku z tym nie rób niczego, co mogłoby utrudnić udowodnienie twojej niewinności. Dotyczy to w szczególności ćwiczenia sztuk walki, posiadania narzędzi do obrony. Może to sugerować, że planowałeś napaść na sprawcę.


Jeżeli celem napaści jest przemoc sama w sobie, należy umożliwić sprawcy dokonanie tejże przemocy w zakresie przez niego wybranym.

Zasłanianie innych niż głowa części ciała może być uznane za przekroczenie granic dozwolonej obrony i z pewnością będzie przedmiotem wnikliwego badania sądu pod kątem przekroczenia zakresu obrony koniecznej.

Zasada uczciwego pojedynku

Jeżeli wbrew zdrowemu rozsądkowi zechcesz się aktywnie bronić (czyli dokonać tzw. „napaści obronnej” na przestępcę), pamiętaj o spełnieniu kilku warunków.

Musisz uczynić z konfrontacji uczciwy pojedynek. Jeżeli sprawca jest niższy lub wygląda na słabszego, wolno ci używać tylko jednej ręki. Musisz zadbać o to, żeby przewaga zawsze była po stronie sprawcy. Jeżeli sprawca używa noża – ty możesz użyć zwiniętej gazety. Jeśli sprawca używa pałki – ty użyj swojej ręki.

Uwaga: spełnienie zasady uczciwego pojedynku nie zwalnia z obowiązku ucieczki. Dopiero po podjęciu próby ucieczki można przystąpić do obrony w ramach zasady uczciwego pojedynku.

To nie do końca jest żart, niestety

Jestem pewien że w tym momencie uważasz że wszystko co dotychczas napisałem to absurdalny żart. Czy aby na pewno?

Jestem zwykłym człowiekiem. Nie jestem prawnikiem. Obronę konieczną postrzegam tak, jak napisałem powyżej i poniżej. Czy naprawdę bardzo się mylę?

W moim nie-prawniczym odczuciu w Polsce sprawca przemocy to święta krowa. Ofiara zaś to ten, który ma nadstawiać drugi policzek, albo będą grube kłopoty.

Choć próżno by szukać konkretnego zapisu prawnego który zabraniałby obrony przed atakiem, to efekty istniejącego prawodawstwa i praktyki sądów są takie jakby zakaz istniał.

Bronić się oznacza podjąć ryzyko nie tylko wynikające z samej konfrontacji ze sprawcą, lecz też z późniejszej konfrontacj ze sprzyjającym sprawcy prawem i sądem.

Bronić się oznacza władować się w jeszcze większe kłopoty niż samo bycie napadniętym. Czy tak to powinno wyglądać?

Choć nie ma przepisu który mówiłby że napadnięty ma spróbować uciekać, przeprosić napastnika lub możliwie dogodnie się wypiąć – to efektywnie tak wedługo polskiego państwa powinna wyglądać modelowa obrona konieczna.

Żeby uniknąć dodatkowych problemów ofiara musi zrezygnować z obrony i biernie akceptować bezprawie. Bo prawo nie przyjdzie tej ofierze z pomocą, może ono jedynie pogorszyć sprawę.

Cieszący się w tym kraju szczególoną ochroną przestępca osiąga swój cel bez żadnych niedogodności. Ofiarą natomiast nasze państwo tradycyjnie niespecjalnie się przejmuje.

Napadanie ludzi w Polsce, rozumiane jako bezprawny zamach na którąś z ich wolności, wiąże się więc z bardzo niewielkim ryzykiem i dlatego właśnie jest tak popularne.

Ponieważ przemoc niezwykle rzadko wiąże się z konsekwencjami, jest ona stałym elementem naszych relacji społecznych.

Jest ona zagrożeniem z którym nauczyliśmy się żyć i które uważamy za coś normalnego.

Żyjemy w iluzji ochrony prawnej naszych swobód, ale w praktyce ochrona nie istnieje. Chroniony jest jedynie sprawca, ofiara ma uciekać, poddać się lub w ostateczności być szlachetnym kowbojem i uczynić z napaści uczciwy pojedynek.

Czytając artykuły na temat obrony koniecznej napotykasz na gąszcz interpretacji, niedomówień, na prawniczy żargon i pokrętne tłumaczenia czegoś, co tłumaczeń nie powinno wymagać.

Prawo do obrony koniecznej można zawrzeć w jednym zdaniu: masz prawo się bronić przed napaścią bez konsekwencji prawnych. To wystarczy.

Odbieranie nam tego prawa dlatego, że mogliby je wykorzystywać przestępcy jest kompletnym idiotyzmem. Równie dobrze można zakazać samochodów bo przestępca może nim uciec. Można zakazać metalowych noży i zostawić tylko plastikowe do jedzenia.

Można prewencyjnie „założyć wszystkim kajdanki bo ktoś może okazać się przestępcą” – jak celnie pisał Lem w „Powrocie z Gwiazd”

Zamiast jednego prostego zdania mamy zawiłe prawo, bałagan, wyznaczanie mętnych granic i wynikające z tego przeświadczenie, że przestępca jest chroniony o wiele bardziej niż ofiara.

Dlaczego tak jest? Łatwo wskazać główne przyczyny.

Polska to kraj postsowiecki. Zaimportowany z Kraju Rad patologiczny model prawny poprzez lata okupacji wrósł w poczucie sprawiedliwości społeczeństwa i trwale je zniekształcił.

Bierne akceptowanie wszelkiej napaści było tym, czego przez dziesięciolecia życzyły sobie władze kolaboracyjne oraz ich sowieccy mocodawcy – więc tak nas właśnie wychowano.

Siłą bezwładności i w oparciu o prawo z czasów sowieckiej okupacji tak do dziś orzekają sądy.

Wychowano nas w przeświadczeniu, że w praktyce nie mamy żadnych pewnych praw. Prawa owszem istniały na papierze, ale w praktyce okazywały się nic niewarte.

W prawodawstwie krajów Bloku Wschodniego pełno jest zapisów o wolności, demokracji, prawach człowieka. Jaka była praktyka wszyscy wiemy.

Przyzwyczailiśmy się do dwójmyślenia, do trakowania naszych praw jako rzeczy której nie można traktować dosłownie, jako pewne ideologiczne deklaracje a nie faktyczne reguły funkcjonowania społeczeństwa do których można się bezpośrednio odwołać.

Bezpośrednie odwołania np. do Konstytucji są w Polsce wołaniem na puszczy.

To państwo czy prawo istniejące tylko w teori jest naszą zmorą w niemal każdej dziedzinie życia. Obrona konieczna jest to obszar w którym ten problem ujawnia się szczególnie jaskrawo, bo stawką może być zdrowie lub życie.

Stawką bardzo często jest też godność, którą tracimy poddając się napaści w obawie przed konsekwencjami prawnymi.

Lepiej dostać w mordę niż dostać w mordę i wyrok.

Z jednej strony prawo mówi, że “prawo nie może ustępować przed bezprawiem”. Z drugiej strony mamy ciągnące się latami procesy tych, którzy usiłowali się bronić i skrzywdzili przy tym biednego bandytę, tak hołubionego przez nasz patologiczny system sądownictwa.

Mamy jasne przykłady, że prawo nagminnie ustępuje przed bezprawiem, że to bezprawie najczęściej jest górą.

Mamy ludzi skazanych których za uszy wyciąga z opresji Prezydent RP, mamy ustawy pisane tylko po to, żeby móc ukręcić głowę sprawie prominentnego polityka.

Dla szarego człowieka zostają dywagacje na temat przekroczenia granic obrony koniecznej. Jakieś dziwne prawne konstrukty gmatwające rzecz bardzo prostą. Mamy stosy interpretacji i hipotez na tematy które powinny być jasne i dotyczyć wszystkich.

Bo obrona konieczna to sprawa niewymagająca zawiłych tłumaczeń i interpretacji.

Jeżeli ktoś dokonuje na ciebie zamachu, to wyjmuje siebie spod ochrony prawa. Przewaga prawna powinna być w całości po stronie ofiary.

Zamiast tego w praktyce mamy jakieś idiotyczne dążenie do równowagi w tej kewstii.

Jeżeli zaatakowany musi kalkulować, czym jak bardzo i w jaki sposób ma się bronić, jeśli musi próbować ucieczki, prosić napastnika o litość – to oznacza to że prawa do obrony faktycznie nie ma.

Że prawo do obrony jest kolejnym pustym hasłem, kolejną deklaracją która w praktyce nie oznacza nic. To prawo do obrony zapisane w naszych kodeksach jest tyle warte co wolność i demorkacja na sztandarach dawnych komunistów.

Bo w praktyce pozostają tylko kłopoty tego, kto szedł swoją drogą, pilnował słoich spraw i został wciągnięty w awanturę która przy odrobinie pecha skończy się dla niego w więzieniu.

Tak, skończy się w więzieniu dla ofiary, nie dla sprawcy oczywiście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.