Po opublikowaniu poniższego wpisu moje konto na X zostało masowo zgłoszone jako „bot” i zablokowane. Miałem je od lat bez problemów. Jest jasnym że ukraińskie służby nie śpią i przy pomocy botów zamykają usta Polakom – nawet takim nic nieznaczącym jak ja.
Czym innym jest takie działanie – uniemożliwiające demokratyczną wymianę myśli w innym kraju – niż hybrydowym atakiem na ten kraj? Gdzie jest rząd mojego kraju gdy ukraińskie służby pozbawiają mnie konstytucyjnie gwarantowanej wolności słowa?
Po wybuchu wojny na Ukrainie polskie władze odłożyły sprawę Rzezi Wołyńskiej na później. Uznali zapewne że po wojnie, nawiązawszy bliższe stosunki z Ukrainą uda się to jakoś zamknąć.
Pomimo potężnej pomocy z naszej strony Ukraina konsekwentnie odmawiała współpracy w kwestii Wołynia. Rządy PiS a później PO uznały że nie czas to wywlekać gdy tam spadają bomby.
Sprawę „wywlekli” sami Ukraińcy – a konkretnie ich prezydent nadając jednostce wojskowej tytuł „bohaterów UPA”.
Mógł się zastanowić, wybrać inaczej – zrobił to co zrobił.
Czy była to polityka wewnętrzna, nieprzewidzenie skutków, celowy kurs na zaostrzenie relacji z Polską – tego nie wiemy. Trwająca właśnie akcja dezinformacyjna Ukraińskich służb wymierzona w Polskę sugeruje że jest to działanie celowe.
W każdym razie to Ukraina postanowiła wrzucić ten granat do szamba, a potem rozpętać rękami botów kampanię nienawiści wobec Polski i Polaków.
Czasem przykre rzeczy bywają dobre. To jedna z nich, bo dzięki temu możemy w końcu zobaczyć kim ci Ukraińcy faktycznie są i co o nas myślą. I czy w ogóle chcemy ich we wspólnej Europie, o NATO nie wspominając.
Od początku wojny Ukraina wielokrotnie fetowała zbrodniarzy z UPA – nazwy ulic, święta, uroczystości, symbolika. Dochodziło do skandali jak wymachiwanie banderowskim flagami na koncercie odbywającym się w Warszawie na Stadionie Narodowym.
Równocześnie Ukraińcy jedli nasz chleb, brali nasze pieniądze, byli leczeni przez naszych lekarzy na nasz koszt.
Przymykaliśmy oko naprawdę zbyt długo. Przyszedł czas na zmiany.
Ostatnie lata to dla mnie – i pewnie wielu innych – właśnie czas zmiany zdania w wielu sprawach w które wcześniej wierzyłem.
Niemcy – swoim cynicznym sprzedaniem Ukrainy Putinowi – wyleczyli mnie z idealistycznej germanofilii. Rozumiem dziś że dokładnie tak samo sprzedaliby nas gdyby mieli okazję.
Jerzy Owsiak swym politycznym „comming outem” sprawił że przestałem dawać pieniądze na Orkiestrę – choć wspierałem ją od jej początków, od małolata.
No i Ukraina która w końcu przelała czarę goryczy i zdjęła maskę dając mi wgląd w to, na czym Ukraińcy budują swoją tożsamość narodową, kim są, co naprawdę myślą.
Życzyłem im dobrze, dziś są mi obojętni. Wszystko co czuję wobec nich to zawód że okazali się kimś innym niż chciałbym żeby byli.
Pretensji mieć nie mogę, bo to my Polacy wymysliliśmy sobie tych Ukraińców którzy tak naprawdę nie istnieją.
Chciałbym tylko nie musieć ich już wspierać. Pokazali że nie zasługują na to. Mamy własne problemy, musimy zadbać o własne bezpieczeństwo.
Skrywana wrogość Ukraińców wypływa na powierzchnię
Reakcja samych Ukraińców pokazała mi że całkowicie się wobec nich myliliśmy. Mieliśmy pewien wyidealizowany wizerunek któremu oni nie zaprzeczali, bo nie mieli w tym interesu.
Jednak gdy powstał konflikt dotykający tego w co wierzą, ich skrywana wrogość natychmiast wypłynęła na powierzchnię.
Jak długo polskie rządy i obywatele przymykali oko na banderowskie wybryki Ukraińców, nasze stosunki pozostawały poprawne.
Krytyka otworzyła puszkę pandory.
Nie tylko zwykli Ukraińcy, ale i państwo ukraińskie zmobilizowało swą propagandową machinę w social mediach by relatywizować swoją decyzję.
Ta reakcja to nasz największy zysk z tej przykrej sprawy. Mamy czarno na białym za czym oni stoją, powiedziane nam prosto w twarz i bez ogródek.
Dla ogromnej większości Ukraińców ludobójcy z UPA są bohaterami. Są podstawą ich tożsamości narodowej. Są kamieniem węgielnym ich kraju.
Popełnione przez nich zbrodnie to według Ukraińców czyny bohaterskie zasługujące na ich narodową pamięć.
Nasza pomoc, otwartość i hojność nie zmieniły tego – bo zmienić nie mogły.
Dawaliśmy to brali – lecz nie przestali nas nienawidzieć. Trudno mieć do nich pretensje.
A my – Polacy – jak zwykle mądrzy po szkodzie. I to nie wszyscy bo w momencie pisania tych słów polski rząd relatywizuje i bagatelizuje całą sytuację która wyraźnie zaskoczyła nasze władze.
Sądzili zapewne że będzie to kolejny mini-kryzys jak po każdym banderowsko-nazistowskim wybryku Ukraińców, lecz tym razem sprawa rozlała się szeroko.
Trwa więc smutny spektakl w którym rząd stara się zamieść całą sprawę pod dywan bo wokół bezwarunkowej pomocy dla Ukrainy mobilizował on swój elektorat.
Trochę jakby mniej słychać ze strony rządu że kto nie popiera „bohaterów UPA” ten jest agentem Putina – lecz narracja bardzo się nie zmieniła.
Bagatelizowanie i nadstawianie drugiego policzka trwa, w imieniu nas wszystkich.
W międzyczasie nasze pieniądze są nadal trwonione na Ukrainę podczas gdy chyba oczywistym jest że sprawa jest stracona.
Nie dogadamy się, nie w dającej się przewidzieć przyszłości.
Sytuacja rządu jest nie do pozazdroszczenia. Muszą mówić że pada deszcz kiedy Ukraina i Ukraińcy plują nam w oczy i na zbiorowe groby naszych pomordowanych rodaków.
To wszystko podczas gdy ciągną potężne pieniądze z kieszeni Polaków.
Już nic nie musimy
Prezydent Zełeński jedną decyzją uwolnił nas z okowów naszej własnej empatii na której od początku wojny żerowali Ukraińcy.
Możemy i powinniśmy skończyć z przywilejami, prezentami, świadczeniami.
Z Ukrainą sprawy ludobójstwa na Wołyniu nie rozwiążemy polubownie.
Dziś Ukraina ustami swych internetowych botów proponuje nam rozwiązanie nie do zaakceptowania: postawmy znak równości między UPA i AK.
Mówią nam „byliście na Wołyniu okupantami, dostaliście to na co załsużyliście”. „Sami sobie byliście winni”.
Pozostała nam więc presja i przymus.
Polska może i powinna blokować przystąpienie Ukrainy do NATO i UE tak długo, jak długo nie nastąpi tam poważna zmiana mentalności.
Niemcy będą wprowadzać Ukrainę do UE pozatraktatowo, tylnymi drzwiami – w podobnym stylu jak przepchnęli umowę z Mercosur. Trzeba im patrzeć na ręce.
Wstrzymanie środków z polskiej pożyczki SAFE na które bardzo liczą Niemcy może być dobrym narzędziem nacisku. Bo te pieniądze muszą trafić do Niemiec jeśli ich przemysł ma przetrwać.
Nie jesteśmy więc bezbronni.
Żeby móc wejśc do UE Ukrainę po wojnie czeka długotrwały proces debanderyzacji. Proces budowy tożsamości na bohaterach obecnej wojny, nie na zbrodniach Banderowców.
To że Ukraina dogadała się ponad naszymi głowami z Brukselą i Niemcami nie odbiera nam prawa weta w UE i NATO. Powinniśmy odrzucić naiwną postawę wobec Ukrainy i z tego weta skorzystać.
Nie możemy zawierać sojuszu z wrogiem, ani zobowiązywać się do obrony wroga. Ukraina musi przestać być wrogiem, a nie jak do tej pory tylko udawać że nim nie jest.
Nasza pomoc powinna być każdorazowo uzależniona od ustępstw z drugiej strony. Bądźmy jak Niemcy którzy nie mieli problemu dogadać się korzystnie z Ukrainą gdy ich poprzedni sojusznik Putin nie dowiózł rezultatów.
Musimy uniemożliwić obywatelom Ukrainy otrzymywanie polskiego obywatelstwa – w ten sposób zabezpieczymy się przed powstaniem wrogiej Polsce sterowanej z Ukrainy i podatnej na rosyjskie wpływy siły politycznej.
Ukraina nie ma nam dziś nic do zaoferowania. Nasze bezpieczeństwo – wbrew mantrze powtarzanej przez wielu polityków – zależy od USA i NATO.
Ukraina ma na nie mały wpływ, lub jest wręcz problemem. Wsparcie NATO oznacza że oddajemy im zasoby które NATO mogłoby użyć do własnej obrony.
Wydajemy pieniądze na ukraińską wojnę, zamiast na własną.
Nie uważam żeby nasze porywy serca i pomoc były czymś złym kiedy się działy. Byliśmy naiwni, nie myśleliśmy tylko działaliśmy. I znów – należało być jak Niemcy którzy mieli plan i działali zgodnie z nim.
Może mieliśmy nadzieję że wspólny wróg jakoś nas zjednoczy, pojedna?
Te nadzieje się nie ziściły a Polska jest w tym momencie obiektem hybrydowej wojny informacyjnej ze strony Ukrainy – więc trzeba się dostosować do tej rzeczywistości.
A rzeczywistość mówi że w naszej polityce względem Ukrainy musimy zacząć kierować się naszym interesem, a nie sercem.
