Dlaczego mieszkania nie stanieją (bo inwestują w nie politycy, niestety)

Jeżeli zadajesz sobie pytanie „kiedy stanieją mieszkania?” to ten post jest dla ciebie.

W wielu miejscach tego bloga prezentuję pogląd, że inwestujący w mieszkania politycy są współwinnymi bańki spekulacyjnej w nieruchomościach.

Chciałbym rozwinąć tą myśl, bo uważam że politycy to kluczowy element gwarantujący że bańka spekulacyjna będzie trwać tak długo, aż przerwie ją zewnętrzny kryzys.

Tak mało mamy czasu zanim pomachamy naszym dzieciom na lotnisku…

Nie chodzi mi o to, że politycy kupując inwestycyjne mieszkania nakręcają ceny – są jednymi z wielu, kroplą w morzu.

Chodzi o to, że nie zrobią nic, żeby ceny spadły – bo jest to sprzeczne z ich własnym, prywatnym interesem.

A to oni decydują o tym co zrobi państwo – na nasze nieszczęście.

Wyobraź sobie, że jesteś posłem.

Jeżeli masz jakąś ilość mieszkań (nawet jeśli są standardowo “rozpisane” na rodzinę żeby nie kłuły w oczy w oświadczeniu majątkowym) to zależy ci żeby ich wartość rosła.

To twoja inwestycja, twój majątek, spokojna starość i stabilność finansowa – twoja, twoich dzieci i rodziny.

Ta inwestycja to najważniejsza i najbardziej wartościowa rzecz jaką masz w życiu.

Chcesz mieć pewność, że będzie ona przynosić pokaźny zysk w postaci czynszów i równocześnie zwiększać swoją wartość. Dzięki niej bez pracy stajesz się coraz zamożniejszym człowiekiem.

Zgadnij kto tu postawi na swoim…

Mieszkania to jest ten majątek który zostanie ci jeśli przegrasz wybory i wylecisz z rad nadzorczych, wypadniesz z łask kierownictwa partii itp.

Teraz wyobraź sobie, że masz zaradzić spekulacyjnej katastrofie mieszkaniowej która właśnie rujnuje życie Polakom.

Coś zrobić musisz, bo o problemie krzyczą konkurencyjne partie i mogą przejąć wyborców. Ty wiesz że krzyczą bez zamiaru zrobienia czegokolwiek, ale wyborcy tego nie wiedzą i może się nabiorą.

Musisz zrobić to tak, żeby Polacy widzieli że chcesz pomóc i nie przestali na ciebie głosować.

Bo jak przestaną to skończą się pieniądze ze spółek skarbu państwa i innych synekur obsadzonych przez twoich bliskich. Przez kolejne lata to Twoi polityczni konkurenci i ich rodziny będą się obławiać.

Nie będzie za co kupować kolejnych mieszkań.

Co więc zrobisz, panie pośle?

Dla polskich polityków ten wybór jest dziecinnie prosty…

a) Uderzasz w spekulantów (połowa sprzedanych mieszkań w 2020 była inwestycją) żeby spadły ceny mieszkań?

b) A może pomagasz obywatelom wziąć większe kredyty, żeby ceny dalej rosły?

Jest oczywiste, że wybierzesz rozwiązania wspierające dalszy wzrost cen. Sam jesteś spekulantem (kupujesz mieszkania dla zysku, nie żeby w nich mieszkać), nie będziesz chyba sam sobie robił kłopotów, co?

Dowodem że tak to się odbywa w praktyce są dotychczasowe działania naszego państwa w sferze mieszkalnictwa. Patrz na fakty, na to co już się stało lub się dzieje.

Wszystkie faktyczne działania państwa – dopłaty, dotacje, gwarancje, zerowe stopy procentowe – wspierają wzrost cen i większe kredyty, a nie spadek cen i w rezultacie lepszą jakość życia Polaków.

W pompowaniu spekulacyjnej bańki politycy mają wielu sprzymierzeńców… zapomniałem jakkolwiek o pośrednikach, więc niech mają osobny obrazek:
Agencje/pośrednicy nieruchomości to hieny które pompują ceny żeby usprawiedliwić swoje niewspółmierne do nakładu pracy zarobki. Za wrzucenie do sieci ogłoszenia kasują kilkadziesiąt tysięcy prowizji. To jest szaleństwo, jedno z wielu jakie niesie ze sobą nasza bańka spekulacyjna.

Polskie państwo nigdy nie zrobiło nic, co mogłoby pomóc obniżyć ceny mieszkań. A ma w garści wszystkie potrzebne narzędzia.

Państwowe budownictwo czynszowe nie istnieje, nie udało się przeprowadzić żadnego z szumnie zapowiadanych programów związanych z mieszkaniami (żadnej z partii).

Sprawa jest dość jasna – są to rzeczy na pokaz, na wybory.

Prywatnym interesem każdego posła jest by ceny mieszkań rosły – więc będą rosły.

Nie tylko nie będą oni robić nic, żeby ceny spadły. Politycy – niezależnie od partii – zablokują i storpedują każde działanie które mogłoby doprowadzić do spadku cen mieszkań.

Wersja bez ściemy…

Więc ceny spadną jedynie wskutek wydarzenia będącego poza kontrolą polityków, czyli np. kryzysu finansowego.

Są oni w świetnej sytuacji, bo działania wspierające wzrost cen wyglądają na faktyczną chęć pomocy nam biedakom bez dachu nad głową.

No przecież są dopłaty, gwarancje, jakieś tam programy z cyklu deweloper+ z których nic nie wynika poza dalszym wzrostem cen mieszkań. Super.

Tylko że wystarczyłoby wywalić z rynku spekulantów, a dwa razy więcej rodziny byłoby na swoim w samym 2020-stym roku. Przypominam – połowę dostępnych w 2020 roku mieszkań kupili ludzie którzy ich nie potrzebowali do mieszkania, tylko do zarabiania.

W Polsce elita zaczyna się od 25 metrów kwadratowych 😉

Jedno głosowanie i te mieszkania trafiłyby do rodzin, nie do spekulantów.

Koszt zero złotych. Wystarczyłoby ograniczające spekulację prawo, wprowadzone do czasu aż sytuacja mieszkaniowa Polaków się poprawi.

Jak się poprawi, to znowu sobie spekulujcie, pompujcie tą swoją bańkę, dorabiajcie się na swoich kleptokratycznych przewałach.

Dajcie nam żyć i mieszkać jak ludziom to przysięgam że nie powiem słowa na całe wasze rodziny pozatrudniane w spółkach skarbu państwa. Możecie sobie to w ustawie nawet zapisać, że wam się należy, że każdy poseł ma 100 stanowisk do obsadzenia kim chce.

Na legalu możecie to zrobić, bez udawania, chowania się i kombinowania jak teraz że ten czy tamten to nie rodzina itp.

Super kraj do życia. Z miast rodziny wypędza najem tymczasowy, z peryferiów mieszkaniowi inwestorzy, a na wioskach i zadupiach gdzie jeszcze jakoś by dali radę kupić mieszkanie biznes (przy pełnym poparciu polityków) woli zatrudniać imigrantów… Gdzie my się kurwa mamy podziać?

Niestety, na kogo byś nie zagłosował, będziesz głosował na współczesnych kamieniczników. Żadna z partii nie rozwiąże problemu drogich mieszkań, bo ich składowa – czyli posłowie – są osobiście zainteresowani by ceny rosły.

To jest właściwy dramat i problem.

Ten problem nie ma rozwiązania. Politycy do ostatniego Polaka będą bronić cen mieszkań tak samo jak stołków w państwowych spółkach.

Prędzej wyzdychamy z głodu pod mostami a wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż posłowie pozwolą żeby mieszkania staniały.

Nawet jak ostatni z nas wyjedzie za granicę, naściągają sobie na nasze miejsce Ukraińców czy kto tam akurat będzie chciał przyjechać.

…no przecież wszystkich nas za granicę nie wykopią? Prawda?

Już to robią. W moim mieście (jedno z pięciu największych w Polsce) słyszę polski pół na pół z ukraińskim i rosyjskim a podobno tylko kilkanaście procent mieszkańców miasta to Ukraińcy.

Mieszkania zdrożały tu o 300% przez ostatnie kilkanaście lat.

Ta imigracja to kolejna rzecz poprzez którą politycy zabezpieczają opłacalność swoich mieszkaniowych inwestycji. W samym roku 2020 wpuścili nam do kraju prawie 600 tysięcy ludzi spoza UE.

Z tymi ludźmi musieliśmy się ścisnąć w istniejących mieszkaniach. Czyli mniejszy metraż na głowę przy wyższej cenie. Cudów nie ma, powierzchnia lokali się magicznie nie rozmnoży.

600 tysięcy nowych ludzi w kraju o jednym z najmniejszych metraży na głowę w Unii. Po dwóch w pokoju to daje 300 tysięcy pokoi, z których w 2020-stym musieli zrezygnować Polacy żeby ten złodziejski biznes dalej się kręcił.

To 300 tysięcy rodzin wykopanych do jeszcze mniejszych mieszkań. A to tylko jeden rok tej zabawy…

Te masowe ekonomiczne eksmisje odbywają się w białych rękawiczkach. Nikt nie wyrzuca ludziom gratów z okna na bruk. Zamiast tego ludzi powoli przestaje być stać. Więc stopniowo przenoszą się do mniejszych, gorszych i bardziej odległych lokali.

Ktoś by mógł mnie spytać czy na pewno chcę oddać ten jeden pokój na który wskutek masowej imigracji już mnie nie stać (plus sporą część pensji którą tracę dzięki płacowej presji). Albo mojego dziecka czy zrezygnuje z własnego pokoju żeby pan co ma obok fabrykę miał tanich pracowników, mógł oszczędzić kasę na pensjach i kupić kolejne mieszkania na wynajem.

Nikt o nic nie pytał, po prostu nam to zrobili – i nadal robią.

Imirgracją politycy zwiększają sobie popyt na wynajem a przy okazji zyskują wdzięczność biznesu który dzięki temu może dalej płacić nam grosze.

Takie win-win. Nie dla ciebie oczywiście szary człowieczku, bo dla ciebie niestety nie ma ratunku i generalnie każdy ma cię gdzieś.

Zobacz ile słów potrzebowałem do tego momentu żeby przedstawić ten problem tobie (ponad 700 słów).

Myślisz że kiedykolwiek dość ludzi posłucha, zrozumie, wkurzy się i będzie chciało to zmienić?

To bardzo mało realne.

Mafijny zwyczaj ukrywania czy przepisywania majątku to wśród naszych „ojców narodu” normalność… Jest to jakiś przejaw przyzwoitości jednak, bo np. u Ruskich oligarchowie kompletnie nie kryją się z bogactwem 🙂

To nie jest problem z partią X czy Y, to problem z klasą polityczną w ogóle. Interesy tej klasy i zwykłych Polaków są sprzeczne.

Nawet lewicowcy – jak celnie zauważył Orwell – nie są przyjaciółmi zwykłych szarych ludzi. Oni po prostu nienawidzą bogatych…

Politykom zależy, by ceny mieszkań rosły, bo je mają i dokupują kolejne.

Polakom zależy, żeby mieszkania staniały to będą mieli gdzie mieszkać, a może nawet pokój dla drugiego dziecka się znajdzie.

Na szczęście dla polityków bardzo mało ludzi tak to widzi, więc mogą dalej robić swoje czyli wspierać większe kredyty zamiast niższych cen mieszkań.

Politycy są gwarantem trwania mieszkaniowej bańki spekulacyjnej. Bez nich bańka mogłaby pęknąć, mieszkania stanieć a my żyć jak ludzie.

Z ich pomocą bańka będzie trwać.

Mają oni w ręku wszystkie instrumenty potrzebne by zapewnić jej trwanie. Kontrolują podaż kredytu, stopy procentowe, podaż gruntu (konkretnie ograniczenia w tej podaży), dopłaty, imigrację.

Te same instrumenty mogliby wykorzystać, by bańkę przerwać i pozwolić by Polacy mogli w końcu żyć jak ludzie we własnym kraju, a nie tułać się po świecie żeby zarobić na mieszkanie.

Moja rodzina spotyka się już tylko na Skypie… a kiedyś mieszkaliśmy w tym samym mieście. Z mojej paczki 5-ciu najbliższych przyjaciół z młodości wyjechało nas trzech…

Niestety tego politycy na pewno nie zrobią, niezależnie od partii.

Własne mieszkaniowe inwestycje to – na nasze nieszczęście – nie jedyna zachęta dla polityków by wspierać wzrost cen mieszkań i pompować bańkę.

Polityka potrzebuje pieniędzy, mediów, wpływów, przysług.

Wszystkie te rzeczy ma wielki biznes. Więc politycy działają ręka w rękę z biznesem, co opłaca się obu stronom.

Nie opłaca się to – znowu – większości Polaków ale to drobnostka.

Deweloperzy, banksterzy, korporacje – to są prawdziwi partnerzy dla polityków. Dla ludu odstawia się wyborczy teatrzyk z kupą frazesów i czczych obietnic.

Dobre życie z biznesem, bankami, deweloperami, pośrednikami itp. przynosi wymierne korzyści.

Wyjedź, zarób, wróć i oddaj kasę – oto dewiza polskiego państwa.

Korzyści te to kupowane „okazyjnie” mieszkania i inne nieruchomości, to intratne posady dla dzieci, żon, krewnych i innych ludzi którym to dany polityk z kolei winien jest przysługę.

Te wspólne interesy wzmacniają społeczną pozycję posłów (senatorów, samorządowców itp.), ich wpływy i możliwość załatwiania spraw – a to w rezultacie daje pieniądze.

To do nich przychodzi się z okazją, z dobrym interesem do zrobienia, to im ludzie chętnie wyświadczają przysługi, przed nimi otwierają się drzwi zamknięte dla innych.

Dla nas – zwykłych ludzi – zamknięte są nawet drzwi do własnego mieszkania.

Pewnie dlatego, że go nie mamy i raczej nigdy mieć nie będziemy w tej Polsce rządzonej przez współczesnych kamieniczników.

Bo kamienice są ich, a nam znowu zostały tylko ulice.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *