Jak rzucić palenie – porady od kogoś, kto w końcu rzucił

Proponowana przeze mnie metoda nie jest łatwa (taka nie istnieje), ale też i nie wymaga kupowania czegokolwiek.

Mało tego, pokażę Ci dlaczego specyfiki zachwalane w reklamach (moim zdaniem) czynią same szkody i obniżają Twoje szanse na rzucenie palenia.

Innymi słowy: nie mam tu żadnego finansowego interesu, chcę Ci pomóc bo mi się udało po wielu nieudanych próbach i być może Ty też skorzystasz.

Zacząłem palić mając 15-16 lat. Jak chyba wszyscy nie wiedziałem co to jest uzależnienie i wpadłem.

Paliłem do 40-stki, z różnej długości przerwami: 5 lat, 2 lata, rok, kilka miesięcy, parę tygodni. Myślę że aktywnym palaczem byłem 60-70% czasu między 16-stym a 40-stym rokiem życia.

Szarpałem się z tym nałogiem i walczyłem. Naprawdę chciałem się uwolnić. Potwornym wysiłkiem rzucałem i – niestety – wracałem.

Teraz nie palę od chyba 5-ciu lat i wiem jedno: jeśli kiedykolwiek zapalę choć jednego papierosa, to umrę jako palacz. Nie dam rady rzucić kolejny raz. Nie wyobrażam sobie, że dałbym radę ponownie wygrać tą walkę.

Dlaczego? Bo nikotyna to jedna z najbardziej uzależniających substancji na Ziemi, przynajmniej według terapeutów uzależnień. Wesoło, co?

Nikotyna jest zawsze w top 5 najbardziej uzależniających substancji i to nie na ostatnim miejscu…

Tutaj pełniejsza lista, uwzględniająca sporo innych syfów.

Ta wiedza pozwoli Ci zrozumieć, w co się wpakowałeś. Bo wpakowałeś się w koszmarne uzależnienie z którego wyjście będzie wymagało wielkiego wysiłku i walki.

Statystycznie więcej uzależnionych utrzymuje roczną abstynencję od heroiny, niż od pieprzonych fajek. Jesteś wpakowany naprawdę w niezłe gówno, z którego będzie bardzo trudno wyjść.

To nie będzie spacerek po parku. Musisz rzucić przeciwko temu nałogowi wszystko co masz, nie możesz go bagatelizować.

To nie jest tak, że nie masz silnej woli. Ty po prostu jesteś narkomanem, a że jakoś tam funkcjonujesz zawdzięczasz tylko temu, że skutki Twojego nałogu są odsunięte w czasie.

Po prostu możesz wiele lat jako-tako z nim funkcjonować, aż w końcu padnie Ci zdrowie. Inne uzależnienia szybciej cię wyłączają z gry – np. alkoholik może wiele lat jakoś tam funkcjonować, pracować itp. Krócej niż palacz, dłużej niż narkoman.

To zresztą tłumaczy te z pozoru dziwne statystyki długości abstynencji od heroiny w porównaniu do papierosów. Po prostu heroina to natychmiastowe dno i koniec wszystkiego, z fajkami możesz funkcjonować całe lata.

Odsunięte w czasie najpoważniejsze konsekwencje sprawiają że masz mniejszą motywację by wytrwać.

Poza tym będąc stale zatrutym, nie pamiętasz jak to jest kiedy można normalnie oddychać, smakować i czuć – więc nie widzisz skali krzywdy jaką sobie robisz, nie zauważasz konsekwencji które ponosisz już teraz.

Przyzwyczaiłeś się do konieczności palenia i organizowania wokół tego swojego życia.

Swoje fatalne samopoczucie uważasz za normalność. Dopiero kiedy po rzuceniu wraca smak, węch i oddech zaczynasz rozumieć że coś było grubo nie tak.

To co zaczyna się z Tobą dziać po odstawieniu fajek, to zespół abstynencyjny. Taki właśnie mają narkomani i alkoholicy – ci ostatni dużo gorszy bo niekiedy śmiertelny.

Tak że palenie to nie jest niewinny nawyk, przyzwyczajenie. To poważne uzależnienie, jedno z najgorszych jakie można sobie zafundować.

Zanim powiem ci jak pomóc sobie rzucić, pozwól że najpierw powiem Ci jak tego nie robić.

To ważne, bo nieczęsto znajdziesz w sobie siłę żeby spróbować. Szkoda marnować tą okazję na rzeczy które moim zdaniem zmniejszają Twoje szanse.

Plastry i tabletki z nikotyną – czyli jak zmarnować szansę na rzucenie

Rzucałem kilkakrotnie palenie używając plastrów Nicorette. Plastry te dostarczają ci nikotyny, uwalniając ją powoli przez skórę. Istnieją też gumy do żucia, nikotynowe tabletki itp.

Wyszstkie te zawierające nikotynę rzeczy są moim zdaniem gówno warte. Szkoda twoich pieniędzy, szkoda zmarnowanej szansy na rzucenie palenia.

Nie używaj tego szajsu. Już mówię dlaczego.

Kiedy przestajesz palić, czujesz stopniowo rosnącą chęć zapalenia. Jeżeli wytrzymasz bez papierosa dość długo (realistycznie 1-2 tygodnie) to chęć ta będzie powoli znikać do zera.

Już po tygodniu będzie dużo lepiej bo zaczniesz oddychać, czuć zapachy i minie najgorsza telepawka, po dwóch będzie nieźle, po czterech zaczynasz mieć szansę na trwałe rzucenie.

Dzieje się tak ponieważ w pierwszym tygodniu cała nikotyna opuściła Twój organizm a ten zaczyna się z powrotem adaptować do życia bez nikotyny.

Proces ten – zwany zespołem odstawienniczym (lub abstynencyjnym) – jest straszliwie nieprzyjemny, zwłaszcza w swojej początkowej, gwałtownej fazie. Objawy mu towarzyszące sprawiają, że nie wytrzymujesz cierpienia i sięgasz po fajkę.

Ja zawsze cierpiałem jak prawdziwy narkoman. Telepało mną, pociłem się, czułem swędzenie pod skórą którego nie było jak podrapać. Byłem wściekły na wszystko, drażliwy, rzucały mną emocje.

Nie mogłem myśleć o niczym innym niż zapalenie papierosa.

Czułem ogromną rozpacz i depresję, uważałem że nigdy nie będę szczęśliwy bez papierosa, że tracę bezpowrotnie coś cennego (uwaga, tutaj jest klucz do sukcesu, w tej pozornej stracie).

Taki stan zwykle trwał kilka dni, potem stopniowo robiło się lepiej. To znaczy robiło się, jeśli nie używałem tych pieprzonych plastrów.

Wczesna faza wychodzenia z uzależnienia nazywa się detoks, czyli oddtrucie. Nie oddtrujesz się trucizną, prawda? Detoks musi polegać na pozbyciu się trucizny, a nie na jej dostarczaniu.

Objawy odstawiennicze znikają, kiedy w organizmie nie ma już nikotyny. Bo jak jest, to będzie Cię telepało tak długo, jak długo żujesz gumy, używasz plastrów itp.

Innymi słowy nikotynowe plastry i gumy sprawią, że zespół odstawienniczy nie minie nigdy. Jego przebieg jest łagodniejszy, ale za to bardzo długotrwały.

Plastry będą cię trzymać w permanentym stanie telepawki, bo organizm dostawszy trochę nikotyny będzie się domagał więcej. Nie zacznie on się przestawiać na życie całkowicie bez niej – a to jest cel rzucenia.

Próbowałeś kiedyś ograniczyć palenie? Palić mniej? Nie udało się prawda? Wszystko co zyskałeś to ciągły wkurw i myślenie o fajkach.

Plastry i gumy to dokładnie to samo, tyle że zamiast fajki masz nikotynę w plastrze czy tabletce.

Stosując zgodnie z zaleceniami coraz “słabsze” plastry, stopniowo obniżasz dawkę i masz tej nikotyny ciągle za mało, tak jakbyś próbował palić mniej papierosów.

Palić chce ci się ciągle, bo ciągle zażywasz nikotynę. Organizm nie uczy się, że nikotyny już nie będzie i trzeba się do tego dostosować. Skoro jest, to trzeba domagać się więcej.

To jest tak samo jak wtedy kiedy palisz: raz na godzinę organizm przypomina ci że czas na fajkę. Ta „chęć” na papierosa to nic innego, jak łagodny początek objawów abstynencyjnych.

Z plastrami/pastylkami mechanizm uzależnienia nie tylko nie słabnie, ale cały czas próbuje nakłonić cię do zażycia odpowiednio wysokiej dawki.

Dopiero kiedy nikotyny nie będzie w ogóle, twój uzależniony mózg powoli da za wygraną i przestanie się jej domagać.

Z plastrami nie uda ci się dokładnie tak samo, jak nie uda ci się stopniowe ograniczanie palenia. Ograniczanie palenia to oszukiwanie siebie – nie wytrwasz.

Będziesz chodzić wkurwiony miesiącami – i cierpieć. Ja na plastrach najdłużej wytrzymałem półtora miesiąca.

Półtora pieprzonego miesiąca, 45 dni w ciągłej odstawienniczej telepawce. Skrajnie umęczony nie wytrzymałem, ściągnąłem plaster i zapaliłem papierosa. Moja rodzina odetchnęła z ulgą, bo przez te półtora miecha mieli ze mną ciągłe problemy.

Naprawdę cieszyli się że w końcu zapaliłem, bo mieli ze mną półtora miesiąca koszmaru. Wyobraź sobie jak ja się przez ten czas czułem.

Gdybym wtedy rzucił bez plastrów, po miesiącu miałbym tą męczarnię z głowy. Po tygodniu-dwóch od rzucenia bez plastrów czułbym się lepiej niż po półtora miesiąca z plastrami.

Minął rok zanim zebrałem siły na kolejny zryw.

Epapierosy i podobne wynalazki

Daj sobie spokój z tym gównem. Wdychasz jakieś produkowane w Chinach chemikalia o nieznanym składzie. Bardzo ryzykowna zabawa.

Poza tym nie rozwiązują problemu, bo zamieniasz jedno świństwo na drugie.

Próbowałem epapierosów i ewidentnie pokazują one, że uzależnienie od papierosów to nie tylko nikotyna. Podobnież zawarty w fajkach amoniak też bardzo uzależnia.

Możemy być pewni że producenci papierosów nie zaniedbali niczego co mogłoby jeszcze mocniej uwiązać ich ofiary.

Efajki powodują więc jedynie częściową ulgę. Będą prowokować do zapalenie normalnego papierosa od czasu do czasu – np kiedy zapomnisz elektronicznego.

Uważam efajki za gorsze nawet od plastrów. Używając ich nadal masz problem, nadal masz uzależnienie, postęp jest żaden.

Nie są one żadnym rozwiązaniem, przedłużasz nimi tylko całą sprawę i nie osiągasz nic.

Zimny indyk, czyli weź to na klatę kiedy jeszcze masz siłę

Najpierw pomówmy o tym jak rzucać, później przejdziemy do najważniejszego, czyli jak to sobie poukładać w głowie i jak znaleźć motywację.

Obiecuję że będzie zero kołczingowych bredni, tylko coś realnego do zrobienia i – przede wszystkim – do zrozumienia.

Jeżeli chcesz rzucić palenie, namawiam cię żebyś spróbował przestać gwałtownie, bez żadnych plastrów i innych wynalazków.

Po prostu wyznaczasz moment od którego nie palisz i się tego trzymasz.

Metoda ta nazywa się po angielsku “Cold Turkey” czyli zimny indyk.

Oto zalety tej metody:

Najgorsze spotyka cię od razu, w momencie kiedy nie jesteś jeszcze umęczony walką i masz największą motywację.

Im dłużej walczysz, tym lepiej się robi. Po najgorszych kilku pierwszych dniach od razu masz z górki.

Mało tego, po 2-3 dniach zaczynasz odzyskiwać węch i smak, jest to błyskawiczny pozytywny efekt którego ciężko nie zauważyć – daje dodatkową motywację w tym najtrudniejszym okresie.

Po tygodniu Twoje samopoczucie gwałtownie się poprawia – smak, węch, oddech staje się pełny i głęboki, przestajesz być senny i ociężały. Dostajesz zastrzyk energii.

Jest widocznie lepiej i to pomaga wytrwać.

Rzucając z marszu nie odsuwasz najgorszego momentu, ale mierzysz się z nim kiedy masz najwięcej sił. Najgorsza walka trwa najkrócej jak to możliwe.

Nikotynowe plastry rozwlekają tą walkę w czasie. Ostatecznie i tak będziesz musiał zmierzyć się z dniem, kiedy nie nakleisz plastra w ogóle.

Terapia plastrami/pastylkami w założeniu trwa wiele tygodni (żebyś kupił jak najwięcej). Przez te wszystkie tygodnie i tak będziesz cierpieć, stale ale mniej.

Na koniec producenci tego cholerstwa powiedzą ci to samo co internetowi kołcze: że produkt jest dobry, to ty nie dałeś rady bo jesteś beznadziejny.

Więc rzucaj od razu, weź to na klatę kiedy masz siły. Wytrzymasz tydzień – będzie już tylko lepiej. Wytrzymasz dwa – zaczniesz wracać do psychicznej równowagi. Wytrzymasz miesiąc – masz realną szansę przestać być palaczem na zawsze.

Im dłużej się szarpiesz, targujesz, ograniczasz i kombinujesz, tym mniej masz siły i motywacji.

Umówmy się więc, że przestajesz gwałtownie, bez prób ograniczania czy farmakologii.

Rzucając palenie nie tracisz niczego

Paląc na chwile wracasz do jakiej-takiej normalności. Palenie nic nie „daje”.

No dobra. Proszę Cię, przeczytaj to uważnie i postaraj się zrozumieć. To jest moim zdaniem klucz do trwałego rzucenia palenia.

Mi zrozumienie tego bardzo pomogło, zmieniło moje nastawienie do rzucania palenia i doprowadziło do trwałego sukcesu. Bo rzuciłem, nie palę i nie mam zamiaru do tego wracać.

“Nie tracisz nic rzucając palenie” – to bardzo ważne, żeby zrozumieć że tak właśnie jest.

Jeżeli to prawda (a jest to prawda) to po wygranej walce będziesz mieć tak samo dobre życie i chwile, jak wtedy kiedy paliłeś. Będziesz mieć je nawet lepsze, bo nie będzie cię mordował nałóg, będziesz oddychać, czuć zapachy, smaki, przestaniesz kaszleć.

Będziesz zasypiać o normalnej porze, wstawać wypoczęty. Nie będziesz wystawał na deszczu, mrozie, wymykał się w pracy i robił innych głupot.

Pamiętasz jak to było zanim zacząłeś palić? Czy było tak, że zanim zacząłeś palić Twoje życie było szare, pozbawione radości, nieszczęśliwe?

Czy dopiero uzależnienie się od nikotyny pozwoliło Ci naprawdę docenić przyjemne momenty? Poranny spacer, dobry posiłek, wieczór z przyjaciółmi? Czy to wszystko naprawdę było do niczego zanim zacząłeś palić?

A twoi niepalący przyjaciele, znajomi? Czy oni mają gorsze życie niż ty? Co z tymi nieszczęśnikami którzy nigdy nie zaczęli palić? Może warto ich namówić żeby zaczęli skoro życie palacza jest takie super?

Rzucając palenie po raz ostatni, podszedłem do tego z przekonaniem, że palenie nie jest niezbędne do cieszenia się życiem. Że dobre chwile są dobre same w sobie, tylko że ja muszę zapalić żeby na tą chwilę usunąć nieprzyjemne uczucie spowodowane przez domagający się nikotyny organizm.

Że paląc nic nie zyskuję w odbiorze danej chwili – ja po prostu na chwilę dociągam do normalności.

Że palenie smakuje mi na tej samej zasadzie, jak narkomanowi sprawia przyjemność wbicie igły w żyłę. Ponieważ zaspokaja to ogromną potrzebę, obrzydlistwo stało się przyjemnością.

Dowód: jeśli wracasz do palenia po dłuższym okresie abstynencji, fajki smakują obrzydliwie. Musisz się z powrotem uzależnić żeby zaczęły ci “smakować”.

Podszedłem do rzucania z wiarą że palenie to sztuczna potrzeba. Że muszę palić po to, żeby czuć się tak, jak ktoś niepalący czuje się normalnie.

Że jest to noszenie za ciasnych butów, żeby móc się cieszyć ulgą po ich zdjęciu.

Rzucałem wierząc, że jeśli się przemęczę, to moje życie będzie lepsze niż teraz i że niczego nie tracę, niczego nie składam w ofierze, niczego się nie wyrzekam.

Dwa tygodnie od ostatniego papierosa poszedłem na ulubionego fast fooda. Obżarłem się po korek frytek z burgerem i czułem się świetnie.

Ależ to był przyjemny posiłek. Była niedziela, świat wydawał się piękny, nażarty sztucznego żarcia byłem zadowolony i gotowy na resztę tego tak miło rozpoczętego dnia.

W świetnym nastroju dopiłem sobie spokojnie kawę czytając gazetę (w tej burgerowni zawsze dawali gazety) i dłubiąc w telefonie.

Wychodząc z lokalu zobaczyłem faceta siedzącego na schodach. Palił papierosa.

Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że moje życie nigdy nie będzie pełne, że nigdy już nie będę cieszył się dobrym posiłkiem, spacerem, wyjściem ze znajomymi.

Że nigdy nie usiądę spokojnie przy kawie w jakimś lokalu…

Wystarczyły dwa tygodnie, żeby znowu móc się cieszyć rzeczami, o których myślałem że bez papierosa nigdy nie będą takie same.

Gdyby nie ziomek na schodach, może bym w ogóle tego nie zauważył, chęć zapalenia pojawiłaby się przy innej okazji, nie połączyłbym kropek.

Ten gość nawet nie wie jak mi pomógł, bo w tamtej chwili zrozumiałem że to prawda. Miałem dowód, że niczego nie straciłem rzucając palenie.

Że wystarczy się przemęczyć a życie wróci do normy, słońce wzejdzie znowu tyle że już bez konieczności trucia sie fajkami żeby dobre rzeczy mogły być znów dobre.

One są dobre same w sobie, bez pieprzonych fajek. To jest fakt. Zaciśnij zęby i przetrwaj, niczego Ci nie będzie brakować. 100% sprawdzone.

Kiedy już rzucisz, postaraj się zaobserwować ten pierwszy raz, kiedy zapomnisz o papierosie w sytuacji, która wydawała Ci się niemożliwa bez fajki. Ten moment przyjdzie, zapamiętaj go bo da Ci siłę.

Będziesz mieć własny dowód (na razie po prostu mi uwierz, że tak jest), że cieszenie się dobrymi chwilami nie wymaga papierosa, że to była iluzja fundowana ci przez uzależniony mózg.

Palenie nie daje ci żadnego wzmocnienia czy innego pełniejszego odbioru przyjemnej sytuacji. Ono ci daje iluzję że tak jest.

Paląc sprawiasz, że masz zaspokojone wszystkie potrzeby, więc możesz cieszyć się chwilą.

Jeśli bardzo chce ci się pić, to nie będziesz się cieszył zachodem słońca. Jeśli chce ci się sikać, to nie będziesz wesoło rozmawiał z kolegami, bo ta potrzeba będzie przeszkadzać i dawać znać o sobie.

Palenie to taka dodatkowa, sztuczna potrzeba którą musisz zaspokajać, jako uzależniony. Na szczęście ta potrzeba nie jest konieczna do życia jak jedzenie, picie czy oddychanie.

Z perspektywy kilku lat bez papierosów mogę ci powiedzieć że kompletnie mi ich nie brakuje. Śmierdzą mi. Przypomina mi się czasem ich okropny smak w ustach i krzywię się na to wspomnienie.

Mam dobre chwile, spacery, spotkania, posiłki i niczego mi nie brak. Niczego nie straciłem rzucając palenie, warto było się przemęczyć.

Mogę siedzieć z palącymi kumplami cały wieczór i nie odczuwam żadnego braku.

Do głowy mi nie przychodzi, że jakikolwiek z momentów mojego życia byłby lepszy, gdybym zapalił papierosa.

Ta sztuczna potrzeba wygasła we mnie i nie daje już o sobie znać psując mi dobre chwile. Jedyne co palenie może ci dać, to chwilowo usunąć problemy które samo stwarza.

To jest dramat tego nałogu, bo uzależnionym nieszczęśnikom wydaje się że to palenie coś im “daje”.

Widząc jak ktoś pali myślę sobie “jakie to szczęście, że udało mi się rzucić” i jestem wdzięczny sam sobie że znalazłem dość siły by się z tej idiotycznej smyczy urwać. Nie było łatwo, ale było warto.

Palenie niczego Ci nie daje. Palenie zabiera, oddając Ci na moment normalność kiedy zapalisz.

Zapamiętaj: rzucenie fajek to nie strata, to wyzwolenie. Okres zaraz po rzuceniu to bolesna terapia którą trzeba przejść by odzyskać zdrowie i normalne dobre samopoczucie.

Pamiętaj wszystkie papieroski (a nie tylko te miłe)

Powyżej rozmawialiśmy wyłącznie o tych “przyjemnych” papieroskach. Po obiedzie, na spacerze, na piwie z kolegami.

Czyli o tych, które usuwały głód nikotynowy sprawiając, że mogłeś się cieszyć przyjemną sytuacją tak jak człowiek niepalący.

No to teraz porozmawiajmy sobie uczciwie o tych nieprzyjemnych papierosach. Bo było ich dużo, dużo więcej niż tych miłych.

Wspomnijmy papieroski które w siebie wmuszasz jeden za drugim, bo organizm się domaga. Nie przynoszą one wielkiej ulgi, w gębie masz kapeć ale ładujesz jednego za drugim.

Odruchowo sięgasz po papierosa, choć wcale nie masz ochoty. Brzmi znajomo?

A wieczory gdzie palisz jednego za drugim? I nie możesz zasnąć, a rano budzisz się nieprzytomny znowu z kapciem w gębie?

I ten poranny papierosek na nikotynowym kacu – wcale nie taki przyjemny prawda? No trzeba go zapalić i tyle. To jest taki przyjemno-wstrętny papierosek.

A to wyłażenie na zewnątrz w deszczu, śniegu, zimnie itp – to też nie były jakieś super papieroski.

A to męczenie się w pracy do przerwy? I palenie trzech pod rząd “na zapas” choć już przy drugim było tak sobie?

A te przebudzenia po wyjściu na piwo gdzie wypaliłeś całą paczkę w jeden wieczór? Połowa twojego kaca to były papieroski właśnie.

Pamiętasz palenie kolejnego papierosa w sytuacji gdzie już boli cię głowa?

Przypomnijmy sobie też łomoczące serce kiedy zasypiasz. Wiesz że niepalący tego nie ma?

Warto też wspomnieć o pospiesznych papieroskach kiedy nie było czasu lub nie było wolno, chowając się jakbyś był jakimś dzieciakiem – kilka machów i wyrzucasz.

Na pewno masz swoją długą listę wstrętnych papierosków które nie były miłe. Zapewniam cię, że te miłe które pamiętasz i których ci szkoda, jest niewiele. Pojedyncze sztuki jakby się dobrze zastanowić.

Nawet one faktycznie nic ci nie dawały, po prostu umożliwiały ci chwilową normalność.

Reszta to te wstrętne, to ta codzienność palacza zmuszonego robić coś co rujnuje jego zdrowie i pozwala mu przez chwilę przestać czuć nikotynowy głód.

Wspominając te stany niemal czułem duszność, musiałem głębiej oddychać.

Ty już nawet nie pamiętasz jak to jest oddychać pełną piersią. Przestań palić i zaczekaj parę dni to sobie przypomnisz – nie warto z tego rezygonować dla iluzji.

Poniżej piszę o rzeczach które faktycznie pomagały mi wytrwać bez papierosa, może znajdziesz tu coś, co pomoże także Tobie.

Kaduceusz – lista powodów, by rzucić

Świętej pamięci doktor Wiktor Osiatyński, alkoholik, miał listę powodów by nie pić. Nazywał ją kaduceuszem, czyli takim jakby amuletem przeciw diabłu.

Przeczytałem jego książkę “Rehab” – jest o akoholizmie, ale tak naprawdę każde uzależnienie jest bardzo podobne.

Gość był naprawdę ciężkim przypadkiem (dzięki swej inteligencji był mistrzem racjonalizacji), więc myślę że co pomogło nawet jemu może też pomóc wielu innym ludziom.

Myślę że rzucając palenie warto przeczytać cokolwiek o uzależnieniach żeby zrozumieć, że palenie to nie żarty tylko normalne uzależnienie, jak alkoholizm czy narkomania. Żeby sobie uświadomić, w co się wpieprzyłeś i żeby nie zlekceważyć przeciwnika.

Rzucając palenie zrobiłem sobie taki kaduceusz. Była to malutka zalaminowana kartka, na której wymieniłem moje powody, by nie palić.

Nosiłem tą kartkę w portfelu. Miała ona nagłówek “Przeczytaj zanim zapalisz tego jednego”.

Wymieniałem w niej ile pieniędzy wydaję rocznie na papierosy, jakie straty zdrowotne ponoszę, jakimi chorobami ryzykuję.

Pisałem tam jak głupio się męczę od papierosa do papierosa. Jak palenie przeszkadza mi w życiu, w pracy, ile zabiera mi czasu (policz sobie uczciwie – ponad półtorej godziny dziennie minimum).

Napisałem co będzie, jeżeli zachoruję, jak moi bliscy będą cierpieć. Jak nie będę w stanie ich wspierać.

Napisałem tam wszystkie argumeny za rzuceniem. Jak mi się strasznie chciało jarać czytałem tą kartkę.

Potem jak już mi przeszły najgorsze objawy abstynencyjne, miała mnie ona chronić przed zapaleniem “jednego” i powrotem do palenia.

Bo jeśli zapalisz jednego, to koniec, jesteś znów palaczem. Nie da się zapalić tylko jednego. Albo żaden, albo wszystkie.

No niestety.

Jeżeli umiesz i ci się chce, zrób sobie taki kaduceusz. Możesz sobie zrobić to na kartce A4 i poskładać. Nie zaszkodzi, mi pomagał.

Motywacja w najgorszych chwilach

Kilka pierwszych dni od ostatniego papierosa będzie naprawdę strasznych.

Będąc w gwałtownej fazie zespołu odstawienniczego twoja psychika będzie w proszku. Będziesz cierpieć a zakończenie cierpienia w postaci papierosa będzie zawsze w zasięgu ręki.

To cierpienie będzie trwało długie dni a ty będąc poważnie osłabionym psychicznie będziesz ciągle staczał kolejne walki ze sobą.

To jest bardzo nierówna walka, jedno potknięcie i wszystko stracone.

Warto wiedzieć po co rzucasz, żeby móc się do tych rzeczy odwołać kiedy bedzie cię skręcał głód nikotynowy a twój uzależniony mózg będzie próbował wszelkich możliwych sztuczek żebyś mu dał to czego chce.

Przygotuj się na to, że zacznie ci wysiadać głowa, że nie będziesz sobą. Przygotuj się na depresję i rozpacz.

Szybko zaczniesz sam siebie przekonywać, że absolutnie najlepszym pomysłem jest zapalenie papierosa.

Dobrze jest mieć pod ręką solidne argumenty przeciw.

Moim zdaniem nalepiej jest motywować się równocześnie nadzieją i strachem. Tym co będzie jeśli ci się uda, i tym co będzie, jeśli ci się nie uda. W uproszczeniu kij i marchewka.

Nadzieja to rzeczy, które się poprawią kiedy rzucisz. To lepsze zdrowie, więcej pieniędzy, więcej czasu, dłuższe życie, koniec kombinowania żeby móc zapalić itp.

Strach to rzeczy, które się staną jeśli nie rzucisz: możliwa ciężka choroba i śmierć, nieszczęście dla bliskich, strata finansowa itp.

Każdy łatwo zrobi własną listę rzeczy na które ma nadzieję i których się boi. Taka dwutorowa motywacja to najsilniejsza argumentacja jaką sam dla siebie możesz zmontować.

Mi pomagała także myśl o tych wszystkich skurwielach co zrobili fortuny na sprzedawaniu papierosów i rujnowaniu życia milionom ludzi – i mnie.

Że jeśli zapalę, to oni wygrają a ja nadal będę na ich łańcuchu, płacąc zdrowiem i kasą. Prawda jest taka, że wszyscy palacze są ofiarami tytoniowego biznesu.

Co za świadomy wybór może zrobić nastolatek którego ta mafia bierze na celownik? Bo jakoś dziwnie nie znam nikogo, kto zaczął palić po 20-stym roku życia (co zresztą potwierdzają statystyki i badania).

Jeżeli potrafisz, w ogóle nie zaczynaj negocjacji z samym sobą, bo je przegrasz.

Odpędzaj myśli o jakimkolwiek targowaniu się. Te myśli na pewno przyjdą. Najlepiej w ogóle w to nie wchodzić bo uzależnienie prawie na pewno Cię pokona.

Inne rzeczy, które mogą pomóc

W tym pierwszym najgorszym okresie wszystkie chwyty są dozwolone. Cokolwiek sprawia, że nie zapalisz jest ok. Odwracaj swoją uwagę, jedz słodycze i inne niezdrowe rzeczy do upadłego, cokolwiek sprawia że nie zapalisz jest w porządku.

Niektórym może pomagać wysiłek fizyczny – zmęczony będziesz mniej zestresowany. Stres to Twój wróg, bo wyłącza logiczne myślenie.

Nie rób kilku rzeczy na raz – jeżeli jesteś w trakcie stresogennych zmian w życiu, zaczekaj z rzucaniem palenia na jakiś spokojniejszy okres – oczywiście jeżeli taki może realistycznie nadejść.

Ja sam rzuciłem palenie w absolutnie najgorszym momencie mojego życia. Rzucenie palenia było jednym z elementów jakiegoś ponownego stawania na nogi. Więc jeśli potrafisz się w ten sposób zmotywować, to próbuj.

Jak rzucasz fajki – nie dokładaj sobie innych zadań.

Terapeuci uzależnień mają skrót HALT – Hungry, Angry, Lonely, Tired czyli Głodny, Zły, Samotny, Zmęczony. To są stany, w których łatwo złamać abstynencję. Wszystkie one są odmianami stresu.

Części z tych rzeczy da się uniknąć. Więc unikaj bycia głodnym, zestresowanym – to da się zrobić. Staraj się wyspać. Każdy drobiazg może pomóc.

Kiedy rzucasz palenie, staraj się bardzo dbać o siebie, chroń się przed niepotrzebnymi bodźcami, stresem, emocjami. Jedź sobie spokojnie środkiem, bez górek i dołków.

Postępuj egoistycznie, wszystko powinno być podporządkowane twojemu rzucaniu palenia. Jeżeli ci się uda, to korzyści są gigantyczne. Warto się na tym skupić i odłożyć wszystko inne.

Staraj się chodzić spać i budzić o tej samej porze każdego dnia. Zjedz śniadanie (najlepiej proteiny bo to dłużej utrzymuje sytość – np. jajecznicę), nawet jeśli nie masz ochoty.

To podobno bardzo pomaga ludziom w depresji – a rzucając fajki będziesz w pewnym rodzaju tymczasowej depresji. Śniadanie i regularny sen to nie są jakieś trudne do realizacji wymysły.

W moim przypadku to po prostu utrzymuje dobre samopoczucie. Regularny sen, śniadanie, rytm dnia.

Jeżeli uda Ci się rzucić palenie, to istnieje duża szansa że zaczniesz później realizować inne trudne rzeczy.

Po prostu uwierzysz że możesz zrobić coś naprawdę trudnego i doświadczenie radzenia sobie ze stresem, zmęczeniem, zniechęceniem itp możesz przenieść na inne rzeczy.

Rzucanie palenia jest trochę jak selekcja do komandosów. Bo walczysz z własną słabością, będąc w kiepskiej kondycji psychicznej i fizycznej, kiedy przetrwać jest trudno a poddać się bardzo łatwo.

Warto też rozumieć mechanizm który sprawia, że się załamujesz i sięgasz po fajkę. Wyjaśnia to też po części dlaczego tak bardzo należy unikać stresu rzucając.

Wybacz mi ten pseudonaukowy wywód poniżej, jednak uważam że może on bardziej pomóc niż zaszkodzić.

Za twój plan rzucenia palenia, rozsądne decyzje i plany w ogóle odpowiada część mózgu zwana korą przedczołową. Jest to ewolucyjnie dość nowy nabytek w mózgu człowieka, ten który sprawił że umysłowo zostawiliśmy resztę zwierzaków tak bardzo z tyłu.

Pozwala on wyobrazić sobie co by było gdyby.

Może on kierować Twoim postępowaniem tak długo, jak długo jesteś spokojny.

W czasie stresu, zagrożenia itp. dowodzenie przejmuje ciało migdałowate (amygdala) – jedna z najstarszych, pierwotnych części mózgu.

Dzięki niej żyjemy, bo nasi praprzodkowie używając jej unikali zagrożeń typu tygrys szblastozębny, wąż itp. Amygdala odpowiada za walkę i ucieczkę.

Część ta nie zastanawia się, nie snuje planów, nie przejmuje się czy w niedzielę będzie padał deszcz.

Ona działa, w ułamku sekundy, tu i teraz.

Jeżeli pozwolisz objawom abstynencyjnym doprowadzić się do stanu takiego wkurwienia, że amygdala przejmie dowodzenie to niestety sięgniesz po fajkę.

To co działa kiedy zza krzaka wyskakuje na Ciebie niedźwiedź, niespecjalnie sprawdza się kiedy walczysz z nałogiem.

W maksymalnym uproszczeniu: w stresie podejmujesz nieprzemyślane decyzje.

Dlatego unikaj stresu za wszelką cenę, jak długo jesteś w miarę spokojny, tak długo możesz działać racjonalnie pod rozsądną wodzą kory przedczołowej.

Życzę Ci powodzenia, mam nadzieję że pomogłem, mam nadzieję że się uwolnisz od tego syfu. Jak byś nie cierpiał to słońce wzejdzie znowu a twoje życie będzie lepsze niż kiedy paliłeś.

Szarpałem się z tym gównem ponad dwadzieścia lat, wiem co mówię.

PS

Część informacji tu zawartych pochodzi z książki Alana Carr’a “Jak łatwo rzucić palenie”. Przeczytałem ją z desperacji, będąc pewnym że jest to jeden wielki kołczingowy bełkot, już sam tytuł nie pozostawia wątpliwości.

Okazało się że wiele rzeczy jest tam bardzo trafione (to że nic nie tracisz, przenośnia z za ciasnym butem), tyle że trzeba przebrnąć przez całą książkę, żeby wyłuskać te kilka najważniejsze rzeczy.

Nie chciałem wyskakiwać z tym Carrem na początku żebyś nie pomyślał że ten post to stek kołczingowych bredni. Uczciwość jednak wymaga, bym o nim wspomniał bo cytuję tu trochę jego pomysłów.

Książkę przeczytaj jeśli chcesz, choć możnaby ją zawrzeć na jednej stronie i poza kilkoma super celnymi zdaniami wygląda ona na napisaną trochę na siłę – no bo trudno sprzedać książkę z jedną stroną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *