Samochody elektryczne: rzeczywistość kontra propagandowe brednie

Kto jeździł jakimkolwiek pojazdem elektrycznym nie ma żadnych wątpliwości: silnik spalinowy to przeżytek.

Potworna nawałnica sponsorowanej przez eksporterów ropy propagandy (u nas głównie ruskiej) pokazuje jak bardzo pali się im grunt pod nogami.

Może jeszcze nie tak bardzo by obniżyć ceny, ale dość solidnie żeby próbować oddziaływać na społeczeństwa Zachodnie poprzez zmasowaną propagandę.

Dopiero gdy propaganda zawiedzie a elektryczna transformacja nabierze tempa eksporterzy ropy obniżą ceny. To ich ostatni sposób obrony.

Myślę jednak, że za długo odczekali. Że popełnili ten sam błąd co czołowi producenci aut, którzy z liderów stali się tymi którzy gonią postęp.

Dla eksporterów ropy prawdopodobnie jest już za późno.

Są w kleszczach: droga ropa przyspiesza przejście Zachodu na prąd ale daje im duże zyski. Obniżając ceny ropy spowolniliby transformację, ale nie na długo bo przespali odpowiedni moment.

Nawet gdyby obniżyli ceny już dzisiaj, to przejścia na samochody elektryczne już się nie da zatrzymać. Sytuacja w Ukrainie pokazała czym się kończy zależność energetyczna i spowodowana nią uległość wobec tyranów.

Bo tu nie chodzi tylko o cenę paliwa – choć oczywiście eksporterzy ropy absolutnie nie są w stanie konkurować cenowo z jazdą na prąd. Musieliby solidnie dopłacać do interesu.

Elektryki mają zbyt wiele innych zalet niż tylko półdarmowe paliwo i niezależność od importu tego paliwa.

Zalety te właśnie docierają masowo do zachodnich społeczeństw.

Komfort podróży (cisza, natychmiastowe ogrzewanie), radość z jazdy (fenomenalne przyspieszenie nieosiągalne dla spalinowców), bezawaryjność (brak elementów które psują się w autach spalinowch).

Czyli nie tylko jazda za pół darmo.

Eksporterzy ropy są jak koncerny tytoniowe czy inni sprzedawcy czarnej cukrzycy w płynie. Dla nich nieważny jest nasz komfort, nasza kieszeń, nasze zdrowie, życie czy środowisko.

Będą iść w zaparte, kłamać, zaprzeczać nauce i oczywistym faktom jak przemysł tytoniowy pod koniec XX-stego wieku – a niedawno producenci słodkich napojów.

Zakaz sprzedaży aut spalinowych – dla eksporterów ropy katastrofa, koniec biznesu. Dlatego propaganda próbuje nastrajać społeczeństwa przeciw takim rozwiązaniom licząc że politycy złagodzą kurs. Wystarczy przekonać 10% kretynów że elektryki to zło i już mamy poważny nacisk polityczny.

Będą nam wciskać na siłę swój szkodliwy dla nas produkt i dyskredytować wszelkie alternatywy. Ponieważ ropę sprzedają kraje niecywilizowane, to nie przebierają one w środkach. Dezinformacja jest totalna i robiona na chama.

Tak że przygotuj się że w najbliższych latach na temat elektrycznych aut głoszone będą najdziksze teorie spiskowe. Już są.

Może komuś odpowiada fakt, że góra naszych pieniędzy trafia rok w rok do krajów które nam otwarcie grożą. Nasz “partner biznesowy” ze wschodu chętnie powtarza jaką część Polski, czym i jak szybko zrówna z ziemią, jeśli nie będziemy robić tego co chce.

W odpowiedzi my wysyłamy mu co miesiąc kasę, którą moglibyśmy wydać na własny rozwój, rozwiązać problemy Polaków.

Te pieniądze mogłyby zostać w Polsce i tu nakręcać naszą gospodarkę. Dziś pomagają one budować grożącą nam ruską broń albo pałace arabskich królów – też niezłych dyktatorków z prawami człowieka na bakier.

To są pieniądze które dziś w najlepszym razie wyrzucamy w błoto.

Dzięki elektrycznym samochodom te pieniądze w końcu zostaną w kieszeni zwykłego człowieka.

A tutaj wmawiamy Kowalskiemu że będzie „ofiarą” przejścia na prąd podczas gdy bogaci będą sobie zasuwać autami spalinowymi. Bogaci już jeżdżą elektrykami… Tak naprawdę oprócz ewidentnych kłamstw ruska propaganda nie ma żadnych logicznych argumentów i to widać po tym jak konstruują swój przekaz.

Może komuś odpowiada wdychanie cząsteczek wydzielanych przez auta z wyciętym DPF-em (większość diesli w Polsce). Może ci nie przeszkadza że oddychają tym twoje dzieci.

Może komuś odpowiada bulenie mechanikom-złodziejom którzy obdzierają nas ze skóry za “naprawianie” archaicznej i awaryjnej konstrukcji jaką jest silnik spalinowy.

W silniku elektrycznym nie ma uszczelki pod głowicą. Nie nie potrzeba oleju i płynu chłodzącego. Nie ma rozrządu. Nie zatrą się w nim cylindry, bo ich nie ma. Nie będą cieknąć uszczelniacze i zimeringi – bo też ich nie ma.

Czy pamiętasz jakikolwiek moment, kiedy benzyna była tania? Ona zawsze była droga, zawsze drożała a jej cena była zawsze problemem.

Pamiętasz żeby kiedyś benzyna faktycznie staniała? Nie? Ja też nie.

Jedzenie, czynsz i paliwo – trzy największe troski zwykłego człowieka. Mamy szansę pozbyć się przynajmniej jednej z nich.

Żyjemy od kryzysu do kryzysu kiedy to benzyna jest droga albo bardzo droga. Właśnie teraz jest bardzo droga. Więc jak zwykle płaczemy i płacimy.

To się może zmienić – i to już za kilka lat i nie tylko dla bogaczy. Niech to już będzie nasz ostatni kryzys paliwowy. Czas wyciągnąć wnioski.

Już dziś jest w Polsce spora grupa ludzi, którzy nie przejmują się cenami na stacjach. Nie przejmują się, nie wpadają w panikę – bo nie tankują. Mają elektryka i wywalone na ceny benzyny.

Ja jestem zwykłym szarym człowiekiem, jeżdżę samochodem który kupiłem używany za 35 tysięcy złotych. To niemal tyle samo, co NOWA elektryczna Dacia Spring (uwzględniając dopłaty oczywiście)

Niestet na trasie zasięg 100km z hakiem – ale to jest najtańszy budżetowy elektryk. Po mieście prawie dwa razy więcej.

Myślę że za 4 lata będzie mnie stać na używanego elektryka w wieku 4-6 lat. Będzie pewnie sporo droższy w zakupie niż mój aktualny samochód, ale za to super tani w eksploatacji.

Według moich bardzo ostrożnych obliczeń zostanie mi w kieszeni minimum 5000zł rocznie z tytułu oszczędności na paliwie i kilka ładnych tysięcy oszczędności na mechanikach.

Niech to będzie tylko 7000 oszczędności rocznie. W pięć lat oszczędzam tyle, ze ile kupiłem mój aktualny samochód…

Prawdę mówiąc te oszczędności są na tyle duże, że możnaby policzyć kupno nówki-salonówki i jej sprzedaż po 4-5-ciu latach. Na 100% bije to na głowę porównywalnego cenowo spalinowca.

Nawet jeśli czasem będę musiał zrobić przerwę w trasie na ładowanie, to nie mam z tym problemu.

Tańsza jazda to nie jedyny plus dla szarego człowieka.

Wszystkie podwyżki cen podstawowym produktów są tradycyjnie motywowane rosnącymi cenami paliwa właśnie. Transport to też koszt. Droga benzyna to drogi chleb.

Tutaj propagandyści we właściwy sobie – czyli pozbawiony jakichkolwiek argumentów – sposób ponownie wykpiwają zakaz sprzedaży elektryków. Cóż – poproś wroga o radę i zrób odwrotnie.

Więc samochody elektryczne to nie tylko tania podróż, to niższe ceny wszystkiego co trzeba przewieźć.

Ropy sami nie wyprodukujemy, bo jej w Polsce mamy za mało. Za to prąd można zrobić w zasadzie ze wszystkiego i wszędzie.

Można go opłacalnie wytwarzać w dużej i małej skali.

Elektryczne samochody to początek naszej energetycznej wolności. To koniec zależności od eksporterów, koniec ich władzy. To zapewne także koniec niejednego bandyckiego reżimu.

To początek czasów gdzie podróż jest tania, cicha i wygodna. To mniej hałasu i czyste powietrze.

Te wszystkie zalety zagrażają potężnym grupom interesu które żyją ze sprzedawania nam ropy. Oni nie odpuszczą swojego interesu. Innego nie mają. Dla wielu krajów koniec ropy to koniec wszystkiego.

To dołączenie do Trzeciego Świata.

Elektryczne samochody mają tylko jedną faktyczną wadę: że za dwadzieścia lat będziemy musieli wysyłać pomoc humanitarną ruskim i Arabom. Bo oni innego pomysłu na biznes nie mają. Nie mają wiedzy, nauki, kultury, innowacji – niczego co cywilizowany świat chciałby kupić.

Mają tylko ropę i groźby.

Od takiego sympatycznego kraju kupujemy paliwo do naszych aut…

Więc oni nie odpuszczą bez walki i już to widać. Nie bez powodu jesteśmy zalewani nonsensami o elektrycznych samochodach, propagandą, nieprawdą.

Zamiast wierzyć komuś czyja znajoma rzekomo miała elektryka i dostała “ałtyzmu”, wypożycz go sam, przejedź się u dealera, idź pooglądać używkę na sprzedaż.

Tak się jedzie Leaf’em rocznik 2022 na niemieckiej autostradzie. Z innej beczki – zwróć uwagę jak koleś zachowuje odstępy od samochodów przed sobą. Da się…

Byle jaki elektryk ma osiągi sportowej spalinówki – przy ułamku kosztu paliwa.

Nie ma racjonalnych argumentów za silnikami spalinowymi. Są one bardziej awaryjne i wielokrotnie mniej ekonomiczne.

Zamiast wierzyć ruskim propagandystom, wyrób sobie własne zdanie. W końcu nawet oni mówią ci żebyś „myślał samodzielnie” i „nie wierzył wszystkiemu co piszą w internecie” hehe 🙂

Tu chodzi o twoją własną kieszeń. Policz, bo to twoje pieniądze.

Typowe nonsensy aktualnie głoszone przez ruską propagandę na temat aut elektrycznych:

“Jak zutylizujemy baterie”
– dużo prościej niż hektolitry oleju silnikowego i płynu chłodniczego, zaręczam ci. Nie martw się za bardzo drogi rusku (piszę z małej celowo) o nasze środowisko, na pewno będzie mu lepiej niż kiedy kopcą miliony aut.

“Z takim zasięgiem nigdzie nie dojadę”
– już dzisiejszym autem elektrycznym przejedziesz całą Polskę z godzinną przerwą. Zakładam że na MOP-ach postawi się ładowarki i problem z głowy. Siusiu, hot-dog i ładowanie auta. Pierwsze samochody elektryczne miały zasięg ze 100km, dziś podchodzi on do 300. Nie minęło dziesięć lat. Ten zasięg błyskawicznie się zwiększa.

Test zasięgu: ziomkowi wyszło nieco ponad 300 km zasięgu autostradowego. Leaf to nie Tesla, to jest „zwykły” elektryk bez zadęcia premium czy sport.

“Elektryki się psują”
– to są brednie, to silniki spalinowe się psują i wymagają ciągłej konserwacji i serwisu. Elekryki to plajta dla mechaników – i kolejna kasa zostająca w kieszeni Kowalskiego.

“Zmienią kształt wtyczki ładowarki i zostaniesz na lodzie”
– a co będzie jak zmienią kształt wlewu paliwa? Np. na kwadratowy? Albo kształt dystrybutora? To jakiś kompletny nonsens ale naprawdę coś takiego widziałem.

“Będziemy ładować elektryki prądem robionym z węgla”
– pewnie w jakimś stopniu będziemy. Będziemy też robić prąd z innych rzeczy – wiatru, słońca, energii rzek, fal, atomu, gazu i krowiego łajna. Będziemy mieć wybór, którego nie mamy uzależnieni od zagranicznej ropy.

Dla zmotoryzowanych idą dobre czasy. Bardzo możliwe, że właśnie przeżywamy ostatni w historii kryzys paliwowy.

Że nadejdzie era cichej, taniej, czystej i komfortowej motoryzacji. Że to będzie tak, jak ze smartfonami.

Kilkanaście lat temu smartfon to był gadżet dla bogaczy i geeków. Dziś jest w każdej kieszeni. Szybko poszło, co?

A z internetem jak było?

Zanim się obejrzysz, elektryk będzie stał także pod Twoim domem – a Ty będziesz móc wydać swoją kasę na mądrzejsze rzeczy niż ropa od ruskiego Hitlerka.

Na tej elektrycznej rewolucji zyska przede wszystkim szary człowiek, mogący zapomnieć o rachunkach za paliwo i naprawy.

No i rzecz ostatnia: stan techniczny elektrycznego auta jest bardzo łatwo ocenić. Najdroższy komponent auta – bateria – ma znane parametry i można jasno stwierdzić, jak długo jeszcze posłuży.

Te samochody można sprawdzić.

Mechanicy krytykują elektryki bo nie mają o nich zielonego pojęcia. Tak samo jak wcześniej krytykowali hybrydy. Tymczasem popatrz czym jeżdżą taksówkarze… no oni chyba potrafią liczyć, skądś się słowo „złotówa” musiało wziąć.

Ocena stanu silnika spalinowego to wróżenie z fusów. Bez jego otwarcia w zasadzie nic nie wiadomo.

Kupno używanego elektryka nie będzie kupowaniem kota w worku tak jak to ma miejsce z autami spalinowymi. Pewnie będą trochę droższe, ale za to pewne, nawet te z importu.

W dzisiejszych czasach postęp bywa błyskawiczny (patrz wspomniane smartfony).

Więc za parę lat to elektryki będą normalnością. Auta spalinowe znajdą się tam, gdzie konne powozy i parowozy – w muzeum techniki, jako przeżytek i historia.

A sprzedający nam dziś ropę dzicy ludzie zasiądą przy ognisku i będą radzić, z czego teraz mają żyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.