Co będzie kiedy pęknie bańka mieszkaniowa – szykujcie portfele i ściskajcie pośladki

Wielu Polaków w swej naiwności myśli, że kiedy pęknie bańka spekulacyjna na polskim rynku nieruchomości, to wtedy w końcu kupią swoje upragnione mieszkanie.

Zła wiadomość: kupią tylko ci, którzy będą mieć gotówkę. Bo pęknięcie zazwyczaj oznacza kryzys i odcięcie kredytu.

Kolejna zła wiadomość: ceny mieszkań w Polsce nie mają żadnych powodów by spaść, i mnóstwo powodów by rosnąć. Bańka będzie trwać, wspierana przez państwo, polityków i banksterów.

Tytułowe portfele będziemy szykować żeby płacić zwiększone podatki, niezbędne by spłacić hazardowe długi banksterów. Stanie się to wtedy, gdy zewnętrzny duży kryzys uniemożliwi politykom dalsze podtrzymywanie bańki.

Bo na razie bańkę pompują wszyscy, którzy mają coś do powiedzenia:

Biznes, władza, media – wszyscy zgodnie pompują bańkę… a ty oddasz 30 lat swojego życia za ciasną norę w środku niczego.

Nie wiadomo czy i kiedy taki kryzys nastąpi. Może to być jutro albo za 20 lat.

Poza tym spadki cen nie są nagłe – dane historyczne pokazują że trwają one czasem latami.

Ale po kolei.

Bańki spekulacyjne w nieruchomościach to nic nowego – patrz tabela poniżej.

Nasza polska bańka, ze względu na niebotyczną skalę wzrostów jakie już nastąpiły, ma szansę znaleźć się w światowym top 3 razem z irlandzką i japońską.

Właściwie to miejsce na podium mamy już w kieszeni, pytanie tylko które. Polak potrafi 😉

Źródło tabeli: „On the Likely Extent of Falls in Irish House Prices„, Morgan Kelly, University College Dublin WP07/01 Luty 2007. O ile dobrze rozumiem są to wartości skorygowane o inflację, czyli wartości „realne”.

Może najpierw wymieńmy sobie parę wspólnych cech baniek spekulacyjnych na rynkach nieruchomości, żeby móc porównać je z obecną sytuacją w Polsce.

Opieram się tu na własnych naocznych obserwacjach (bańka w Irlandii gdzie mieszkałem kiedy ta pękła w latach 2006-2007) oraz wiedzy z mediów (bańka w USA, 2007).

Elity i banksterzy świetnie na tym zarabiają, a gdy bańka pęka wychodzą z tego bez szwanku. Zwykły człowiek traci w każdym miejscu – kupując absurdalnie drogie mieszkanie, tracąc pracę (i mieszkanie, jeśli nie może dalej spłacać rat) oraz spłacając hazardowe długi banksterów po pęknięciu bańki.

Opieram się także na publikacji prof. Morgana Kelly’ego z UCD w Dublinie – “O prawdopodobnym rozmiarze spadków cen domów w Irlandii”, 2007. Do poczytania (j. angielski) tutaj: https://www.ucd.ie/economics/research/papers/2007/WP07.01.pdf

Lektura obowiązkowa dla zainteresowanych tematem baniek spekulacyjnych w nieruchomościach (albo zadających sobie pytanie „kupić czy czekać?”). Dzięki temu tekstowi nie kupiłem domu za 250 tysięcy euro w środku niczego.

Rok-dwa później był wart 40 tysięcy, a sąsiednie domy dostała za darmo patologia, bo osiedle przejęło państwo…

W tym samym czasie obniżono mi pensję o 15% i zabrano wszystkie płatne x2 nadgodziny. Straciwszy w sumie ponad 30% pensji nie dałbym rady spłacać kredytu, gdybym go wziął.

W naszym kraju sukces to niewolniczy kredyt na 30 lat i życie w patodeweloperskiej norze…

Poza tym ja byłem w gronie szczęściarzy, którzy zachowali pracę. Część moich kolegów zwolniono.

Jak większość ludzi w czasie bańki, wziąłbym kredyt na 110% tego, na co wtedy było mnie stać.

W Polsce tak właśnie zadłużają się przyszli złotówkowi frankowicze – stać ich na ratę dzisiaj, kiedy stopy są zerowe a napędzana darmowym kredytem gospodarka oferuje nieźle płatną pracę.

Pewnego dnia to się zmieni a oni zostaną na lodzie…

Jest takie ładne imię dla dziewczynki: Inflacja

Co więc charakteryzuje mieszkaniową bańkę spekulacyjną?

Przedstawiam to w punktach, bo na bańkę spekulacyjną kłada się wiele charakterystycznych cech, wydarzeń i kluczowych wypowiedzi w mediach.

  • duży wieloletni wzrost cen mieszkań/nieruchomości
  • „eksperci” powtarzający w mediach jak mantrę że żadnej bańki nie ma a fundamenty wzrostów są zdrowe i mają źródło w dobrej koniunkturze
  • duża dostępność taniego kredytu (najlepiej wspierana przez państwo)
  • kredyt udzielany ludziom bez zdolności (w USA były specjalne ubezpieczenia, w Polsce gwarancje państwowe na brak wkładu – efekt ten sam, duże i ryzykowne kredyty sub-prime)
  • nieruchomości zamiast do mieszkania służą do zarabiania, inwestowania itp.
  • banki pożyczają deweloperom coraz więcej, finansując nie tylko mieszkaniówkę ale i budowę biurowców itp.
  • pojawiają się państwowe zachęty do kupowania i budowania nieruchomości, dopłaty, ulgi podatkowe itp.
  • Zwykli ludzie gotowi są zadłużać się ponad stan żeby kupić cokolwiek, żeby “postawić nogę na drabinie” (“kto nie kupi teraz nie kupi nigdy”)
  • Dramatycznie spada jakość budowanych domów i mieszkań (tzw. „patodeweloperka„)
Media napędzają mieszkaniową histerię – „kto nie kupił ten przegrał życie”. Ludzie kupują za absurdalnie wysokie ceny bo wierzą, że za chwile będzie jeszcze gorzej.
  • budowlańcy zaczynają zarabiać krocie
  • deweloperzy stają się świętymi krowami, bo generują większość PKB i wpływów do budżetu państwa
  • młodzi ludzie nie mają szans na żadne mieszkanie
  • czynsze stają się kompletnie oderwane od zarobków (nie da się wynająć mieszkania i przeżyć w mieście za pensję zarabianą w tym mieście)
  • banki przestają pożyczać innym firmom niż budowlane
  • media wykluczają jakiekolwiek spadki cen nieruchomości, kiedykolwiek, bo „nieruchomości nigdy nie tanieją”
  • W mieszkania inwestują (na kredyt) już nawet zwykli ludzie
  • pojawiają się fliperzy
  • drożeją nawet mieszkania na totalnych zadupiach, w małych miasteczkach gdzie nie ma pracy ani żadnej infrastruktury
  • drożeją działki na totalnych zadupiach
  • kupno mieszkań i domów z planów (czyli przed rozpoczęciem budowy) staje się normą
  • nieproporcjonalnie duża uwaga mediów jest skierowana na mieszkania i domy, powstają specjalne programy telewizyjne o kupowaniu, urządzaniu itp.
  • mieszkania, domy i ich ceny stają się częstym tematem rozmów w gronie znajomych, w pracy itp.
  • osoby ostrzegające o pęknięciu bańki są bezlitośnie atakowane przez media, polityków, banksterów – przypadek cytowanego tu prof. Morgana Kelly’ego z Irlandii jest idealny – przez lata był on dyżurnym foliarzem
  • zainteresowani kontynuacją bańki „eksperci” (pośrednicy, goście z funduszy, banków itp.) zapewniają w mediach że ceny mieszkań będą rosły
  • napędzana boomem w nieruchomościach gospodarka potrzebuje ludzi, fala imigracji zarobkowej dodatkowo nakręca ceny nieruchomości i czynsze najmu
  • ceny mieszkań i domów stają się kompletnie absurdalne, nieproporcjonalne do zarobków i poza zasięgiem większości społeczeństwa

Tak wygląda mieszkaniowa bańka spekulacyjna widziana oczyma zwykłego człowieka, nie ekonomisty.

Zwracam uwagę na jeden ważny fakt: powyższe działo się w czasach tuż przed „wynalezieniem” wynajmu krótkoterminowego.

Nie istniał więc bardzo poważny czynnik pompujący ceny, który mamy dziś.

Najem krótkoterminowy w bardzo krótkim terminie wyrzuci rodziny na dalekie peryferia… a tam rozprawią się z nimi pozostali spekulanci 🙂 W dzisiejszej Polsce rodziny nie mają się gdzie podziać, bo mieszkania stały się biznesem.

Co się dzieje kiedy mieszkaniowa bańka pęka?

Tego dnia budowlańcy przychodzą do pracy nie wiedząc, że już za miesiąc-dwa czekają ich dłuuugie wakacje… niestety bezpłatne 🙁

Jeżeli deweloper z własnej i nieprzymuszonej woli daje ci miejsce parkingowe które mógłby opchnąć za 30k, to wiedz, że coś się dzieje…

Widziałem pęknięcie bańki na własne oczy i żyłem w kraju w którym to się działo (Irlandia, rok 2007). Proces ten trwa około roku i nie jest bardzo nagły. Późniejsze spadki cen mieszkań trwają kilka lat. Oto moje obserwacje:

  • spadek cen nieruchomości powoduje ucieczkę kapitału spekulacyjnego z danego rynku w ogóle, bo kapitał ten wie że cykl się skończył i teraz będzie „bum” (banksterzy mają najszybciej dane, widzą że ilość transakcji w nieruchomościach pada – to spadek ilości transakcji jest pierwszym sygnałem pęknięcia bańki, dopiero potem następuje spadek cen)
  • następuje seria zapewnień że banki mają się dobrze, na tym etapie mogą następować pierwsze prezenty z pieniędzy podatnika w celu „wzmocnienia” czy „dokapitalizowania” banków
  • mogą padać pierwsze zapewnienia i gwarancje dla banków ze strony państwa
  • następuje seria medialnych zapewnień że będziemy mieć “miękkie lądowanie” zamiast kryzysu, że ceny nieruchomości teraz będą powoli spadać przez dłuższy czas, ale nie za dużo
  • machina PR stara się przekonać ludzi, że ceny zaraz zaczną znowu rosnąć, żeby szybko kupować teraz kiedy jest trochę taniej
  • deweloperzy bronią się przed obniżeniem cen, oferując darmowe miejsca parkingowe i inne niesłychane w normalnym czasie dodatki byle nie obniżać cen – to jest bardzo ważny i ogólnodostępny sygnał, że bańka pękła
  • oczekując dalszych spadków ludzie przestają kupować (tak jak wcześniej kupowali oczekując wzrostów), deweloperzy nie mogą sprzedać mieszkań, więc budowy stają, ludzie tracą pracę i dobre pensje
  • deweloperzy przestają spłacać bankom kredyty zaciągnięte na budowę bo nawet jeśli skończą to po spadku cen nie sprzedadzą mieszkań z zyskiem, za dużo zapłacili za ziemię, materiały itp. – potężny cios dla banków
  • ponieważ większość pracy zależy od budowlanki, dużo ludzi przestaje spłacać kredyty na które ich nie było stać (kredyty sub-prime, w Polsce będą to zapewne kredyty z gwarantowanym przez państwo brakiem wkładu własnego)
  • pracę tracą imigranci zarobkowi – więc wyjeżdżają zwalniając mieszkania
Wbrew faktom i do samego końca media i „eksperci” będą ratować pękającą bańkę…
  • koniunktura pada i dotyka to też inne, zdrowe i niezależne od budowlanki branże
  • ludzie widząc że jest niedobrze wypłacają oszczędności z banków, te tracą płynność (sam to robiłem w Irlandii, niezbyt przyjemne uczucie kiedy nagle okazuje się że za moment możesz nie zobaczyć swoich ciężko uciułanych groszy)
  • statystyki pokazują że ceny nieruchomości naprawdę spadają i to wyraźnie – jest to gwóźdź do trumny i początek kilkuletnich spadków cen mieszkań i domów
  • banki występują o pomoc państwa i ją dostają obarczając społeczeństwo rachunkiem za swoją chciwość i niekompetencję
  • następuje kryzys gospodarczy, wzrost podatków, rośnie bezrobocie
  • banki przestają udzielać kredytów komukolwiek
  • może nastąpić polityczna rewolta i zmiana u władzy, w danym kraju może interweniować Międzynarodowy Fundusz Walutowy (w zależności od tego na ile banki się umoczyły w deweloperkę i niespłacalne kredyty hipoteczne)
  • kupione na kredyt drogie SUV-y zaczynają parkować pod Lidlem (u nas będzie to Biedronka)
  • banksterzy unikają jakichkolwiek konsekwencji, winnych nie ma, państwo przejmuje niedokończone budowy i niesprzedane mieszkania próbując sprzątać ten cały bałagan.
  • największe procentowo spadki cen odnotowują najgorsze mieszkania w najgorszych lokalizacjach, czyli te poza „strefą AirBnb” obejmującą centra i dobrze skomunikowane lokalizacje w miastach.
Kiedy pęka bańka, do bycia mężczyzną wystarczy już tylko 15 metrów mieszkania 😛
Może ktoś wie czemu te wszystkie modelki i inne influencerki zawsze z tymi łapami robią jakieś dziwne rzeczy na zdjęciach? W moich czasach były specjalne szkoły dla dzieci co tak robiły…

Pobojowisko: ceny runęły, podatnik ratuje banksterów

…tylko kto uratuje podatnika?

Jest wiele przykładów baniek spekulacyjnych na rynkach nieruchomości – z ostatnich 20 lat nawet – i są one na tyle do siebie podobne, że nietrudno zauważyć pewne stałe elementy.

Różnice są kwotowe – tzn. różna jest ilość pieniędzy na które trzeba zadłużyć podatnika, żeby uratować banki.

Słowa „uczciwość” i „praca” w jednym zdaniu bankstera to dość szokująca kombinacja…

Ale nasz system bankowy jest pewny, zawsze to mówią w TV? Cóż, systemy bankowe które upadły wskutek pęknięcia wcześniejszych baniek też były super pewne.

Jeszcze dzień przed tym jak upadły amerykańskie banki wszyscy zainteresowani utrzymywali, że są one pewne jak w banku i nie ma się czego obawiać.

Mówię „upadły”, ale chodzi mi o konieczność sprezentowania im pieniędzy podatnika żeby mogły dalej funkcjonować zapędziwszy się w kozi róg spekulacją i brakiem ekonomicznej rozwagi.

Rok życia człowieka za kawałek asfaltu pod blokiem… tak się robi interesy frajerzy.

Banki które upadły, były pewne w pewnych czasach, nie w nagłym kryzysie.

Były łódką dobrą na słoneczny dzień, nie na sztorm.

Więc upadły i sprezentowano im miliardy z pieniędzy podatnika ze strachu że bankrutując wywrócą kompletnie gospodarkę. Samych podatników nie ratowano – no bo mamy wolny rynek nie?

Z tym wolnym rynkiem to jest tak, że jest on wolny dla mnie i dla ciebie. Dla banksterów i korporacji mamy państwo opiekuńcze gotowe sypnąć twoim groszem w razie potrzeby.

Film poniżej pokazuje, gdzie po pęknięciu bańki lądują dzielnie płacący podatki przedstawiciele klasy średniej…

Ludzie na filmie kiedyś należeli do amerykańskiej klasy średniej. Mieli domy, pracę, dobre życie. Teraz są na ulicy albo mieszkają w samochodach. Wiele lat po pęknięciu bańki nadal nie mogą się pozbierać. To normalni ludzie, nie żadni menele. Zostawieni sami sobie w tym ich najlepszym kraju na ziemi… gdzie zostawi nas nasz kraj? Pod mostem oczywiście.

Brzmi znajomo, prawda? Ratujemy korporacje, jakieś mityczne miejsca pracy, wszystkich tylko nie obywatela 😉

Tak to się właśnie u nas odbędzie.

W Europie malutka Irlandia zadłużyła się na wielokrotność polskiego PKB przy dziesięciokrotnie mniejszej populacji. Prawnuki dzisiaj żyjących nadal będą to spłacać.

Po upadku banków zmieniono tam system podatkowy, który wcześniej bardzo oszczędzał ludzi mniej zarabiających. Ludzie zarabiający w okolicy pensji minimalnej nie płacili prawie w ogóle podatku dochodowego.

Trzy lata po pęknięciu Irlandzkiej bańki, ludzie wychodzą na ulicę protestować przeciw cięciom i podniesionym podatkom. Mieli dosyć nędzy w jaką wepchnęli ich banksterzy pospołu z politykami. Pęknięcie bańki najbardziej dotyka zwykłych ludzi, rodziny, pracujących – zawsze.

Irlandzkie państwo desperacko szukało pieniędzy i sięgnęło tam gdzie jeszcze było to możliwe – do kieszeni najbiedniejszych.

Wprowadzono także jednoprocentowy podatek zwany USC, Universal Social Charge (Powszechna Opłata Społeczna), płacony przez wszystkich, niezależnie od dochodu.

Ciekawostka: tak wygląda różnica między podatkami w Polsce i Irlandii już po tych drakońskich podwyżkach:

Stan już po drakońskich podwyżkach podatków w Irlandii spowodowanych przejęciem przez ich państwo spekulacyjnych długów banksterów w 2007-mym roku. My w Polsce dopiero będziemy te długi przejmować… obstawiam 50% podatku co najmniej.

Kiedy pęka bańka, inwestorzy uciekają z zyskami, ludzie przestają spłacać kredyty a banki tracą płynność finansową i przychodzą po pomoc do państwa.

Strasząc kryzysem i chaosem jakim grozi ich własny upadek, banksterzy wymuszają pomoc publiczną – dokładnie tak jak w USA w 2007.

Straszenie chaosem i wielką depresją 2.0 po ewentualnym bankructwie banków służy także innemu ważnemu celowi: sprzedaniu społeczeństwu pomysłu, że zwykły człowiek ma ratować fortuny właścicieli banków, akcjonariuszy i inwestorów-spekulantów poumaczanych w jakieś odjechane instrumenty finansowe.

Społeczeństwo musi jakoś łyknąć to prywatyzowanie zysków i nacjonalizację strat.

Politycy chcą dać banksterom kasę podatnika, to nie jest problem. Problemem jest sprzedać to społeczeństwu tak, by pokornie zaakceptowało że będzie spłacać nieswoje długi – i jeszcze było wdzięczne politykom.

Politycy pozują więc na tych, którzy dając bankom twoje pieniądze uratowali sytuację. Faktycznie są oni współautorami tej klęski. Wraz z banksterami sprytnie rozgrywają maluczkich na zasadzie dobry-zły glina.

Zły bankster doprowadził do kryzysu, dobry polityk ratuje gospodarkę. Głupi podatnik za to zapłaci.

Tak to zawsze wygląda.

Nie martw się – włos gościowi nie spadł z głowy, nadal jest multimilionerem. Odstawili teatrzyk z jakimiś komisjami i tyle. O kasę teraz zatroszczą się kolejne pokolenia amerykańskich podatników którzy spłacą długi tego bandyty i jego koleżków. My też kiedyś tak się zatroszczymy o naszych banksterów, pytanie tylko kiedy.

W ten sposób państwo pożycza kasę i w imieniu kolejnych pokoleń podatników przejmuje spekulacyjno-hazardowe długi banksterów.

Banksterzy doskonale wiedzą że tak się to skończy, część polityków też wie.

Nie zdarzyła się jeszcze w historii taka bańka, która by w końcu nie pękła. Pęknięcie bańki dla banksterów jest jak zima tradycyjnie zaskakująca drogowców.

Wiedząc że bańka w końcu pęknie, możnaby nie udzielać ryzykownych kredytów i w ten sposób zabezpieczyć się na nieuchronny moment pęknięcia bańki. Ale to oznacza dużo mniejsze zyski, bonusy itp.

Więc banksterzy koszą kasę tu i teraz, z pełną świadomością że to w końcu walnie. Po nas choćby potop.

Ten cykl pompowania i pęknięcia bańki jest czymś dobrze znanym ludziom którzy choćby otarli się o ekonomię (albo i historię – przykładów nie brakuje).

Wspólnie z rządami banksterzy przeciągają bańkę tak długo jak się da, bo czas kiedy bańka puchnie jest czasem łatwych i dużych pieniędzy.

Dlatego te bańki trwają tak długobo w ich podtrzymanie zaangażowani są wszyscy którzy mają coś do powiedzenia.

Dzieci tak szybko dorastają… nawet się nie obejrzysz a już będziesz im machać na pożegnanie na lotnisku. Nie ma się co mazać, na pewno będą przylatywać na święta.

Banksterzy zarabiają krocie na bonusach i prowizjach których nikt im nie zabiera jak to wszystko już upadnie.

Politycy przedstawiają się jako ojcowie napędzanej kredytem koniunktury co zapewnia bezproblemowe reelekcje.

Mój stosunek do tego jest emocjonalny, bo ja już jedną taką bańkę przeżyłem. W obcym kraju, ale skutkami jej byłem dotknięty tak samo, jak miejscowi.

Latami płaciłem haracz w obniżonej pensji, w obciętych nadgodzinach i podniesionych podatkach.

Dzisiejsza sytuacja w Polsce wygląda tak bardzo podobnie i znajomo że jest to jak powtarzający się zły sen.

30 metrów kwadratowych w zielonej okolicy niczego to niedościgłe marzenie milionów Polaków. Nie marzymy już o wolności, marzymy o kredycie na resztę życia…

Banksterzy i politycy przeciągają bańkę spekulacyjną także dlatego, że moment pęknięcia jest zawsze momentem niepewności.

Może się zdarzyć, że nie uda się opanowac społeczeństwa i wskutek nacisku tegoż zamiast darmowych miliardów posypią się kary, zmiany w prawie i inne dolegliwości a części banków państwo pozwoli faktycznie zbankrutować.

W USA świetnie sobie poradzili ze spacyfikowaniem ruchów domagających się sprawiedliwości i są już z powrotem w fazie nakręcania bańki.

Ale pewności nikt nie ma że następnym razem znów się uda.

Bo – niestety – następny raz to kwestia kiedy, a nie czy.

Poza tym “swojacy” stracą władzę (w PL wszystkie partie to swojacy banksterów więc ten problem odpada) i może się zrobić nieprzyjemnie.

Dla partii rządzącej pęknięcie bańki może wiązać się z trwałą utratą władzy i zaufania swych wyborców – Irlandzka Fianna Fail (partia republikańska) nadal wygrzebuje się z wizerunkowej katastrofy jaką przyniosło pęknięcie nakręconej przez nich bańki i późniejszy kryzys.

Wcześniej latami wygrywała każde wybory…

Tutaj można sobie poczytać jak Irlandzkie rodziny ratowały z poświęceniem upadający Anglo Irish Bank, hazardowo-spekulacyjną wydmuszkę.

Jego ówczesny szef (na obrazku poniżej) został w 2017-tym oczyszczony z wszelkich zarzutów, bo w śledztwie znaleziono uchybienia formalne…

Tego pajaca zna każdy Irlandczyk. To pan Sean Fitzpatrick (dawny szef banku Anglo-Irish, symbolu banksterskiej chciwości) do dziś śmieje się on w twarz pokoleniom Irlandczyków którzy będą spłacać jego hazardowe długi… (fot. Gary O’Neill). Ciekawe który z naszych banków stanie się podobnym symbolem kiedy przyjdzie pora.

Zarówno banksterzy jak i politycy przeciągają ten bal tak długo jak się da bo nie potrafią zrobić nic innego. Zatrzymanie tej machiny prawie na pewno skończy się kryzysem za który nikt nie weźmie odpowiedzialności.

Jedni i drudzy musieliby działać na własną niekorzyść. Banksterzy i politycy zwykle sami są po uszy umoczeni w mieszkaniowej spekulacji. Nie wprowadzą ograniczeń dla samych siebie i swoich kolegów.

Nie zrobią nic co obniżyłoby wartość ich własnych mieszkaniowych inwestycji.

Pytanie tylko który kurek politycy odkręcą tym razem…

Mało tego: dopóki nie nadejdzie wielki zewnętrzny kryzys (plaga z 2020 to było za mało jak widać, ceny mieszkań udało się obronić pompując w gospodarkę pożyczone miliardy), politycy i banksterzy kontrolują ceny mieszkań.

A ponieważ politycy kontrolują ceny, to ich własne mieszkaniowe inwestycje stają się 100% pewne. Wiedząc że ceny będą rosły, mogą oni bez ryzyka kupować kolejne…

Gdyby ceny przestały rosnąć, odkręcą kurek z kredytem, dopłatami lub imigracją – to wystarczy by ceny dalej rosły.

Wystarczy że wpuszczą nam tu kolejny milion-dwa dodatkowych ludzi (w samym 2020-stym wpuścili 598 tysięcy) i będziemy dwadzieścia lat budować dla nich mieszkania. Więc mieszkań nigdy nie będzie wystarczająco dużo żebyśmy żyli jak ludzie we własnym kraju.

Proste nie? I właśnie się dzieje – kosztem Polaków którzy z jednej strony muszą się pomieścić razem z przybyszami w istniejących mieszkaniach, z drugiej pracują za zaniżane przez nich stawki.

Będący mieszkaniowymi inwestorami politycy mają nas – zwykłych Polaków marzących o własnym kącie i godnym życiu – totalnie w garści.

Mamy z naszymi dobroczyńcami totalnie sprzeczne interesy… więcej o tym tutaj. „Dając” dopłaty i gwarantując kredyty dbają po prostu o własny interes, czyli wzrost cen mieszkań.

Kosztem społeczeństwa mogą łatwo zarabiać krocie. Wyobrażasz sobie że z tego zrezygnują?

Więc pompują bańkę i grają na zwłokę doskonale wiedząc, jaki będzie koniec.

A koniec zawsze jest ten sam, czyli…

Trzy kopniaki w dupę Kowalskiego

Kiedy pęknie bańka spekulacyjna, ty jako podatnik i zwykły człowieczek stracisz co najmniej dwa razy – możliwe że i trzy.

Pierwszy raz stracisz, kiedy kupisz mieszkanie za oderwaną od rzeczywistości cenę. Przegrasz tu życie bo będziesz niczym więcej jak chłopem pańszczyźnianym na kredytowym łańcuchu.

Będziesz mieć małe mieszkanie warte tylko część tego, ile wziąłeś kredytu. Ta mniejsza rynkowa wartość nieruchomości niż ciążący na niej kredyt hipoteczny nazywa się z angielska „negative equity”.

Prędzej czy później zaczniemy słyszeć ten termin w mediach, więc warto wiedzieć o co chodzi 😉

To Ty – pańszczyźniany chłop XXI-wszego wieku…

Gdyby nie spekulacyjny bankowo-polityczny pasożyt, mógłbyś żyć jak człowiek, mieć wakacje, czas, hobby, cieszyć się rodziną. Zamiast tego tyrasz i oddajesz bankom większośc tego co zarobisz.

Drugi raz stracisz kiedy państwo wpompuje twoje pieniądze w banki, które są współodpowiedzialne za bańkę. Ty te miliardowe prezenty spłacisz w podatkach. Ty i twoje prawnuki.

No bo nie sądzisz chyba że coś tu będą spłacać niepłacące podatków korporacje…

Trzeci raz – opcjonalny – to utrata przez ciebie mieszkania lub domu.

Już tłumaczę: banki nie mogą upaść, ale ty możesz. Pęknięcie bańki spekulacyjnej wiąże się zwykle z kryzysem gospodarczym, więc możesz stracić pracę.

Nie mając pracy, nie będziesz spłacać kredytu. Więc stracisz mieszkanie, bo państwo za twoje pieniądze pomoże korporacjom i bankom a nie tobie.

Dokładnie tak, jak zrobiło przy kryzysie 2020-stego roku, który nie miał podłoża w nieruchomościach. Beneficjentami państwowej pomocy były firmy.

„Ratujemy miejsca pracy” w rzeczywistości oznacza „ratujemy korporacje”.

Myślisz pewnie, że sobie tutaj jakies teorie niczym niepoparte snuję – cóż, tak to wyglądało w 2007 w USA, największej gospodarce świata, ojczyźnie kapitalizmu i demokracji.

W naszej kleptokracji może być tylko gorzej.

18 lat skończone? To wypad za granicę zarabiać na polskich spekulantów. Naszym panom mało obdzierania nas ze skóry na miejscu, więc wykopują nasze dzieci za granicę żeby tam zarobiły dla nich jeszcze więcej…

W Europie rykoszetem oberwała Irlandia, Hiszpania, Portugalia, trochę mniej nie tak bardzo uzależniona od budowlanki Wielka Brytania.

W USA było odrobinę uczciwiej, niż będzie u nas. Otóż w USA istnieje coś zwanego “Jingle Mail” czyli brzęcząca poczta.

To list, w którym wysyłasz klucze od swojego domu bankowi który go skredytował.

Od tego momentu jesteś człowiekiem który nigdy już nie pożyczy nawet centa, ale nie masz też długu. Mieszkanie czy dom kasuje dług niezależnie od swojej aktualnej ceny.

Tak zresztą (między innymi) wyłożyły się banki w USA – zasypane przez „jingle mail” od ludzi którzy nigdy nie powinni byli dostać kredytu.

W Europie, także w Polsce jest inaczej.

Przykład – mały dom na zadupiu 25 km od małego miasteczka kosztował w Irlandii w 2007-mym około 250 tys. Euro (grubo ponad milion pln, na dzisiejszą kasę tak z 1.2mln).

Mówimy tu o odpowiedniku szeregówki 25 km od Leszna.

Po pęknięciu bańki dom ten kosztował 40 tysięcy.

Czyli oddając bankowi dom miałeś jeszcze 210 tysięcy euro długu. W USA oddajesz dom i to jest koniec problemów.

W Polsce też zostajesz z resztą długu pozostałą po sprzedaniu Twojego mieszkania czy domu.

Jakimś tam wybawieniem jest upadłość konsumencka i tu w Polsce mamy trochę szczęścia bo taki mechanizm istnieje w naszym prawie, nie jestem jednak pewny czy łapie się w to hipoteka.

Jeśli się łapie, to po pęknięciu bańki zapis ten raczej zostanie zlikwidowany bo ktoś te banksterskie długi będzie musiał spłacić.

Będzie to twoje zadanie.

Co dalej? To samo od nowa, niestety…

No dobra, ale co się dzieje jak już bańka pęknie, państwo zadłuży podatnika, podniesie podatki i wszystko jako tako wróci do normy?

Niestety cały ten cyrk zacznie się od nowa.

Hipoteka to współczesna pańszczyzna/niewolnictwo. Współczesny człowiek nie ma wyboru, musi się zadłużyć. Cały system pracuje na to, żebyś zadłużył się na jak największą kwotę i grzecznie przepracował całe życie na swych panów – państwo i banki.

Zresztą czego by się tu spodziewać? Skoro nie następują zmiany w prawie, nie ogranicza się działalności spekulantów, nie karze banksterów, w polityce jest tylko chwilowa zmiana u żłoba – no to efekty też są takie same.

Przykład – znowu znana mi Irlandia, dzisiaj (kilkanaście lat później) ceny są z powrotem tam, gdzie były w szczycie bańki. Ludzi dalej nie stać na mieszkania i gnieżdżą się w jakichś “shithole’ach” czy innych „basement apartmentach” (piwnicach przerobionych na mieszkanie – już niebawem w Polsce).

Z perspektywy zwykłego szaraczka na lepsze nie zmieniło się nic. Mieszkania były przez parę lat tańsze, ale akurat wtedy kiedy banki nie udzielały kredytów. Więc i tak nie mógł kupić.

Pęknięcie bańki to nie przełom, to nie moment od którego w końcu będzie normalnie i uczciwie.

To czas banksterskiego siewu, po którym znów przyjdą tłuste lata nakręcania kolejnej bańki i zasłużone żniwa.

A ty – pańszczyźniany chłop tego całego systemu – znów pochylisz się nad ugorem, by banksterzy i politycy żyli dostatniej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *