Chcesz normalności – instaluj kamerę. Dlaczego warto mieć samochodowy rejestrator jazdy.

Jeżeli się wahasz czy warto kupić i zainstalować samochodowy rejestrator/kamerę, chciałbym przedstawić Ci dość nietypowe argumenty za wydaniem tych kilkuset złotych.

Mało tego, zachęcam do kupna kamery typu „dual” czyli nagrywającej z przodu i z tyłu. Wielu rzeczy nie udokumentujesz mając nagranie tylko z przodu – np. jazdy na zderzaku, najechania z tyłu itp.

Moje argumenty za instalacją kamery nie są typowe, bo nie chodzi mi o dowody w razie stłuczki czy wypadku.

Tak tu kamera też bardzo się przyda, ale uważam że są inne ważniejsze zastosowania w których kamera przyda się jeszcze bardziej – i to nie tylko Tobie, ale nam wszystkim.

Moim zdaniem samochodowe rejestratory mają potencjał znacząco poprawić bezpieczeństwo i kulturę jazdy na naszych drogach. Muszą tylko stać się powszechne.

To co się dziś wyprawia na naszych drogach, to nie jest Europa. Polskie drogi to bardziej Rosja i Ukraina.

Polskie drogi to dzicz – tak przynajmniej widzi to każdy, kto tu przyjeżdża z Zachodu. Ja przyjechałem (robiłem prawko poza Polską) i jestem przerażony.

Nasza rzeczywistość jest normalna tylko dla nas, bo przywykliśmy do tego syfu i straciliśmy nadzieję że cokolwiek może się zmienić.

Polskie drogi to my w pigułce – złośliwi, nieskorzy do współpracy, nieszanujący żadnych zasad, kłótliwi kombinatorzy i zwykłe prostaki skaczące sobie nawzajem do gardeł z byle powodu.

Instalując kamerę w swoim samochodzie możesz pomóc w ucywilizowaniu polskich dróg i pośrednio w ucywilizowaniu naszych wzajemnych relacji w ogóle.

Jestem przekonany, że instalując w swoim samochodzie kamerę pośrednio ratujesz ludzkie życie i zdrowie.

Godząc się na drogową patologię, akceptujesz dramaty rodzin ofiar, złamane młode życia, kalectwo. Wszytko po to, by jakiś idiota mógł się zabawić za kierownicą…

Sytuacja teraz

Obecnie mamy w Polsce najniebezpieczniejsze drogi wśród krajów Unii. O doroczny puchar drogowej głupoty tradycyjnie walczymy z Rumunią i Bułgarią – krajami o podobnej do naszej kulturze drogowej.

Ten puchar zawsze otrzymuje go któryś z powyższych trzech krajów… więc co z tym „szybko ale bezpiecznie”?

Ofiarami tego stanu rzeczy – często w dosłownym znaczeniu – jesteśmy wszyscy.

Na państwo w kwestii bezpieczeństwa na drogach niestety nie można za bardzo liczyć.

Rządy nie robią nic lub podejmują wyłącznie działania PR-owskie. Żeby nie narazić się wyborcom, ogłaszają z pompą nowe przepisy nie zagrożone żadną surowszą karą. Odszczekuję: surowsze kary są, brawo, coś się w końcu ruszyło w temacie.

Teraz jakby je zaczęto jeszcze egzekwować… bo obawiam się że przepisy nadal nie będą egzekwowane tak samo, jak teraz.

Bo przepisami nie wyczarujemy dodatkowych patroli drogówki.

Przepisy są nic niewarte, jeśli nie ma policjanta który te przepisy wyegzekwuje.

Już widzę tych karków przepraszających z kwiatami po 1-wszym czerwca 🙂 Na razie nie zauważyłem żadnych zmian, jazda na zderzaku to nadal norma.

Poprzez dekady zaniechań wychodowaliśmy w Polsce pokolenie patokierowców. Mają oni serdecznie gdzieś życie czy zdrowie innych lub są to ludzie na tyle bezrefleksyjni, że zwyczajnie nie zastanawiają się nad konsekwencjami swych działań.

Cechą wspólną powyższych jest też niezachwiana wiara w swoje doskonałe umiejętności, dzięki którym pomimo bardzo szybkiej jazdy nie stanowią oni – we własnym mniemaniu – zagrożenia.

Paradoksalnie ludzie którzy jeszcze żyją tylko dzięki ratunkowym manewrom bardziej przytomnych kierowców uważają się za mistrzów kierownicy. Dzięki swym ponadprzeciętnym umiejętnościom mają więc moralne prawo do nieprzepisowej jazdy.

Ich schemat myślenia jest zapewne taki: „jeżdżę szybko ale jestem świetnym kierowcą, więc nikomu nie zagrażam. Limity prędkości i przepisy stworzono dla zwykłych kierowców, bo inaczej te głupki by się pozabijały. Ja jestem wyjątkowy, więc mogę więcej.

Łamagi które poprzez swą przepisową jazdę stają mi na drodze muszą zostać dojechane i nauczone moresu. Niech się nauczą jeździć albo zostaną w domu i nie przeszkadzają zawodowcom i nie tworzą korków.”

… nie sądzę 😉

„Szybkich ale bezpiecznych” kierowców jest wystarczająco dużo, by przegłosować normalnych. I robią to, co widać po braku realnego działania ze strony państwa, niezależnie od tego kto akurat jest u władzy.

Politycy jak nikt wiedzą, jakim grupom społecznym się podlizywać. Płacą grubą forsę na badania, żeby to wiedzieć.

Widocznie z badań wynika, że drogowa patolka jest na tyle liczna, że lepiej z nią nie zadzierać – bo można wylecieć od żłoba. Więc żadna opcja polityczna tego nie robi.

Pod koniec tego roku (2021) mają wzrosnąć mandaty – ruch w dobrą stronę, tylko ciekawe jak będzie z egzekwowaniem tego. I dlaczego wysokie mandaty są dopiero jak ktoś przekroczy prędkość o 30km/h?

Odpowiedź: większość wyborców przekracza o mniej niż 30km/h.

Potrąconemu pieszemu jest obojętne czy go ktoś rąbnął z prędkością 79 czy 81 km/h – będzie tak samo martwy. Przy 70km/h nie ma już żadnych szans. Przy 60km/h – bardzo niewielkie.

Tak że jest to niestety zrobione pod publiczkę znowu. Ale lepsze to niż nic, normalności tutaj długo nie będzie.

Pozdrawiam kretynów ścigających się z moją 70-cio letnią mamą. Ona nawet nie wie że bierze udział w waszym wyścigu 🙂

W Polsce rozsądni kierowcy są pozbawieni wsparcia, wariaci robią co chcą i de facto ustalają zasady rozstawiając „frajerów” po kątach. Przepisowa jazda jest bardzo utrudniona, a już na pewno nie jest ona bezpieczna.

Jazda na zderzaku (100zł mandatu od czerwca 2021 – wcześniej też był za to mandat, inny paragraf), kolejny zakaz rozjeżdżania ludzi na przejściach dla pieszych (żadnych surowszych kar – po prostu nie wolno bardziej), kręcenie licznika jako przestępstwo (zawsze było nielegalne – jako oszustwo) itp.

Ja już nie wspominam o tym że za zabicie kogoś dla zabawy na pasach można dostać max 8 lat – efektywnie 4. Chodzi tu o sprawę z ul. Sokratesa w Warszawie.

Morderczy bezmózg bawił się w wyścigi BM-ką z wyłączonym ABS-em (jak wiadomo wyłączony ABS skraca drogę hamowania i pomaga utrzymać „pełną kontrolę”). Zabił ojca dziecku i męża kobiecie, dostał 8 lat czyli wyjdzie po czterech.

Tak oto polski system prawny napluł tej wdowie i jej dziecku w twarz – jakby im mało było tragedii której skutki zostaną z nimi na resztę życia.

Nowe przepisy to raczej tylko PR. Ładnie brzmi to w mediach – koniec jazdy na zderzaku, koniec kręcenia liczników, koniec z tym czy tamtym – a będzie jak było.

Powtarzamy że jest super – a fakty uparcie dalej swoje, czyli Polska w pierwszej trójce statystyk razem z krajami które sami uważamy za niecywilizowane (Rumunia i Bułgaria).

Realne, tanie i skuteczne działania jak fotoradary czy odcinkowy pomiar prędkości są tabu, bo godzą w interesy dużej grupy naszych kierowców i co za tym idzie wyborców.

Kontrole policji skutecznie uniemożliwiają aplikacje typu Yanosik. Przy kontrolach wpadają więc przypadkowi amatorzy bez aplikacji.

Zawodnicy wagi ciężkiej jeżdżą z Yanosikiem – ich Policja spotka dopiero na miejscu wypadku, czyli za późno.

Jeździsz z Yanosikiem? Super – potencjalny morderca twojego dziecka też jeździ 😉

A właśnie tych kierowców należałoby wyeliminować z dróg w pierwszej kolejności – zanim kogoś zabiją, a nie po fakcie (choć nawet z tym też różnie bywa, np. jak ktoś jest bogaty, jest celebrytą, politykiem itp.).

Na tym koncentruje się policyjna grupa „Speed” – obecnie jedyna nadzieja normalnych kierowców.

Poza ograniczonymi możliwościami grupy „Speed” nasze państwo jest systemowo bezsilne wobec piratów drogowych.

Policja nie ma szans kontrolować, politycy nie chcą się narazić wyborcom, sądy potrzebują 8 lat żeby w ogóle wydać wyrok (sprawa „Froga”) od którego zaraz będzie apelacja – i kolejne 8 lat bezkarności. Potem kasacja, srasacja, potem zaświadczenie od lekarza, potem od psychologa i tyle z tego będzie.

Dopisane 01-2022: Frogowi się jeden z wyroków uprawomocnił, od roku „szuka” go policja żeby doprowadzić go do pudła. No jakoś nie mogą ziomka znaleźć… jakieś niebywałe plecy musi ten kolo mieć.

Dopisane 02-2022: Frog złapany – w Londynie. Czyli nie tylko nikt nie pomyślał o areszcie tymczasowym, ale też nikt nie pomyślał o zakazie opuszczania kraju. Ktoś bez pleców miałby przynajmniej zakaz i zastrzeżony paszport. Wygląda więc na to, że typek wjechał do UK legalnie na własny paszport, przeszedł przez angielskie Immigration itd. Polskie służby miały to odnotowane w systemie i przez rok nic z tym nie zrobiły. Dopiero ponaglane przez media w końcu się ruszyły bo się zaczęła z tego afera robić.

Będący chyba w mniejszości bezpieczni kierowcy muszą w pokorze znosić agresję i głupotę bo znikąd pomocy.

Ale podatki oczywiście płacić musimy tak, jakby na drogach wszyscy mieli te same prawa. W benzynie to nawet podatek od podatku płacimy – konkretnie płacimy VAT od akcyzy 🙂

No więc nie jest dobrze i chyba każdy to widzi. Każdy doświadczył drogowej przemocy, każdy miał sytuację gdy było o włoś od wypadku.

Dzięki kamerkom możemy powoli zacząć odzyskiwać drogi, dotychczas zawłaszczone przez patologię.

Nadzieja w kamerach

Uważam że kamery w samochodach mają szansę zmienić powyższy stan rzeczy – jeżeli tylko staną się naprawdę powszechne.

Nie chodzi mi tu o oczywiste rzeczy, jak dowody w spornych kwestiach związanych z kolizjami i wypadkami. Z wielu sprawcy mogli się dotychczas wykłamać lub po prostu uciec – kamerki bardzo to utrudniają i to jest oczywiste.

Dzięki kamerkom uciekają dzisiaj już chyba tylko pijani kierowcy i ludzie z zakazem prowadzenia.

Moim zdaniem rola kamerek jednak na powyższym się nie kończy, bo jest znacznie szersza.

Kamery to narzędzie, dzięki któremu normalni kierowcy mogą w końcu zacząć odzyskiwać kontrolę nad drogami które dziś są w rękach patokierowców i przygłupów kórym publiczne drogi mylą się z torem wyścigowym.

Jaki czynnik – poza brakami w wyszkoleniu kierowców – doprowadza do obecnego stanu rzeczy?

To proste: bezkarność.

Istnieje kategoria ludzi, którzy dobrowolnie nie poddadzą się zasadom. Dlatego mamy fizyczne spowalniacze ruchu, zamki w drzwiach, płoty, słupki i fotoradary.

Bo nie wszyscy będą dobrowolnie przestrzegać tego, co dobre dla nas jako społeczeństwa.

Fotoradary są skuteczne – złapią cię na pewno i nie będzie dyskusji. Dlatego piraci tak bardzo się przed nimi bronią. Dla nich to game over – koniec bezkarności, początek kosztów.

Policjanta mogą ominąć (Yanosik), posła przekupić głosami – ale na fotoradar nie mają prostego sposobu.

Przychodzi list i to ty masz teraz problem. Nie możesz tego zostawić i będzie cię to kosztowało albo czas, albo kasę – nawet jak się wywiniesz.

Na kamerę w twoim czy moim samochodzie też nie ma prostego sposobu. I w tym cała nadzieja.

Piraci mogą (jako silna grupa wyborców) torpedować działania państwa mające poprawić bezpieczeństwo drogowe i ucywilizować nasze wzajemne relacje na drogach.

Nie mogą oni jednak zmusić ciebie do wyłącznia kamery.

Pomoc „z góry” nie nadejdzie. Więc zmiana musi zacząć się od dołu – czyli ode mnie i od Ciebie.

Ludzi którzy dziś szaleją na naszych drogach nie zmienimy. Oni uważają, że mają święte prawo jeździć jak chcą. Przymuszeni do cywilizowanego zachowania będą mieć poczucie krzywdy i utraconej wolności.

Normalne zachowania na drodze nigdy nie staną się ich prawdziwą naturą.

I nie muszą.

Nie zmienimy ich, ale możemy ich zmusić do przestrzegania norm.

Dla mnie drogowy patus nie musi chcieć zachowywać się jak cywilizowany człowiek, może udawać. Może sobie być jak ta mechaniczna pomarańcza – mi to nie przeszkadza.

Wymusić zmianę zachowania nawet u kogoś, kto nie chce się zmienić można między innymi poprzez:

-kontrolę (świadomość bycia obserwowanym)
-deanonimizację
-nieuchronność kary
-presję społeczną (zachowująca się normalnie większość)

Wszystkie powyższe sposoby nacisku można łatwo zrealizować poprzez powszechne użycie kamer w samochodach. Dlatego tak ważnym jest, by każdy tą kamerę miał.

Podkreślę to – samo posiadanie kamery to już jest działanie.

Poniżej kilka słów o każdym z tych elementów nacisku.

Kontrola/świadomość obserwacji poprawia zachowanie


Ten fenomen odkryto badając wpływ dobrego oświetlenia na jakość pracy – badania pokazały, że pracownicy są wydajniejsi kiedy dobrze oświetlono miejsce pracy.

Dopiero nieco później okazało się, że wpływ miało nie samo światło, lecz fakt bycia obserwowanym przez badaczy.

Popularność takich filmów może zniechęcić kolejnych agresorów…

Kamery wywierają presję na piratów i agresorów już poprzez swoje istnienie. Łatwo będzie odfiltrować prawdziwych psycholi, którzy będą szaleć pomimo kamer.

Sam fakt że masz kamerę już jest elementem nacisku, nie musisz nic więcej robić. Często widać na filmikach jak agresor zobaczywszy kamerę odpuszcza. O to właśnie chodzi.

Myślę że nawet posiadanie naklejki informującej, że w samochodzie jest kamera ma już efekt chłodzący agresywne zapędy.

Deanonimizacja

W samochodzie człowiek czuje się anonimowy. Jeżeli jednocześnie nagrywa cię kilka kamer, to koniec z twoją anonimowością.

Jeszcze większy koniec z twoją anonimowością, kiedy sąsiedzi, rodzina, znajomi, pracodawcy czy klienci zobaczą Cię w akcji na Stop Chamie czy w Polskich Kierowcach.

Albo kiedy delikwenta wezwą na komendę w celu złożenia wyjaśnień.

Internet nie zapomina. Policja zresztą też – historia wyczynów danego kierowcy jest przechowywana.

Nieuchronność kary

Przemoc drogowa do tej pory była trudna do udowodnienia. Trzebaby mieć świadków a ci jeszcze musieliby pamiętać zdarzenie i chcieć zeznawać – bardzo trudne.

Jeżeli masz kamerę, to idealny świadek już jest – świadek o którym wiadomo że nie kłamie i niczego nie zapomni.

Nagrania z kamer mogą służyć do wymierzania kary drogowym przestępcom. Pomimo śmiesznie niskich kar w Polsce, jeżeli na delikwenta spadnie duża ich ilość, może się to stać dla niego problemem.

Pirat drogowy wiedząc, że z każdym wyjazdem na drogę może się spodziewać mandatów będzie pod większą lub mniejszą presją, by zmienić zachowanie.

Jego rodzina będzie wywierać presję, kiedy domowy budżet zacznie być nadszarpywany może niskimi, ale częstymi mandatami.

Posiadacze kamer mogą się stać rozproszonym fotoradarem nie do uniknięcia. Na to żaden Yanosik nie pomoże. Nie chodzi mi oczywiście o kontrolowanie czyjejś prędkości – bardziej chodzi mi o niebezpieczne zachowania, cwaniactwo, agresję, brawurę.

To lepsze niż zwykły fotoradar, bo pilnuje szerokiego spektrum niepożądanych zachowań.

Oczywiście psycholi to nie ruszy. Nie ruszy to też ludzi z kasą, znajomościami, ludzi których stać na mandaty i prawników – jak słynny „Frog” czy celebryci którym zawsze się jakoś uda wywinąć co by nie odwalili.

Jeżeli jednak zaczniemy powszechnie zgłaszać niebezpieczne zachowania, jest duża szansa że wspólnie wyeliminujemy pozostałych patokierowców – tych bez dużej kasy, pleców i żółtych papierów. To zdecydowana większość.

Poza tym duża ilość mandatów będzie świetnym argumentem za surowym wyrokiem, kiedy delikwent w końcu odwali jakąś grubszą akcję i trafi do sądu.

Zbudują one jasny i trudny do podważenia obraz danego osobnika jako osoby notorycznie łamiącej prawo drogowe.

Ludzie pokroju byłego posła Artura Zawiszy tradycyjnie zostaną potraktowani łagodnie – ale piraci bez pleców i układów już nie.

Z bogatą historią wykroczeń, nie będzie można udawać świętoszka któremu raz powinęła się noga i miał gorszy dzień. Nie da rady wywinąć się z dwoma latami w zawiasach za zabicie babci na przejściu.

Sądy nie będą mogły wydawać łagodnych wyroków – bo będą poważne argumenty za tym, że dany człowiek stanowi zagrożenie i jest konsekwentny w łamaniu prawa i narażaniu życia innch.

Sędziowie zajebiście nie lubią mieć uchylanych wyroków w wyższej instancji, bo podważa to jakość ich orzecznictwa. Mając odpowiedni materiał, będą orzekać surowsze kary.

Presja społeczna (jak nie było internetu, to tylko w domu wiedzieli żeś idiota)

Myślę że jeśli drogowi kozacy czegokolwiek się boją, to właśnie kompromitacji. Zakładam że wielu z nich na drogach leczy kompleksy, niskie poczucie własnej wartości. Przez chwilę mogą poczuć się lepsi – kosztem mnie, ciebie i naszych bliskich.

Prawo im zbytnio nie grozi, konsekwencje – jeśli przypadkiem na miejsu będzie nieoznakowany patrol – są zwykle symboliczne.

Utrata twarzy to chyba najcięższa kara dla ludzi o wielkim ego. Pozdrawiam tu rodaka-idiotę z UK, po wsze czasy w Internecie jako podręcznikowy debil.

Toś sobie zasłynął ośle… a taki byłeś gangsta, pozdrawiam cię przygłupie, te widea nigdy nie znikną.

Mało tego, pojawią się nowe, z nowymi „bohaterami”.

Aż w końcu jeden baran z drugim przekalkulują, że może lepiej nie wyłazić z tego auta na środku autostrady.

I to już będzie bardzo duży postęp i poprawa bezpieczeństwa.

Może i Policja chuja może ci zrobić, ale usunąć twojego ryja z netu to już nawet i Pan Bóg nie może.

Do końca życia będą ci gadać za plecami, że to ty jesteś ten głąb co wyskoczył na autostradę bić rodzinę z dzieckiem.

W każdej nowej pracy w końcu się dowiedzą. Miałeś budzić szacun i respekt, a stałeś się kimś budzącym zażenowanie i politowanie. Bycie symbolem buractwa – straszny koniec dla aspirującego kozaka.

Choć wolieliby kozaczyć i się szarpać, wraz z powszechnością kamer będą tego unikać. Trzeba filmować, publikować i zgłaszać do skutku – czyli tak długo aż normalność stanie się normą.

Inne korzyści z posiadania kamery

Nic tak nie frustruje jak bezsilność. Mając kamerkę w końcu możesz coś zrobić. Może i niewiele, ale wspólnie możemy zacząć naprawdę dotkliwie utrudniać życie drogowych piratów.

W tym kraju zwykły człowiek zawsze jest ofiarą i wszędzie dostaje w dupę. Może dlatego tylu zwykłych ludzi staje się drogowymi agresorami.

Przynajmniej na drodze mogą przez chwilę poczuć się silni.

Mając kamerę możesz się odgryźć drogowym patusom. To ważne, bo bycie ofiarą wtedy mniej boli.

Opór, nawet niewielki, sprawia że z biernej ofiary stajesz się kimś, kto walczy, kimś kto coś robi zamiast nadstawiać drugi policzek. Możesz odzyskać trochę kontroli i szacunku do samego siebie.

Możesz zrobić coś nie tylko dla siebie, ale i dla innych.

Walczyć o normalność możemy na wiele sposobów.

Można wywierać presję poprzez samo posiadanie kamery – to już coś.

Możemy generować patusom finansowe koszty (dużo małych mandatów), marnować ich czas na tłumaczenie się i sprawy sądowe, odpowiadanie na pisma i wezwania, nabijać punkty karne.

Mówiąc po raz kolejny w sądzie że twoim autem znowu jechał jakiś Ukrainiec, cwaniaczek w końcu stanie się niewiarygodny. Wymówki przestaną działać, cierpliwość sędziów się wyczerpie.

Możemy psuć im reputację, ośmieszać, wywlekać na wierzch ich chamstwo i prostactwo.

Poprzez dodawanie kolejnych zgłoszeń i wykroczeń możemy podnosić koszty ich przyszłych wyczynów.

To już jest coś. Dotychczas robili co chcieli bez żadnych konsekwencji – teraz możemy sprawić, że ich zachowanie będzie miało wielowymiarową cenę. Wielu odpadnie.

Nowe przepisy pozwalają (w końcu) dowalić solidną grzywnę cwaniaczkom którzy twierdzą że nie oni jechali autem w trakcie zdarzenia i odmawiają wskazania osoby która jechała.

Dużo mniej cwaniaczków da radę się wykręcić, skuteczność zgłoszeń w postaci kar i mandatów na pewno wzrośnie.

Nawet jeżeli sam sprawca uniknie kary, to nie uniknie zapłacenia za niewskazanie sprawcy. Finansowa dolegliwość po zgłoszeniu staje się nieunikniona.

Po co nam bezpieczne drogi?

Głównie po to, żeby uniknąć tragedii, śmierci, kalectwa, kosztów leczenia i rehabilitacji, wyższych ubezpieczeń i innych społeczno-finansowych kosztów wypadków.

Ale nie tylko.

Bezpieczne drogi to drogi z mniejszymi korkami. Da się po nich poruszać szybciej i sprawniej. Obecnie mamy sytuację, w której cwaniacy poruszają się niebezpiecznie szybko, a reszta dużo wolniej niż by mogła – bo muszą uważać na skaczących między pasami „szybkich ale bezpiecznych” cwaniaków.

Na autostradach i ekspresówkach nie da się jechać zgodnie z limitem, bo zaraz jakiś głąb siądzie ci na ogonie.

Musisz skakać między TIR-ami, raz jedziesz 90, raz 140 i tak w kółko. Gdyby nie łamiący przepisy, możnaby jechać 140 na tempomacie, płynnie wyprzedzać ciężarówki, oszczędzić czas i paliwo.

Cwaniaków jest już na tyle dużo, że nawet oni sami zaczynają coraz mniej zyskiwać, bo przeszkadzają nie tylko normalnym kierowcom ale i sobie nawzajem.

Potęgują tylko chaos i agresję, tracą wszyscy.

Każde wymuszone hamowanie powoduje kaskadę hamowania i powstanie tzw „węża”.

Jak „szybcy ale bezpieczni” powodują korki, w których wszyscy stoimy… czyli wyjaśnienie „węża hamowania” i podobych zjawisk.

Każdy skaczący między pasami lub stosujący karne hamowanie rajdowiec jest przyczyną korków powodując kolejne kaskady hamowania.

Ludzie jeżdżący nieprzepisowo są nieprzewidywalni i stale powodują wstrzymanie ruchu wpychając się czy wykonując niespodziewane manewry przez ciągłe linie, obszary wyłączone z ruchu itp.

Ładują się w jakieś dziwne sytuacje, wymuszają pierwszeństwo, wciskają się w miejscach do tego niedozwolonych, skręcają ze złych pasów, powodują ogólne zamieszanie a to z kolei przekłada się na korki i spadek średniej prędkości podróży dla wszystkich.

Reagując na cyrkowe popisy piratów pozostali kierowcy nie mają innego wyjścia jak jechać wolniej, mieć oczy dookoła głowy i hamować.

Nasz poziom zaufania do innych kierowców nawet w bardzo typowych sytuacjach jest niski, bo stale dzieje się coś nietypowego.

Wszyscy hamujemy a jeden pajac przelatuje z piskiem opon. I tak w kółko.

Liczne „bliskie spotkania” i kolizje powodowane przez „szybkich ale bezpiecznych” wywołują kolejne korki, kolejne wydatki i kolejne problemy dla normalnych ludzi chcących zwyczajnie dojechać z A do B.

Serio mistrzu kierownicy, dla kobiety wiozącej dzieciaki do przedszkola ściganie się z tobą to ostatania rzecz jaka by jej przyszła do głowy. Ona nawet nie wie że bierze udział w twoim wyimaginowanym wyścigu.

A ty się mistrzuniu dalej ścigasz – z kobietami, z dziadkami, z moją siedemdziesięcioletnią mamą jadącą do wnuka. Jesteś koleżko żałosnym debilem.

Niebezpieczni kierowcy powodują korki także w inny sposób: odstraszając ludzi od używania innych niż samochód środków transportu.

Żeby zauważalnie upłynnić ruch, podobno wystarczy pozbyć się około 20% samochodów. Tylko 20%. W Polsce jest to możliwe przez co najmniej pół roku, kiedy jest dobra pogoda – może i nawet trochę dłużej.

Korki w polskich miastach to poważny problem… wg rankingu TomTom’a nasze miasta są najbardziej zakorkowanymi w Europie.

Wystarczy że co piąty kierowca auta wybierze komunikację miejską albo wsiądzie na hulajnogę, rower, skuter lub motocykl.

Jest to możliwe, ale niezbyt wykonalne. Pozwoliłbyś swojemu dziecku jeździć rowerem po polskich drogach? Ja też nie. Wsiadłbyś na skuter? Kogo nie spytam to ma jakąś historię o kimś kto stracił zdrowie lub życie w ten sposób.

Strach przed szaleńcami nie pozwala wielu ludziom przesiąść się z samochodu do tańszych, zdrowszych i często szybszych środków transportu jak rower, skuter, motocykl.

W dzisiejszych czasach robią to więc lekkoduchy, pasjonaci, ideowcy oraz ci co nie mają innego wyjścia.

Nie wspominam tu już o oszczędzonych miejscach do parkowania które też są problemem.

Głupota drogowych patusów kosztuje nas o wiele więcej, niż by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Efekty ich działań są jak powodowana przez nich fala hamowania – sięgają dużo dalej i głębiej niż można by przypuszczać.

Warto o tym pomyśleć i spróbować coś z tym zrobić – na ile możesz.

Co zrobić z nagraniami z kamery

Osobiście nagrania przekazuję Policji, są specjalne skrzynki mailowe w zależności od miejsca zdarzenia.

Fajnie mieć w kamerze GPS bo nagranie trzeba wysyłać do odpowiedniej dla miejsca zdarzenia jednostki.

Podaję swoje prawdziwe dane, nie robię anonimowych donosów. Wiem że dla wielu ludzi to bariera. Cóż, bycie cywilizowanym człowiekiem nie jest łatwe, bo trzeba zacząć od siebie.

Trzeba umieć odróżnić powodowane niskimi pobudkami donosicielstwo od prawidłowej obywatelskiej reakcji na zło.

Godząc się na zło nie dziw się, że żyjesz w kraju gdzie okradanie podatnika poprzez zatrudnianie pociotków na państwowych posadach jest normą.

Nie reagując stajesz się wspólnikiem niebezpiecznego buraka który za moment zrobi komuś krzywdę. Nic tym ludziom nie jestem winny, a już na pewno nie jestem im winny źle pojętej lojalności.

Jestem lojalny wobec ofiar wypadków, nie wobec ich sprawców.

Oni mają w dupie mnie, moje życie i życie moich bliskich. Czas żeby zaczęli odczuwać tego konsekwencje.

Nagrania przekazuję w poniżej opisanych sytuacjach:

  • jazda na zderzaku / popędzanie długimi (jeżdżę równo z limitem 120/140, nie zajmuję lewego pasa jeśli nie wyprzedzam)
  • wyprzedzanie na i przed przejściem dla pieszych
  • nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu przed przejściem / rowerzyście przed przejazdem dla rowerzystów
  • wyprzedzanie na czołówkę / na trzeciego
  • agresja wobec mnie lub innych uczestników ruchu

Czyli reaguję na rzeczy zagrażające życiu, zdrowiu i ładowi społecznemu. Reszta mnie nie interesuje. Chcę dojechać z A do B, nie interesują mnie wyścigi i udowadnianie komukolwiek czegokolwiek.

Drogi są wspólne, spieszy nam się wszystkim tak samo, nie godzę się na czyjeś wymuszone przywileje.

Aktywista ze mnie żaden, po prostu wkurza mnie robienie z mojego kraju Bangladeszu i bycie terroryzowanym przez głupków.

Kropla drąży skałę. Nawet jak nie będzie konsekwencji od razu, to kiedyś w końcu przyjrzy się temu sędzia – i ta historia zgłoszeń może być gwoździem do trumny danego delikwenta.

Chcę wierzyć w to, że nie każdy będzie bezkarny jak Frog, że ta sprawa to wypadek przy pracy naszego sądownictwa.

Mam nadzieję że będą wyciągnięte z tego wnioski, bo szkody jakie ta sprawa wyrządziła w naszym kraju daleko wykraczają poza drogi.

Dodatkowo podważyła ona już i tak wątłą wiarę ludzi w system sądowniczy i prawo.

Mając takie przykłady nic dziwnego że czujemy się bezsilni i biernie znosimy to co się wokół dzieje. Nie wierzymy, że działanie coś da, boimy się że działając tylko ściągniemy na siebie kłopoty.

W dobie Yanosika Policja ma bardzo utrudnione zadanie, trzeba jej pomóc – albo godzić się z tym co jest. Jeżeli chcesz żyć w Bangladeszu – twój wybór. Ja wybieram cywilizację.

A cywilizacja wygląda tak:

Jak mieszkałem w Irlandii, to nieopodal mieszkał pewien Polak. Jak każdy prawilny wiejski przymuł kupił sobie Audi i startował tym autem z piskiem opon pod sklepem i spod domu. Ludzie bali się o dzieci.

Odwiedziła go Garda (tamtejsza policja) i w asyście tłumacza wyjaśniła temu pajacowi że mają zgłoszenia więc albo przestanie, albo sprawa idzie do sądu i żarty się skończą. Zgłoszenia mieszkańców wystarczą, straci prawko, dostanie solidną grzywnę i koniec zabawy w króla szos.

I co? I skończyło się.

Z piskiem opon koleś rusza teraz u siebie na polskiej wsi, dokąd jeździ ponad 2000km samochodem w jedną stronę na wakacje żeby się polansować bryką i pojeździć jak wariat z kierownicą po niewłaściwej stronie.

W Irlandii nie może, bo nikt się z nim nie będzie cackał tak jak my w Polsce. Jak spróbuje opowiadać sędziemu farmazony że nie pamięta kto jechał jego autem (w Polsce nagminne), to dostanie tydzień aresztu za obrazę sądu i sobie przypomni.

Marzy mi się żeby kiedyś powyższy burak także na polskiej wsi musiał udawać cywilizowanego człowieka. Nie musi się zmieniać, wystarczy mi jak udaje – tak samo jak to robi na emigracji.

Tam może, to i tu da radę. Trzeba go tylko trochę przycisnąć. To tylko zwykły prostak w mocnym aucie, nikt wyjątkowy. To człowiek nie mający w życiu nic do pokazania poza leciwą Audicą.

Jeżeli nie chcesz wysyłać nagrań na Policję, to wyślij je przynajmniej do któregoś z kanałów na Youtube – zobaczenie się na którymś z nich często będzie sporą nieprzyjemnością dla sprawcy który uważa się za mistrza kierownicy.

Wysyłając wideo zaznaczaj żeby nie zamazywali tablic. Ustalenie ciebie jako autora nagrania jest równie nieprawdopodobne jak to, że Frog pójdzie siedzieć.

Załóż sobie email na protonmailu i wyślij plik przez wetransfer używając tego maila.

Drogowi agresorzy to często ludzie o wielkim ego, kupujący luksusowe auta na które ich nie stać i leczący na drogach kompleksy. Tym boleśniejsze dla nich będzie zobaczenie się w roli debila i pośmiewisko w komentarzach.

Taka terapia szokowa może poskutkować – a nawet jeśli nie, to jest to przynajmniej miły odwet. Jest to o niebo lepsze, niż nie zrobienie niczego.

Myślę że drogowi wirażkowie to ludzie podobni do tych, co biją żony czy znęcają się nad dziećmi. Jak przyjeżdża Policja to delikwent staje się potulny jak baranek, ale przyłożyć kobiecie czy dzieciakowi to był pierwszy.

To jest ten sam typ bydlęcia. A z bydlęciem się nie dyskutuje tylko się je tresuje kijem i marchewką.

Nie bądź jak ta żona co boi się sukinsyna zgłosić i dalej zbiera baty razem z dzieciakami. Ty się nie masz czego bać, nie bądź tchórzem – bo na tym te gnojki bazują.

Często te wszystkie zasady (że nie donoszę na przykład) to tchórzostwo przebrane za szlachetność. Bardzo wygodnie tak nie reagować na zło. Jak nie jesteś grypsującym recydywistą to naprawdę nie musisz postępować według zasad grypsery.

Patokierowcy to zwykłe zakompleksione i agresywne głąby a nie żadna mafia, nie ma się kogo bać.

Drogowa agresja daje sprawcom poczucie siły i kontroli – czas im to odebrać. Jak go mundurowi wezmą w obroty to zostanie z tego wystraszony i przepraszający niezdara którym faktycznie jest w życiu.

Na drogach udają silnych ale jak powiesz sprawdzam to się okaże że za starannie budowanym obrazem twardziela chowa się pan Psikutas bez S.

To jest 99.9% drogowych kozaków… pozostali to psychole na których nie ma innej rady niż kaftan i zamknięty ośrodek.

W tym wizerunku kozaka jest tyle samo rdzy i szpachli, co w BM-ce którą dany przygłup zasuwa. Strasznym wstydem jest dawać sobą pomiatać takim przebranym słabeuszom.

Co jest szlachetnego w lękliwym pozwalaniu na to żeby jakiś cham i prostak dalej się szarogęsił na drogach? Jazda z nim.

Nie ma co się z nimi cackać, bo następnym razem zepchną Ci żonę z dzieckiem do rowu albo rozjadą matkę na przejściu.

Czas na normalność, i to nie tylko na drogach. Więc jazda z nimi wszystkimi – dokładnie tak samo, jak oni teraz dojeżdżają nas.

Instaluj kamerkę i działaj na ile chcesz i możesz, to może kiedyś normalność będzie normą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.