Dlaczego warto wyemigrować z Polski

Ten post jest adresowany do ludzi którzy rozważają emigrację na Zachód.

Bardzo tu narzekam, ale z drugiej strony świetnie rozumiem, że większość ludzkości bardzo chciałaby żyć w takim kraju jak Polska. Wolność, demokracja, usługi publiczne i bezpieczeństwo które mamy jako państwo jakby nie było „zachodnie” to coś czego nie ma większość świata.

Żyjąc w Europie czy w USA jesteśmy wśród najlepiej żyjącej mniejszości, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. Mam tego świadomość.

Reszta świata to jak nie jakieś totalitaryzmy i zamordyzmy, to bieda, korupcja, złodziejstwo, oligarchie, teokracje i hunty. Problemy o których tu piszę nijak się mają do życia w Afryce, w krajach arabskich, w Ameryce Łacińskiej.

Mam doświadczenie kilkunastu lat emigracji oraz doświadczenie powrotu z tejże.

Poniżej używam wielu odniesień do Niemiec, bo jest to kraj którym się interesuję i zamierzam tam wyemigrować jak się skończy Plaga.

Wcześniej przez kilkanaście lat byłem imigrantem zarobkowym w Irlandii, tymczasowo mieszkam w Polsce.

Poniżej wymieniam powody, dla których moim zdaniem warto wyemigrować z Polski.

Niskie płace i wyzysk

Polskie pensje są niskie w porównaniu z Zachodem – a ceny podobne do zachodnich. Lwia część naszej gospodarki to eksport do Niemiec.

Pracujesz w Polsce za polską miskę ryżu, ale płacisz niemieckie czynsze i niemieckie ceny w sklepach. Ktoś inny inkasuje różnicę sprzedając twoją pracę w Niemczech i innych bogatych krajach EU.

Polskie firmy to bardzo drogi pośrednik między tobą a Zachodem.

Oferują one wysoko wykwalifikowanym specjalistom (inżynierowie, programiści) płace na poziomie niemieckiej płacy minimalnej, wynoszącej w 2021 około 6000 pln „na rękę”. W Polsce to równowartość około 8500 pln brutto.

W Niemczech tyle się zarabia w McDonaldzie. W Polsce tyle się zarabia w IT – koszty życia takie same. Ciężko to nazwać inaczej niż wyzysk.

Ogłoszenie: Szukamy programisty PHP z Javascript itp. za mniej niż pensja niemieckiej sprzątaczki. Powyższe ogłoszenie jest typowe i wybrane losowo – więcej takich tutaj.

Nasze orły biznesu bez zmrużenia oka oferują tą miskę ryżu np. programistom z wieloletnim doświadczeniem. Mało tego, co bezczelniejsi szukają za tą kasę frajerów z językiem niemieckim 🙂

Naprawdę nie rozumiem jak wykształceni i ogarnięci ludzie mogą się aż tak dawać robić w wała. Widać że skończyć trudne studia to jedno, a radzić sobie w życiu to drugie.

Dodatkowo szalejąca w Polsce inflacja pożre każdą podwyżkę jaką uda Ci się uzyskać. Twoja siła nabywcza będzie spadać pomimo podwyżek.

Zamiast pracować dla tych wszystkich outsourcingowych Januszy, wyjedź i rób tą samą robotę za kilka razy więcej kasy, przy niemal identycznych kosztach.

Bardzo wysokie podatki

Rządzący – niezależnie od barw – chętnie powtarzają że w Polsce podatki są niskie. Jest to kompletna bzdura.

Manipulacja ta polega na porównaniu procentowych stawek podatku dochodowego, a nie całości obciążeń podatkowych pensji.

Porównujemy polskie 17% pierwszego progu i np. irlandzkie 20% – i hurra, w Polsce są niskie podatki! No to policzmy to z pozostałymi składowymi…

Tyle zostaje z mitu o niskich podatkach – tak naprawdę jesteśmy goleni do samej skóry. Polski podatnik od niewolnika różni się jedynie nazwą. W zasadzie najtrafniejszym określeniem na pracującego i płacącego w Polsce podatki jest „chłop hipoteczny”.

Politycy „zapominają” o ZUS-ie, o tym że zachodnia pensja minimalna w Polsce wpada w drugi próg podatkowy (na zachodzie płacisz średnio 20%, w PL 32% od tej samej kwoty) i o drobnym fakcie że mamy jakby inne kwoty wolne od podatku.

„Zapominają” też, że od naszych polskich głodowych pensji w wielu zachodnich krajach nie zapłacilibyśmy podatku w ogóle, lub maksimum kilka procent.

Dla przykładu policzyłem z grubsza podatek jaki zapłacisz w Irlandii od (prognozowanej) polskiej średniej krajowej, wynoszącej w roku 2021 5259zł brutto.

Całkowity podatek od takiej pensji w Irlandii to maksymalnie 700zł miesięcznie (nie uwzględniam żadnych ulg) – czyli 13% od pensji brutto, już z ZUSem (PRSI się to tam nazywa, Pay Related Social Insurance, 4%) i podatkiem zwanym USC (Universal Social Charge, 1% – którego od takiej nędznej pensji chyba się nie płaci, nie chce mi się sprawdzać).

Ile zapłacisz w Polsce? Ano 1463zł miesięczniewg tego kalkulatora.

Czyli dwa razy więcej. Z polskiej głodowej pensyjki zabiorą ci dwa razy więcej, niż w Irlandii.

Dlaczego? Boś biedny to ci i tak już bez różnicy? Boś głupi że tu pracujesz?

Stawiam na to drugie.

U nas sam ZUS to już więcej niż cały irlandzki podatek – tyle w temacie niskich podatków w Polsce.

Poza powyższymi drobiazgami wszystko się zgadza a Polacy otwierają firmy w Czechach bo lubią czeskie piwo.

Brak emerytury

Jest bardzo prawdopodobne, że nie dostaniesz w Polsce żadnej emerytury.

Określenie „śmieciówka” jest w pewnym sensie prorocze 😉

Jeżeli pracujesz na tzw. “śmieciówce” to brak emerytury jest pewnikiem.

Tu nie chodzi nawet o nadciągającą katastrofę demograficzną która sama w sobie jest wystarczającym gwarantem tego, że emerytur nie będzie.

W Polsce system emerytalny jest pod ciągłym ostrzałem polityków którzy stale coś przy nim kombinują.

W efekcie stopniowo znikają zgromadzone w nim niby-nasze pieniądze. Za jakiś czas te pieniądze znikną załkowicie zeżarte przez polityków i szalejącą inflację – zostanie ZUS.

Czasem jest to też delegacja w którą Ojczyzna wysyła cię żebyś np. zarobił na mieszkanie. Bo na miejscu się nie da.

W Polsce owszem płacisz składki i podatki, ale znikają one w czarnej dziurze. W połączeniu z niestabilnością i zmiennością jaką cechuje się ten kraj, płacenie jakichkolwiek składek emerytalnych to w najlepszym razie loteria.

Nie wiadomo właściwie, jaką, czy i kiedy tą emeryturę otrzymasz. Nawet tak podstawowe rzeczy jak wiek emerytalny są niewiadome.

Nasze składki emerytalne na ZUS są horrendalnie wysokie – to prawie drugi podatek dochodowy. Płacąc je nie wiemy nawet co dostaniemy wzamian albo czy w ogóle coś dostaniemy.

Płacenie ZUS-u to wyrzucanie pieniędzy w błoto. To samo tyczy się składki zdrowotnej – każdy kto potrzebuje dziś lekarza szybciutko się o tym przekona.

… i tak co miesiąc 😉

Lepiej jest płacić składki i pracować w wiarygodnym kraju, gdzie masz szanse na otrzymanie emerytury a system emerytalny jest stabilny.

Kasę zaoszczędzoną na zusie można odkładać na prywatne konto, zainwestować w coś. Jaka by nie była inflacja, to lepsze to niż ZUS który jest pewną stratą.

Ten kraj nawet nie zauważy twojego wyjazdu… po prostu sobie nas wymienią, jak 2 miliony innych Polaków którzy już wyjechali. Nikt już o nich nie pyta, nikt nie mówi żeby spróbować ich zachęcić do powrotu…

Drożyzna

Czasy kiedy koszty życia w Polsce i na Zachodzie znacząco się różniły to przeszłość.

Czynsze najmu i ceny w sklepach są dziś porównywalne z niemieckimi. Porównaj sobie online czynsze np. we Wrocławiu i Leipzig (tutaj oferty z Leipzig już ładnie posortowane) – podobnych wielkością, populacją i nawet architekturą miastach.

Czynsze wraz z opłatami („warmmiete”) są w zasadzie takie same, w Leipzig (i w ogóle w Niemczech) jest większa podaż mieszkań na wynajem i lepszy wybór oraz standard.

Więc można znaleźć większe mieszkania za mniej kasy niż we Wrocku.

To już kompletnie stoi na głowie – a polska bańka spekulacyjna dopiero się rozkręca.

Przy głodowych polskich pensyjkach bulimy niemieckie czynsze… wesoło.

Jeżeli wziąć pod uwagę nasze mizerne zarobki, to w Polsce panuje dramatyczna drożyzna. Wszystkie podstawowe rzeczy – mieszkanie, paliwo, jedzenie – kosztuja bardzo podobnie jak na Zachodzie.

Bo serio te dwadzieścia centów różnicy na litrze paliwa nie ma znaczenia kiedy zarabiasz ponad dwa razy więcej a ceny podstawowych rzeczy są niemal identyczne.

Opieka medyczna

Moi bliscy w Polsce zostali całkowicie zepchnięci do prywatnej opieki zdrowotnej.

To nie tak że chodzą do prywatnych lekarzy. Oni płacą absolutnie za wszystko, nawet za operacje które w teorii gwarantuje państwowa służba zdrowia.

Wyrażenie „w teorii” jest w kontekście polskiej służby zdrowia kluczowe.

Bo w praktyce gdyby nie prywatna służba zdrowia, to moja mama już by nie żyła.

Moi krewni mają do wyboru płacić albo czekać. Jest to wybór między płacić albo zdychać. Całe życie bulili składki. Nadaremnie jak widać.

I co, ja mam teraz tutaj grzecznie płacić podatki? Wolne żarty…

Tak, wiem, w Afryce jest gorzej.

Wyobraź sobie więc że ktoś z twoich bliskich poważnie zachorował. Gdzie wolałbyś tą osobę leczyć – w Polsce czy np. w Szwecji?

Stać cię na prywatnych lekarzy w PL? Jak długo cię będzie stać?

Co zrobisz jak ci się kasa skończy? Wystawisz skarbonki w okolicznych sklepach ze zdjęciem swojego dziecka i napisem „Mały/a <imię twojego dziecka> walczy o życie”?

Na jakichś tam zrzutkach.pl będziesz żebrać?

W Irlandii ludzie też czekają na SOR-ach (przywoziłem kogoś na taki SOR), ale jak masz coś nagłego to nie umrzesz w poczekalni.

Nagłe przypadki przyjmują natychmiast. Jak już cię przyjmą, opieka jest błyskawiczna i na światowym poziomie.

Jest tam po ludzku. Rodzina może zostac z chorym, jest zapewnione minimum prywatności, natychmiast znajduje się lekarz, pielęgniarki z którymi się spotkałem okazywały empatię, nawet pocieszały osobę którą przywiozłem na ten SOR.

A nie byliśmy swoi, byliśmy imigrantami w obcym kraju.

O niemieckiej służbie zdrowia wiem tyle że jest najlepsza na świecie. Wiem to od samych Niemców, może więc podstępnie kłamią jak to oni…

Uważam że jeśli ty lub członek twojej rodziny poważnie zachoruje, to na Zachodzie są większe szanse przeżyć i wyzdrowieć. Mam na to żywe (dzięki Bogu) dowody w mojej najbliższej rodzinie.

Człowiek się nie przejmuje służbą zdrowia jak jest młody i zdrowy. Ale jak zachorujesz (albo jak ci dziecko zachoruje) to dopiero się dowiesz jak mizerne masz tu opcje i jak bardzo cały ten system ma cię głęboko w dupie.

Może być już za późno.

Na koniec jeszcze zasygnalizuję pokrewny problem, jakim jest rodzenie dzieci w tym pięknym kraju. Dowiedz się dokładnie jak to się tu odbywa zanim się zdecydujesz na dziecko…

Zostawiam to tutaj bo mam w najbliższej rodzinie traumatyczne doświadczenia z tym związane, byłoby bardzo kiepsko z obiektywizmem.

Drogie mieszkania i wynajem

Bańka spekulacyjna na polskim rynku nieruchomości sprawia, że o własnym lokum większość z nas może jedynie pomarzyć.

Jedyny sposób na własne mieszkanie – zwykle ciasne i daleko od miasta – to gigantyczny kredyt na 30 i więcej lat.

Serio będziesz mieszkać do końca życia na 35-ciu metrach kwadratowych gdzieś na zadupiu? No bo wiesz, jak masz 30 lat biorąc kredyt, to jakby skończysz go spłacać mając ze 60 i więcej.

Autentyczna reklama banku z autentyczną parą na zdjęciu. Tak w nalepszym razie będziecie wyglądać po spłaceniu kredytu hipotecznego. Będziecie starymi pierdzielami, z najlepszą częścią życia spędzoną na opłacaniu się bankom…

Tak że mikroapartament „na start” to wbrew swej optymistycznej nazwie najprawdopodobniej twoje lokum do końca życia.

Ceny najmu w Polsce doganiają bogaty Zachód. Standardy mieszkań i pensje trochę jakby nie nadążają.

Cytuję to bo podobne zdanie, nie ze wszystkim się zgadzam.

Państwo oczywiście umywa od tego problemu ręce, wszystkie dotychczasowe rządy deklarowały działania w kwestii mieszkań i konsekwentnie nic nie robiły.

Nie ma żadnych powodów, by państwo nagle miało przejść od słów do czynów. Mało tego, państwo jeszcze dolewa oliwy do ognia pośrednio sponsorując banki i deweloperów poprzez programy socjalne.

Polskie rodziny są przępędzane na coraz większe zadupia. Z miast wypędza je najem tymczasowy, z peryferiów inwestorzy. Na wiochach gdzie jeszcze można kupić mieszkanie nie ma pracy… połowę mieszkań sprzedanych w 2020-stym kupili inwestorzy.

Najnowsze pomysły rządzących (rok 2021 – gwarancje brakującego wkładu itp.) otwierają bankom drogę do udzielania kredytów sub-prime, jak w USA przed kryzysem…

Jest to kolejny element polityki państwa polegającej na pompowaniu cen mieszkań i wspieraniu w ten sposób inwestorów kosztem obywateli.

Rozsądnym jest założyć, że działania państwa ograniczą się tak jak do tej pory do czczych deklaracji i dalszych działań na rzecz wzrostu cen mieszkań.

Jedyny mierzalny i widoczny gołym okiem fakt jest prosty: ceny mieszkań w górę o 10 i więcej procent rocznie. To faktycznie widać i faktycznie się dzieje.

Tak przy okazji, oto jak wyglądają twoje szanse na kupno mieszkania w tym mlekiem i miodem płynącym kraju:

Tak że ten… kampervana sobie kup albo domek na zgłoszenie gdzieś w puszczy.

Banksterzy, patodeweloperzy, inwestorzy i pośrednicy zostali puszczeni na żywioł więc szybciutko zrobili z podstawowej ludzkiej potrzeby przedmiot spekulacji oraz maszynkę do zarabiania.

Mieszkać gdzieś musisz – powyższa wesoła gromadka postara się, żebyś płacił absolutne maksimum tego co możesz.

Zostawią ci łaskawie tyle, żebyś nie zdechł z głodu i nie przestał im płacić. O jakimkolwiek życiu zapomnij.

W Polsce całe swoje życie będziesz zapierdalać na ciasną klitkę na dalekich przedmieściach. Ze swojej polskiej miski ryżu jaką ci tu płacą będziesz jeszcze finansował banksterów i spekulantów. Tyle będzie tego twojego życia.

Państwo będzie klaskać i brać swoją działkę w podatkach… jak zwykle do tej pory. Jest to wygodne i nie wymaga żadnych działań.

8% ceny nowego mieszkania to VAT – to kilka lat Twojego życia kiedy spłacasz podatek już wcześniej opodatkowanymi pieniędzmi 🙂 Coś jak płacenie vatu od akcyzy w benzynie. Ponad rok będziesz spłacać prowizję biura nieruchomości 🙂

Argumentów za tym, że spirala cen będzie się nadal nakręcać jest całe mnóstwo.

Najpoważniejszy z nich jest taki, że politycy sami ostro inwestują w mieszkania (zwykle są one „rozpisane” na rodzinę). Nigdy nie wprowadzą niczego, co obniżyłoby ich ceny – i to wystarczy żeby ceny nie spadły nigdy.

Wzrosty cen mieszkań były wspierane przez wszystkie dotychczasowe rządy… Źródło informacji na temat ilość wydanych pozwoleń na pracę.

Argumentów za spadkami nie widzę, może jakby Niemcy rynek pracy dla Ukraińców otworzyli to coś by tam drgnęło.

Ale nawet wtedy nasi politycy po prostu odkręcą kurek z emigracją z innych krajów żeby ratować swoje mieszkaniowe inwestycje.

Uważam że można śmiało założyć że dostępność mieszkań będzie w Polsce sukcesywnie spadać a ceny będą coraz bardziej absurdalne i odklejone od zarobków.

Bańki spekulacyjne potrafią trwać całe dekady, szkoda życia.

Wzrosty cen mieszkań są w Polsce systemowe, wspierane przez absolutnie wszystkich którzy mają cokolwiek do powiedzenia.

Szkoda uwiązywać się kredytem do mieszkania w kraju, który nie ma żadnych konkretnych perspektyw czy planów na przyszłość a jego podstawowy atut to biedna i tania siła robocza.

Gdyby tutaj choć mieszkania były tanie – może dało by się przemęczyć i zaakceptować te kiepskie zarobki.

Autor mema nieco mija się z prawdą – całkiem niedawno do bliskiej mi osoby lekarz specjalista przyjechał (z domu nie trzeba było wychodzić nawet) bez problemu, od ręki i to w szczycie Plagi (koszt: 500PLN).

Tak na chłopski rozum, jak mamy przyciągnąć wykwalifikowanych pracowników z zagranicy (nasi wyjechali/wyjadą), skoro czynsze i ceny mamy jak w Niemczech a pensje kilkukrotnie niższe?

Do tego dodajmy naszą tradycyjną polską gościnność polegającą na traktowaniu zarobkowych imigrantów jak śmieci.

Już widzę te tłumy inżynierów, programistów i lekarzy którzy tu walą drzwiami i oknami 🙂

Tymczasem to mieszkaniowe szaleństwo trzeba przeczekać gdzie indziej a zarabiać i odkładać w innej walucie niż złoty.

Niemożność oszczędzania

W Polsce nie da się odkładać pieniędzy – ale nie tylko z powodu niskich płac.

Państwo polskie finansuje socjalne transfery między innymi z pieniędzy oszczędzających, poprzez dodruk pieniądza który nakręca inflację.

Wypuszczając na rynek pieniądze bez pokrycia państwo „rozcieńcza” pieniądz i w ten sposób okrada cię, bo pieniądz traci na wartości.

Tak bogacą się Polacy 🙂 Ten obrazek mi się zdezaktualizował dosłownie w kilka miesięcy… 7% inflacji już jest. Czyli w kilka miesięcy szlag trafił dodatkowe 2% Twoich oszczędności.

To państwo w całości kontroluje ten proces a decydenci mają pełną świadomość jak to działa. Jest to działanie celowe rządzących.

Do już i tak szaleńczo wysokich podatków (danin, opłat itp.) dodaj więc ukryty podatek od oszczędności – czyli inflację.

To może być i 10% dodatkowego podatku rocznie od każdej odłożonej złotówki. Żeby zapłacić ten ukryty podatek wystarczy oszczędzać. Proste jak nic w tym kraju.

Zarabiając w złotówkach dostajesz pieniądze które będą coraz gwałtowniej traciły wartość. Każda odłożona suma będzie błyskawicznie topniała, każda wywalczona podwyżka po roku-dwóch będzie nic nie warta.

Będziesz dreptać w miejscu, bo twoje zarobki będą topniały tak samo, jak oszczędności.

Tymczasem rata kredytu zaciągniętego przy zerowych stopach procentowych nagle wystrzeli w górę, bo hiperinflacja wymusi podniesienie stóp 🙂 – i zostaniesz takim złotówkowym frankowiczem.

Jak masz w takich warunkach finansować większe wydatki czy zbudować stabilność finansową, odkładać na przyszłość, na emeryturę której od państwa nie dostaniesz pomimo płacenia składek?

Na inflację łatwo się nabrać, bo jej nie widać – dlatego też nasze państwo używaj jej by po raz enty sięgnąć do naszej kieszeni.

Pensje niby rosną, ale co z tego kiedy twoja siła nabywcza spada.

Podcinająca skrzydła anachroniczna edukacja

Zderzacz Hadronów na miarę naszych możliwości…

W moich czasach nauka na poziomie podstawówki i liceum polegała głównie na zapamiętywaniu wiedzy encyklopedycznej. Na różnych przedmiotach uczyliśmy się na pamięć podręczników do danego przedmiotu.

Najlepsi uczniowie znali więc nazwy wszystkich dopływów Nilu, wiedzieli jaka jest roczna produkcja parasoli w Azerbejdżanie, czym się różni mitoza od mejozy i kto ma najmniejszą w kosmosie pielownicę wzdłużną.

Po kilkunastu latach takiej obróbki młody człowiek jest już ukształtowany w kierunku bezkrytycznego zapamiętywania nieistotnych informacji – bo to jest nagradzane i punktowane.

Inne umiejętności i talenty – jeżeli nie są rozwijane poza szkołą – ulegają atrofii. Okres największej neuroplastyczności zostaje zmarnowany.

Z tego kołowrotka wypada nieporadny głupek z kawałkiem wikipedii zamiast mózgu.

Ten system edukacji jest niezwykle skuteczny w jednej rzeczy: łamaniu i zniechęcaniu innowatorów.

Rzeczy z których dziś żyję nauczyłem się sam, poza systemem – lub raczej pomimo systemu. To chyba bardzo powszechne.

Moje dziecko miało nieprzyjemność chodzić do polskiej podstawówki (kilkanaście lat temu) – był to wielopłaszczyznowy dramat i kontynuacja dziewiętnastowiecznych metod nauczania których sam byłem ofiarą jako dziecko.

Byłem w szoku, jak niewiele się zmieniło… jakby czas się zatrzymał.

Nie chce mi się tu rozpisywać szczegółowo, dosyć szybko wyemigrowaliśmy i problem się skończył. Szkody wyrządzone przez dwa lata polskiej podstawówki udało się naprawić i nie pozostawiły one trwałych śladów.

Jakoś nie bardzo wierzę że od tamtego czasu w polskiej edukacji nastąpiła jakaś rewolucyjna zmiana. Myślę że te zmiany następują tam w podobnym tempie, jak w urzędach – czyli bardzo, bardzo wolno.

Polskich studiów nie skończyłem, więc mogę o nich powiedzieć to, co widać z zewnątrz. O zachodniej edukacji wyższej wiem natomiast sporo od dziecka, które studiowało naukowy kierunek i brało udział w ciekawych badaniach z zakresu genetyki.

Nasze uczelnie wyższe praktycznie nie figurują w światowych rankingach, nie liczą się w świecie, nie są liderami w żadnej dziedzinie.

Nie mogąc konkurować jakością nauki, polskie uniwersytety konkurują otwartością. Dzięki temu kupiona na bazarze ukraińska matura w tym durnym kraju liczy się jak polska/unijna. Faktycznie nie wiem na pewno, czy na Ukrainie można kupić maturę. Wiem za to z pierwszej ręki, że można tam kupić prawo jazdy. Z wpisem do systemu komputerowego itp. – czyli w pełni legalne. No to maturę pewnie też można…

Pojednyczy Małysze nauki są pokazywani jako przykład że jest inaczej. Coś tam wynaleźli, już sprzedane na Zachód, wielki sukces.

Niestety są oni wyjątkami, a ich sukcesy są pomimo a nie dzięki systemowi. W słabo zorganizowanych krajach możliwe są indywidualne sukcesy kompetentnych jednostek (bo te zawsze i wszędzie sobie poradzą), ale nie sukcesy drużynowe czy zespołowe.

Widać to bardzo dobrze w sporcie (np. Małysz czy Świątek byli tutaj możliwi, Lewandowski musiał wyjechać).

Mająca w swym składzie jednego z najlepszych napastników wszechczasów, polska reprezentacja nie jest w stanie wygramolić się nawet z początkowych faz eliminacji. Bo potrzebny jest jeszcze zespół…

Wyobrażasz sobie ilu takich Lewandowskich tutaj zmarnowali? Takich co zostali i się kopali z systemem? Mówię tu nie tylko o sportowcach, ale o naukowcach, wynalazcach, ludziach będących motorem rozwoju i zamożności krajów.

Chcesz zmarnować swój potencjał, potencjał swoich dzieci?

Zobacz sobie też w jakich krajach powstały szczepionki na obecnie męczące nas choróbsko (jest rok 2021). To są właśnie kraje, gdzie nauka jest na wysokim poziomie.

Polska w jednym szeregu z krajami trzeciego świata musiała czekać, aż cywilizowany świat szczepionkę wynajdzie i się nią z nami podzieli.

Nasi włodarze – zawsze chętni do PR-owskich gestów i deklaracji na wyrost – nawet się nie zająknęli o tym, by taką szczepionkę stworzyć w Polsce.

Od początku było wiadomo że czekamy na Zachód.

Taka szczepionka byłaby niesamowitym propagandowym sukcesem, pieniądze też by się znalazły – na gorsze bzdury wydajemy. Najprawdopodobniej po prostu stworzenie jej nie było tu możliwe i odpuszczono temat.

Pojedynczy geniusz czegoś takiego sam nie ukręci, potrzebny jest działający system, infrastruktura, pieniądze, zespoły, organizacja, doświadczenie.

W Polsce nie ma żadnego z tych czynników. Fakty są takie, że nawet elektrycznej hulajnogi w Polsce na razie nie zbudowano, nie wspominając o samochodzie.

Budując sobie hobbystycznie rowery elektryczne jednoosobowo wyprzedziłem całą polską elektromobilność 🙂 – bo w przeciwieństwie do niej ja coś faktycznie zbudowałem…

Gdyby nasza edukacja była super, mielibyśmy tego efekty: liczące się w świecie firmy technologiczne, polskie wynalazki, leki itp.

Tych rzeczy nie ma, i to są ogólnodostępne fakty.

Jeśli chcesz dobrze wykształcić dziecko, zrób to za granicą – tak jak tradycyjnie robią to polscy prezydenci i inni dygnitarze. No oni chyba wiedzą co robią wysyłając dzieciaki na zachodnie studia.

Sam tak wykształciłem dziecko i bardzo polecam (a jestem zwykłym prostakiem-biedakiem bez studiów) – to bilet do lepszego świata.

Profesorowie z tamtejszych uczelni to często światowi liderzy badań w swoich dziedzinach – uczenie się u kogoś takiego to wielka życiowa szansa.

Takiej szansy na razie w Polsce nie ma.

Nieprzyjazne państwo

Państwo polskie tradycyjnie nie jest zbyt przyjazne Polakom. Tak naprawdę to nikomu ono nie jest przyjazne – ani Polakom, ani obcokrajowcom, ani sąsiednim krajom.

Jaką-taką sztamę możemy mieć tylko z krajem z którym nie graniczymy, czyli z Węgrami. Dobre i to prawdę mówiąc.

Z bezpośrednimi sąsiadami tradycjnie kosa.

W zasadzie nie ma w Europie kraju, gdzie bylibyśmy lubiani czy szanowani.

Mam sąsiadów Ukraińców i czesto palę się ze wstydu za to jak ich tu traktują moi rodacy-buracy i to niby moje państwo.

Ja czegoś takiego na emigracji nie doświadczyłem. To na pewno ta polska gościnność jest.

Serio chyba bym nie wytrzymał jako imigrant w Polsce. Nie dziwię się że większość imigrantów traktuje nas jako przykry przystanek w drodze na Zachód.

Ukraińców co chwila spotykają tu jakieś szykany.

Z jednej strony zapraszamy ich do pracy, z drugiej bronimy się przed legalizacją dłuższego pobytu (bo się Boże uchowaj osiedlą) albo daniem im obywatelstwa (bo spieprzą nam na Zachód).

Ci moi sąsiedzi w końcu i tak pojadą dalej (dopisane 07/2021 właśnie wyjeżdżają, do Belgii) – i będą opowiadać jak ich tu traktowano. Nie oni jedni zresztą.

Dobrzy robotni ludzie. Sąsiad firmowy samochód po pracy przeglądał i naprawiał/konserwował u nas na podwórku (kierowcą jest) bo „jest przyzwyczajony dbać o auto”.

No to będzie dbał w jakiejś belgijskiej firmie teraz.

Polacy niemający przyjaciół wśród imigrantów nie zdają sobie sprawy, jak podle Polska traktuje przyjezdnych.

Za parę lat nikt już nie będzie chciał tu przyjechać do pracy. Tak przy okazji: w kraju gdzie brakuje 1-2 milionów mieszkań, wydajemy co roku pół miliona pozwoleń na pracę…

Nasi władcy czy właściciele firm niespecjalnie się przejmują tym, gdzie ci ludzie będą mieszkać.

Im lepsze kto ma wykształcenie i doświadczenie, tym mniej Polska jest dla niego atrakcyjna. Ludzie którzy coś potrafią są w cenie wszędzie – my oferujemy im tradycyjną polską miskę ryżu.

Zjadą tu ci, których nie chciano nigdzie indziej…

Kolejny problem to przedłużenie i zbrojne ramię nieprzyjaznego państwa, czyli urzędy.

W Polsce urzędnicy często de facto stanowią prawo, ignorują kodeksy, wykraczają poza swoje i tak niejasne kompetencje.

Rzucają kłody pod nogi tak samo Polakom, jak obcokrajowcom. Tutaj faktycznie można mówić o równym traktowaniu.

Składając papiery w polskim sądzie miałem duże problemy przekonać panią z biura podawczego, żeby pozwoliła sędziemu zadecydować o właściwości sądu.

W sprawie którą miałem do sądu, nie do niej chciała zastąpić sędziego – myląc podstawowe sprawy jak kompetencje sądów okręgowych i rejonowych.

Ciekawym, ile pozwów do tej pory oddaliła paniusia w okienku biura podawczego Sądu Okręgowego Warszawa-Śródmieście.

Fajny dostęp do sądownictwa – biuro podawcze zastępuje sąd. To po co nam sędziowie w ogóle skoro urzędnik bez problemu ogarnia?

Mój obecny krótki pobyt w Polsce jest usłany takimi historiami a’la Alternatywy 4.

To jedno wielkie pasmo awantur o najprostsze sprawy, reklamacji i sytuacji jak z filmów Barei. Polska to bardzo męczący kraj. I niestety wcale nie taki śmieszny.

A’propos Barei, dygresja: jechałem na lotnisko w Modlinie z dworca Warszawa Wschodnia. Na wyświetlaczach i przez megafon podano błędny numer peronu z którego miał odjechać pociąg na lotnisko.

W efekcie wszyscy pasażerowie jadący na lotnisko nie wsiedli do pociągu a ten odjechał. W informacji gdzie udaliśmy się sporą grupą, pani oświadczyła że komunikat był prawidłowy i nie wie czemu nie wsiedliśmy (kilkadziesiąt osób – zbiorowe halucynacje pewnie).

Słowo „szatnia” zamienić na „dworzec” a „płaszcz” na „pociąg” i będzie dokładnie treść rozmowy z panią z okienka na Dworcu Wschodnim…

Ponieważ to tłumaczenie nam nie wystarczało, wezwana została uzbrojona w pałki i gaz ochrona która uprzejmie kazała nam wypierdalać z dworca.

Stojący przed dworcem taksówkarze wyceniali kurs do Modlina na 500zł i żaden ani myślał schodzić z ceny (Uber wziął 75zł).

I tutaj dochodzimy do właściwego Bareizmu: uważam że taksówkarze doskonale wiedzieli kiedy nastąpi „pomyłka” i że trafią im się zdesperowani klienci którzy nie chcą się spóźnić na lot. Więc zapłacą każdą kasę… i zapłacili.

Raz na jakiś czas organizowana jest taka ustawka z taksiarzami a pani z dworca dostaje działkę albo jej mąż tam stoi na taryfie – nie ma znaczenia. Tak to tam działa, rok 2021, nie 1970-ty.

Tyle z wiecznie żywego w tym kraju Barei.

W urzędach nie ma prostej i dostępnej drogi odwoławczej, wiec obywatel jest bezsilny. Skargi składa się do urzędu, na który się skarżysz…

Szczerość w relacjach z państwem jest źródłem kłopotów.

Mojego kuzyna skarbówka ścigała z taką zajadłością, że chyba żadna mafia vatowska by tego nie wytrzymała.

Chodziło o to, czy mógł odliczyć od podatku pieniądze wydane na budowę schodów w swym nowo kupionym mieszkaniu…

Dziesiątki pism, telefonów, maili.

Miał czas i chęć się szarpać, poczytał, wygrał i się odpieprzyli – z wielkim żalem i węszeniem żeby mu jednak za coś innego choć dowalić – bez skutku.

Nie dali rady mu karnie dopieprzyć za egzekwowanie prawa, bo od ponad 10-ciu lat mieszkał za granicą. Nie można było wyprodukować podatkowego haka na kogoś, kto od tak dawna nie jest polskim podatnikiem…

Straszne w tej historii jest to, że rękami urzędników państwo złośliwie próbuje wyrządzić szkodę obywatelowi a sprawę która nie kończy się karą aparat państwowy uznaje za porażkę.

Zamiast pomagać, z energią godną lepszej sprawy państwo ściga zwykłego człowieka jak oszusta i jest zawiedzione, że jest człowiek a paragraf się nie znalazł.

Kiedyś w Irlandii dostałem pismo z tamtejszego Urzędu Skarbowego. Pomny doświadczeń z Ojczyzny otwierałem je z duszą na ramieniu. Okazało się, że urząd przypomina mi że mogę skorzystać z ulg podatkowych i pisał mi jak to zrobić…

Polscy urzędnicy są skrajnie nieufni, podejrzliwi, bez żadnych powodów zakładają twoją nieuczciwość. Jesteś winny póki nie udowodnisz że jest inaczej.

W Polsce urzędnik często zamiast pomóc chce ci dowalić – to jest podłe i wstrętne w tym kraju. Dla uczciwości dodam, że są też tacy którym przykro że ta maszyna tak działa i chcieliby pomóc – ale nie mogą.

Ten kraj ma twarz urzędnika-przygłupa co z nudów i zawiści tylko patrzy jak ci tu zaszkodzić.

Z byle powodu włażą ci z buciorami w prywatne życie, bez żadnych podstaw prawnych, RODO swoje, urzędy swoje.

W prawie pełno jest postkomunistycznych absurdów typu obowiązek meldunkowy (dla zdziwionych – tak, nadal obowiązuje, rok 2021). Miał być zniesiony ale utrzymano go pod presją urzędów właśnie.

Urzędom wygodniej, żeby był. A jak obywatelowi wygodniej to już nieważne.

Serio? W wolnej Polsce mam się państwu meldować gdzie ja to bywam? A komu i do czego to ma służyć? To miało sens za komuny żeby ubecja miała łatwiej, ale teraz?

W cywilizowanych krajach wystarczy rachunek za prąd żeby potwierdzić adres… ileż to taniej i prościej wierzyć obywatelowi.

Nie u nas.

Nędzne perspektywy kariery i rozwoju

Obserwując Polaków na emigracji zauważyłem bardzo prostą regułę: im więcej umiesz, tym więcej stracisz zostając w Polsce.

Widziałem chłopaka co przyjechał ze skrzynką narzędzi i długami. Kiedy wyjeżdżałem miał własny warsztat i zatrudniał ludzi. Przyjemnie się patrzyło jak gość się dorabia solidną uczciwą pracą.

Widziałem młodych polskich inżynierów ratujących swoją firmę od plajty kiedy przyszedł kryzys (wykombinowali inny profil działalności niż budowlanka).

Widziałem zwykłych Polaków zakładających rodziny, mających dzieci, pracujących i patrzących w przyszłość z optymizmem.

Jeżeli coś potrafisz, to w Polsce omija cię masa okazji, możliwości. Nic nie umiesz – zostań i kop się z tym polskim koniem na zdrowie, tu jest twoje miejsce na ziemi. Tutaj najlepiej pasujesz.

Na razie takich jak ty tutaj potrzeba, bo kto będzie płacił z polskiej pensji niemieckie czynsze najmu w kupionych jako inwestycja mieszkaniach na które ciebie nie stać?

Pracuj sobie frajerze dalej na czyjś dobrobyt i starość bez finansowych trosk.

Na twoją starość mogę ci jedynie życzyć wesołego grzebania w śmietnikach. A i to też bez rewelacji bo coś mi mówi że konkurencja do zawartości tych śmietników będzie spora…

Na Zachodzie zrobisz o wiele większą karierę w swoim zawodzie, jaki by on nie był. Czymkolwiek byś się nie zajmował, będzie ci szło lepiej.

Na emigracji widziałem masę ludzi, którzy w Polsce wegetowali, choć mieli fach w ręku.

Ich los po wyjeździe kompletnie się odmienił, a ta odmiana była regułą.

Nieuczciwa władza (kradniemy, ale mniej niż „oni”)

W tym kraju normalnością jest, że ludzie u władzy fikcyjnie zatrudnianiają swoich krewnych na państwowych posadach.

Robią to wszyscy, niezależnie od partii (jak nie są u władzy, to robią inne wałki).

Tak „zatrudnieni” krewni zwykle nie wykonują żadnej pracy, albo nie mają wymaganych do niej kwalifikacji.

Za pośrednictwem firm i urzędów, te pasożyty stanowią dodatkowe obciążenie finansowe dla podatnika. To konkretne i policzalne pieniądze które są ci odbierane. To ty jesteś okradany.

Korporacje nie płacą podatków, to zwykli ludzie je płacą. Więc to my jesteśmy głównymi ofiarami złodziejstwa rządzących.

Szkody są nie tylko finansowe. Pominięty zostaje proces merytorycznej rekrutacji który ma mi zapewnić kompetentnego urzędnika lub menadżera państwowej firmy.

Kogoś kto by dbał o nasz wspólny majątek lub dobrze załatwił moją sprawę.

Takie postępowanie jest okradaniem państwa i podatnika.

Zatrudnienie ma nadać tej kradzieży pozory legalności – i w naszym wypaczonym systemie prawnym to wystarcza by być bezkarnym.

Co sądzisz o takim zatrudnianiu? Uważasz że to w porządku? Ta niegodziwość leży na publicznym widoku, każdy o tym wie. I proceder ten nadal trwa.

Nasze państwo upadło już tak nisko, że nie jest w stanie wyegzekwować elementarnej uczciwości na szczytach swoich struktur…

Polacy są przyzwyczajeni do bezkarnej nieuczciwości na szczytach władzy. Nierozliczane afery, bezkarne elity i celebryci – to wszystko pokazuje szaremu człowiekowi, że żyje w kraju dwóch rzeczywistości prawnych.

Bo jak ty czegoś nie dopłacisz, to skarbówka zje cię żywcem.

Politycy nie muszą być uczciwi, bo prawo ich nie dotyczy. Wystarczy że ich wyborcy mają wrażenie, że kradną mniej niż konkurencja.

„Kraść mniej niż konkurencja” – to jest wyznacznik uczciwości dla polskich władz. Żałosne.

Ja – zwykły człowiek – mam oczywiście uczciwie płacić tu podatki pod bacznym nadzorem Urzędu Skarbowego. Niedoczekanie…

Ściągnięte przez skarbówkę twoje ciężko zarobione pieniądze ostatecznie lądują w kieszeni ojca, żony czy kolegi posła. Jak się z tym czujesz? Tak jak Kali z obrazka powyżej?

W tym samym czasie moja w pełni ubezpieczona w NFZ mama płaci za wizytę lekarską (specjalista) 500zł.

Jak długo to się nie zmieni (a nic na to nie wskazuje) płacenie tu podatków jest niemoralne, bo wspierasz i umacniasz tym kleptokrację.

Dopóki to państwo nie naprawi samo siebie, nie zasługuje ono na trud zwykłego człowieka. Nie jest wspólnotą gdzie każdy się dokłada wedle swych możliwości, tylko ściągającą haracz mafią.

Płacąc tu podatki paradoksalnie działasz na szkodę Polski, bo wspierasz pasożytniczą bandę która ją okrada.

Brak jasnej długoterminowej strategii rozwoju kraju

Jeżeli taka strategia istnieje, to niestety nie udało mi się dowiedzieć, na czym ona polega. Może jest tajna.

Bardziej prawdopodobnym jest, że Polska to kraj który nie ma długoterminowych planów.

Deklarowane plany na przyszłość dalszą niż jedna kadencja Sejmu to wyłącznie puste deklaracje, wygłaszane na użytek aktualnych wydarzeń, bez zamiaru ich realizacji.

Nikt już nawet nie oczekuje realizacji czegokolwiek, o czym mówią politycy.

Po zmianie rządu następcy wywalają do góry nogami plany poprzedników, więc planowanie długoterminowe i tak nie ma sensu.

Rządy są tradycyjnie zajęte łataniem aktualnych kryzysów i nie planują niczego na dłużej. Są zbyt zajęci bieżącą walką o utrzymanie władzy żeby rozwijać kraj.

Aktualna Polska strategia rozwoju to bycie dostawcą taniej siły roboczej. To faktycznie się dzieje i jest realizowane, włącznie z masowym importem tejże siły w liczbie ponad pół miliona rocznie (oczywiście bez martwienia się drobiazgami jak to, gdzie ci ludzie mają mieszkać).

Więcej ludzi i ta sama ilość mieszkań… to jakim cudem miałoby to inaczej wyglądać? Ważne że „biznesmeni” mogą dalej płacić gorsze.

Kłopot w tym, że tylko biedni mogą być tani w długiej perspektywie. No bo nie mają do sprzedania nic poza pracą rąk – a ta w dzisiejszym świecie nie jest w cenie.

Więc strategia ta spowoduje że pozostaniemy biedni.

Zasada “tak, ale…”

Nawet jeśli cudem istnieją jasne przepisy precyzyjnie regulujące jakąś dziedzinę, to stosowanie ich i tak jest uznaniowe.

W zasadzie jedyne przepisy do jakich można się skutecznie odwoływać to przepisy unijne.

Polskie przepisy są niewarte papieru na jakim są wydrukowane a każdy urzędnik może je sobie interpretować lub omijać do woli.

Ich stosowanie zależy od dobrej woli urzędnika, który zawsze ma rację i oczywiście własną interpretację.

Możesz sobie mieć rację i cytować przepisy. Urzędnik powie “tak, ale… ” i tu nastąpi wyjaśnienie obalające twoje prawa, obowiązki państwa itp.

Zasadę tą zauważył mój kolega, który nie wyemigrował (czego dziś żałuje bo mógł).

Sam niedawno miałem taki przypadek. Urzędnik po prostu zignorował zapisy Kodeksu Cywilnego (cytowałem konkretne paragrafy) i powiedział że są nieważne bo oni mają swoje procedury.

Rejestracja samochodu zajęła mi w Polsce dwa i pół roku. Potrzeba było kilkunastu pism oraz skargi na opieszałość urzędu.

Przepisy regulujące rejestrację pojazdu są różne w różnych urzędach, pomimo że znajdują się one na terenie tego samego kraju, a nawet województwa czy miasta.

Sama rejestracja – nawet jeśli wszystko jest w idealnym porządku – wymaga dwóch wizyt w urzędzie i wpłat za cztery różne sprawy na dwa różne konta.

W Irlandii w ogóle nie trzeba nigdzie łazić -sprzedawca używanego auta wypełnia, odrywa i wysyła specjalny odcinek karty pojazdu do urzędu który rejestruje auto na nowego właściciela.

Nowy właściciel dostaje pocztą nową kartę i tyle. Nie ma tam dowodów rejestracyjnych bo i po co? U nas mamy kartę pojazdu, dowód, jakąś naklejkę na szybę.

To jest doskonały przykład skrajnej nieufności państwa. Państwo zakłada że będziesz jeździć na fałszywych blachach, więc się broni dodając naklejkę jako ekstra zabezpieczenie. Żeby było trudniej, są dwa dokumenty stwierdzające własność auta – karta pojazdu i dowód.

Niedługo chyba będą nam tatuować te numery na rękach. Handlarze będą mieli całe łapy wydziarane numerami 😉

Jeśli nie jesteś aktywistą gotowym poświęcić znaczną cześć swojego życia na sądowe batalie, musisz się pogodzić z tym że urzędnik zawsze ma rację.

Musisz się pogodzić, że twoje prawa, jeżeli nie są unijne, to są czystą teorią. Żeby ta teoria stała się praktyką, będziesz zmuszony/zmuszona toczyć ciężkie prawne boje o niepewnym rezultacie.

W rezultacie zwykli Polacy unikają urzędów jak ognia – i mają rację.

Sorki ale miałem do czynienia z wieloma urzędami w cywilizowanym kraju i tego polskiego szajsu po prostu nie kupuję, to jest patologia, dno i dwa metry mułu.

Ludzie się na to godzą bo nie znają normalności.

Ja znam i polskim urzędom pokazuję środkowy palec, ocena zero na dziesięć, do Afryki się nadajecie.

Niebezpieczne drogi

Bezpieczeństwo na drogach to idealny wskaźnik jakości życia w danym kraju i wskaźnik poziomu cywilizacji w ogóle.

Agresja na drogach to cecha wspólna słabo rozwiniętych, biednych i dzikich krajów. Wystarczy zerknąć tutaj.

Cytuję: „W 2019 r. najbezpieczniej w UE było na drogach w Szwecji i Irlandii, a najmniej w Rumunii, Bułgarii i Polsce.

Rumunia i Bułgaria – to jest nasza liga, nasz poziom rozwoju i kultury. Jakoś dziwnie się to zgadza, prawda?

Drodzy BM-karze, jest 21-wszy wiek. Można iść na paradę, znaleźć sobie kogoś, kochać i żyć – a nie obcym na dupie siadać po autostradach.

Tego się nie da zwalić na drogi – jeździłem latami po Irlandii, wielkiej różnicy nie ma. Jeżeli już to na korzyść polskich dróg.

Kamerę do samochodu kupiłem dopiero w Polsce – tutaj się nie da inaczej…

Duża część dróg jest tam w o wiele gorszym stanie i są one generalnie węższe i bardziej kręte.

To jest bardzo typowa irlandzka droga poza miastem, odpowiednik naszego standardu poniżej DK – ledwie się można minąć. Na filmie pobocze jest spoko, zwykle nie jest 🙂 Jeździ się środkiem, na bok zjeżdżasz tylko żeby się minąć.

Tak jak my mają dwupasmowe autostrady które powstawały po 2000 roku. Limit prędkości na tych autostradach to 120 km/h (limit 140km/h na autostradach ma w UE jeszcze tylko Bułgaria).

W przeciwieństwie do Polski szkolenie kierowców i egzamin na prawko obejmuje tam drogi szybkiego ruchu. Uczy się zachowania odstępów na tych drogach – dla naszych kierowców to wielka nowość.

Piesi i rowerzyści masowo używają tam odblaskowych kamizelek – u nas to obciach oczywiście…

W Polsce praktycznie nikt nie przestrzega przepisów czy limitów prędkości.

Mało tego, przestrzeganie przepisów bywa niebezpieczne, np. jazda zgodnie z limitem prędkości na autostradzie.

Jeżeli wyprzedzasz z prędkością 140kmh, to zaraz za tobą pojawi się przyklejony do zderzaka rajdowiec który za bardzo się spieszy żeby poczekać aż skończysz manewr.

Polscy drogowi buszmeni wykonują taniec plemienny by zaskarbić sobie przychylność bóstwa zwanego „Wielki Bmwaudi”. Taniec ten ma także skierować gniew bóstwa na wrogów: pieszych, rowerzystów i innych kierowców.

Po prostu przeszkadzasz temu drogowemu dzikusowi jechać nieprzepisowo.

Wiesz że w cywilizowanych krajach tak się nie robi? Naprawdę. Tak się robi tylko w bantustanach typu Polska, Ukraina, Rumunia itp.

Tak robią buracy w swoich buraczanych krajach.

Tak zdaję sobie sprawę że od czerwca 2021 ma wejść zakaz jazdy na zderzaku. Bez sankcji, czy z jakimś tam 100-złotowym mandatem.

Tak według rządzących wyglądać będą drogi od 1-wszego czerwca 2021…

Efektywnie ta zabójcza praktyka będzie tak jak dotychczas bezkarna.

W Polsce bandziorek w BM-ce może bezkarnie zatrzymać cię na środku autostrady i próbować ci nakłaść po mordzie w obecności dzieci za nie dość szybkie ustąpienie mu lewego pasa. Jak nie miałeś kamery to w ogóle nie było sprawy.

Będą też nowe przepisy zabraniające rozjeżdżania pieszych na przejściach – no to w końcu odetchniemy, całe szczęście. Również bez sankcji, po prostu mordowanie ludzi na przejściach dla pieszych będzie teraz zabronione jeszcze bardziej.

Ile można dostać w Polsce za zabicie człowieka na drodze dla zabawy? Efektywnie 4 lata. Morderca z ul. Sokratesa w Warszawie dostał 8 lat, wyjdzie najpóźniej po 4-rech.

Sprawa przycichnie, on biedak się rozchoruje, no nieludzkim byłoby go trzymać w pudle całe 4 lata. Więc go po cichutku wypuszczą. Stawiam że za 2-3 lata dobry adwokat go wyciągnie na zły stan zdrowia.

Polskie drogi to dzicz a patologiczne państwo jeszcze się tej dziczy przymila i puszcza jej oczko. Koszmar.

Tutaj muszę trochę odszczekać: pierwszeństwo pieszych zmniejszyło liczbę ofiar, nowe mandaty dały drogówce jakąś broń w końcu. Jest ruch w dobrym kierunku który bały się zrobić wszystkie dotychczasowe rządy.

W tej dziczy będziesz jeździć ty, twoja żona/mąż, dzieci. Kończy się to tak jak w linku. Tym razem typ z zakazem jazdy zabił dziecko. Pewnie jak zwykle dziesięć razy dawali mu „drugą szansę” jak synalkowi tego discopolowca.

W Polsce zamiast brzytwy daje się małpie BM-kę albo Audi – efekty jeszcze bardziej opłakane.

Tutaj co chwila jakieś bydlę które powinno od dawna być za kratami rujnuje czyjeś życie.

To jest mój argument za wyjazdem: Polska to niebezpieczny i dziki kraj, gdzie wyjeżdżając na drogę ryzykujesz życiem dużo bardziej, niż w cywilizowanych krajach.

W Polsce przestępstwa drogowe są zagrożone symbolicznymi karami, bo politycy boją się utraty głosów.

Nawet najbardziej spektakularne przejawy pogardy dla życia i zdrowia innych pozostają bezkarne.

Warto tu wspomnieć o sprawie pana Hajto – symbolu bezkarności drogowych morderców.

Albo o byłym pośle, panu Arturze Zawiszy – rajdowcu-recydywiście bez prawka. Za zrujnowanie zdrowia rowerzystce bezwzględny sąd skazał go na dalszy zakaz prowadzenia pojazdów (rowerzystkę rozjechał jadąc bez prawka) i jakieś tam zawiasy śmieszne.

Facet został złapany za kółkiem bez prawka drugi raz tego samego dnia, parę godzin po tym jak rozjechał rowerzystkę… to chyba jasne że zakazy na niego nie działają.

Dlaczego nie siedzi? Bo to Polska gdzie mamy dwa systemy prawne – jeden dla mnie i dla ciebie, drugi dla „wartościowych ludzi”.

A skoro o tym mowa – nie sposób pominąć słynnego Froga – sprawa trwa 8 lat w chwili pisania. Jest wyrok, ale oczywiście jest i apelacja. Chyba nikt nie ma żadnych złudzeń, że Frog kiedykolwiek poniesie karę. Jeden wyrok mu się uprawomocnił – ale typek oczywiście nie siedzi bo się ukrywa, od roku „szuka” go policja.

Kiepsko im idzie, na razie nie znaleźli, wyparował chłop jak kamfora. O areszcie tymczasowym jakoś nikt nie pomyślał (to oczywiście przypadek).

To jest medialna sprawa, każdy dzień Froga na wolności to kpina z i tak już niewiele wartej praworządności w tym kraju. Myślę że mam prawo uważać, że gość jest pod jakąś polityczną ochroną albo ma jakieś inne poważne plecy.

No bo jak to jest inaczej możliwe?

Ale gdybyś to ty nie dopłacił skarbówce 50 groszy to by cię od razu znaleźli, jestem tego pewien.

Możemy tylko liczyć że ten cały Frog w końcu gdzieś pizgnie w słup i nas uwolni od siebie…

Gdyby ten idiota sam nie dostarczył na siebie dowodów, to w ogóle nie byłoby żadnej sprawy. Normalnie piraci drogowi w Polsce uprawiają wyścigi na publicznych drogach tak długo, aż kogoś zabiją. Ten szczęśliwie nie zdążył – przynajmniej na razie…

Dopiero dostawszy rok w zawiasach za czyjeś życie (lub dwa lata w zawieszeniu jak pan Hajto – pewnie żeby nie było że się sądy cackają z celebrytami) trochę zdejmują nogę z gazu, żeby ich Policja znowu nie złapała na jeździe bez prawka które tracą na parę miesięcy (pan Hajto stracił aż na rok – dura lex sed lex że tak powiem).

Zważywszy na powyższe, korzystanie z roweru jest więc w Polsce obarczone dużym ryzykiem śmierci lub kalectwa.

Na Zachodzie rower to normalny, szybki, wygodny i bezpieczny miejski środek komunikacji dla starych, młodych i dzieci.

Rower jest powszechny nawet w krajach które mają o wiele gorsze warunki pogodowe niż Polska – np w Wielkiej Brytanii.

W naszym porąbanym kraju rowerzysta to wróg i przeszkoda, tak samo jak pieszy.

W Polsce rowerzysta ma ciekawy i typowo polski wybór: jeździć przepisowo po ulicy razem z wszelkimi Frogami i resztą szybkich ale bezpiecznych wariatów, albo po chodniku i narażać się na mandaty.

Osobiście wybieram mandaty.

Wieloletnia historia bierności państwa w powyższych kwestiach gwarantuje, że nie zrobi się bezpieczniej.

Państwo tak jak do tej pory będzie organizować PR zamiast działań, a nasi bliscy będą ginąć.

Pomoc państwa w razie problemów

W Republice Irlandii każdy kto stracił pracę (także samozatrudniony) w związku z Plagą od kwietnia 2020 do marca 2021 otrzymywał 350 euro tygodniowo zasiłku.

Wystarczyło parę kliknięć online. Żadnych pytań, formularzy, załączników, udowadniania i innego typowo polskiego upodlającego pierdololo.

Pomoc dotyczyła oczywiście także pracujących tam obywateli EU, w tym Polaków – bez żadnych dodatkowych pytań czy problemów.

W przeciwieństwie do Polski, w Irlandii obcokrajowcy są traktowani bardzo dobrze, jak swoi.

W Polsce mieliśmy rozdawane łaskawą pańską ręką tzw. “tarcze” i inne medialne gesty. Mało zaś było konkretów w kieszeni zwykłego Kowalskiego, tradycyjnie już zostawionego na pastwę losu.

Nawet niespecjalnie się ktokolwiek upominał, ludzie mają tu racjonalny (czyli zerowy) poziom oczekiwań.

W razie problemów chyba lepiej jest być w kraju w którym pomoc państwa jest szybka, dostępna, adekwatna i bezpośrednia.

Kraje zachodnie mają o wiele lepszy system zabezpieczeń socjalnych na wypadek utraty zdrowia lub pracy.

Poza zupełnie bezprecedensową jak na nasz kraj pomocą rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej nie potrafię wymienić żadnych innych przykładów faktycznej pomocy obywatelom ze strony naszego Państwa.

Nie znam powodów, dla których teraz miałoby się to nagle zmienić.

Ten kraj nigdy niczego ci nie dał, nigdy nie pomógł

Ja kompletnie nie mam za co być Polsce wdzięcznym. Bo za co? Za biedę i wyzysk które mnie wygnały na obczyznę? Za zmarnowaną młodość? Za pożegnania z dzieckiem we łzach? Za bycie traktowanym jak szmata przez pracodawców?

Gdzie było to państwo kiedy ja byłem wyzyskiwany i poniżany?

Porozmawiajmy tu więc o rzeczach które miały miejsce w czasie mojego życia, zostawmy husarię, powstania i inne wzniosłe ofiary naszych przodków.

Bo to są długi których ja nigdy nie zaciągałem – ja je w nalepszym razie odziedziczyłem.

Tymczasem co sprytniejsi „odziedziczyli” bardziej konkretne rzeczy – fabryki, ziemię, kamienice, posady, władzę. W praktyce odziedziczyli oni nasz teoretycznie wspólny majątek.

Dziś to oni są elitą, a tacy jak ja biedotą. Oni są ponad prawem, podczas gdy tacy jak ja muszą tego prawa przestrzegać w całej jego zagmatwanej i kompletenie uznaniowej surowości.

Odkąd pamiętam, zawsze kiedy mnie działa się krzywda, Polska miała mnie centralnie w dupie. Zmień pracę, weź kredyt, państwo ma ważniejsze sprawy.

Obcy kraj lepiej się ze mną obchodził niż ten niby mój własny. Irlandia w pewnym sensie mnie adoptowała. Mnie i setki tysięcy innych Polaków co nie pasowali do ojczyźnianego kieratu bez perspektyw.

Ten kraj się nas wyrzekł, ma nas gdzieś i tylko wyciąga rękę po kasę. Jesteś mu o wiele bardziej potrzebny niż on tobie. Bo on tobie nie ma nic do zaoferowania, nic do dania – tylko frazesy, puste słowa.

Dla tego kraju jesteś zasobem i darmowym frajerem do golenia. Płacisz więcej podatków niż firmy-giganty.

Relacja zwykłych Polaków z Polską jest jednostronna. To oni wiecznie dokładają do wspólnej kasy nie dostając nic w zamian.

Twoja jedyna więź z tym krajem to poczucie lojalności wobec tych, co za niego umierali. To poczucie, że jesteś temu krajowi coś winien wzamian za ich ofiarę. Poczucie że masz moralny dług.

Niestety, kraj za który ginęli Powstańcy Warszawscy już nie istnieje. Twoje zobowiązania wobec ich dzisiejszych samozwańczych spadkobierców są żadne. Dzisiejsi właściciele Polski wykorzystują mit dawnych bohaterów żeby dalej móc brać nie dając nic wzamian.

Dawni powstańcy, obrońcy, bohaterowie naprawdę nie umierali za to, by dziś poseł mógł zatrudnić swoją żonę bez matury jako prezesa banku. To co dzisiejsi kleptokraci robią z tym krajem to wynaturzenie, czarny sen tych dla których był on najwyższą wartością.

Politycy-moralizatorzy często przerzucają się oskarżeniami że ten czy tamten zdradził Ojczyznę więc jest godny potępienia. A co ma zrobić człowiek, którego to Ojczyzna zdradziła i zostawiła na lodzie?

Na przykład te dwa miliony Polaków którzy wyjechali, a których Polska bez mrugnięcia okiem właśnie zastępuje imigracją ze Wschodu. Nawet się nie zająkną żeby może jakoś tych Polaków z Zachodu ściągnąć z powrotem…

Dwa miliony Polaków lekką ręką spisane na straty.

Ci ludzie to dziś żyjący Polacy, nie prawnuki wywiezionych na Sybir zsyłkowiczów. Oni wyjechali kilka czy kilkanaście lat temu. To się dzieje tu i teraz, przy milczącej bierności Polski.

Tyle dziś znaczysz dla tej Polski – kompletnie nic. Wyjechał? Mamy dziesięciu Ukraińców na jego miejsce.

Dzisiejsza Polska nie dba o zwykłych Polaków. Dużo gada, nic nie robi.

Dzisiejsza Polska jest jak właściciele fabryk. Jak długo kasa się zgadza, jest jej obojętne kto będzie stał przy maszynie.

Więc nasza relacja to nie relacja Ojczyzna – Naród. To w najlepszym razie relacja pracownik – pracodawca.

Jesteś temu krajowi winien dokładnie tyle, co właścicielowi firmy w której pracujesz. Nic więcej.

Masz pełne prawo wybrać inną firmę, gdy obecna zalega z wypłatą i stara się wyłudzić darmowe nadgodziny nagradzane uściskiem dłoni prezesa. Kiedy widziś że zarząd robi wałki, a ciebie rozlicza z każdej minuty przerwy.

Poszukaj w pamięci takiej sytuacji, w której państwo polskie jakoś ci pomogło, stworzyło warunki, wyciągnęło cię z jakichś kłopotów.

Znajdź sytuację gdzie ten kraj wyciągnął pomocną dłoń albo kiedy byłeś z niego dumny. Nie bardzo sobie coś takiego przypominasz prawda?

Jedyna wyciągnięta dłoń jaką tu zobaczysz należy do skarbówki i Zusu, a wyciąga się ona po niemal połowę twoich ciężko zarobionych pieniędzy.

Ten kraj pełnymi frazesów gębami polityków stale przypomina ci o twoich powinnościach. W zamian za krew, pot i łzy ma dla ciebie nic niewarte wyborcze obietnice.

Moje doświadczenie życia w Polsce to ciągłe pasmo upokorzeń, biedy, walki o naprostsze sprawy. To trzymanie głowy nisko żeby nie narobić sobie kłopotów.

To zero pomocy, panosząca się bandyterka i prawo obowiązujące wyłącznie biednych i słabych.

To oligarcha stający bezczelnie mercedesem wpoprzek dwóch miejsc parkingowych dla niepełnosprawnych i policja sprawdzająca tuż obok, czy dzwonek w moim rowerze wydaje przepisowy, „nieprzeraźliwy” dźwięk.

W Polsce nie ma wspólnoty, nie ma oparcia, nie ma równych praw i zasad dla każdego. Kraj istnieje, naród – niekoniecznie. Dawaj kasę i spadaj.

Wybrałem spadaj, więc mojej kasy już nie zobaczycie. Nigdy więcej, ani grosza. Ja już się nadawałem, napłaciłem – teraz moich rodziców nie ma komu leczyć.

Tyle warta jest w Polsce ta solidarność międzypokoleniowa i płacone przez dziesięciolecia składki.

Nasze transakcje mogą się więc odbywać wyłącznie w gotówce, płatne z góry. Nic na kredyt, nie wysyłam za pobraniem – bo to wymaga wiarygodności.

Ja już się napracowałem dla idei i za uścisk dłoni prezesa, więcej nie zamierzam.

Spadajcie. Może i macie na moje miejsce dziesięciu Ukraińców. Ja mam na wasze dziesięć lepszych krajów.

Podwójne standardy prawne

Żyjąc w Polsce nie sposób oprzeć się wrażeniu, że prawo działa różnie w zależności od tego, kogo dotyczy.

Zwykły człowiek jest rozjeżdżany sądowo-biurokratycznym walcem na płasko.

Przedstawiciele “elity” potrafią się wywinąć nawet z morderstwa, byle odbyło się ono na drodze i można je uznać za wypadek.

A że sprawca pędził 120km/h w zabudowanym (jak niedawno były premier tego kraju, puszący się jak to honorowo przyjął karę) – cóż, miał do załatwienia ważne sprawy, bo to ważny człowiek.

Sprawa przejechania psa tutaj. Sprawa przejechania człowieka tutaj.

Ważnym ludziom w Polsce wolno wiecej…

Nigdy nie rozliczono żadnej poważniejszej afery, od FOZ po Amber Gold. Żaden wysoko postawiony malwersant nie poszedł siedzieć.

Ja już nie mówię o zatrudnianiu pociotków na synekurach bo to w naszym bantustanie taka sama normalność jak u afrykańskich polityków konto w Szwajcarii.

Wyroki polityków, celebrytów i ich krewnych są symboliczne i tak łagodne jak to tylko możliwe – efektywnie są oni bezkarni.

Tutaj fajny przykład – synalek jakiegoś lokalnego aparatczyka wyciągany za uszy z kłopotów. Te rzeczy publikowane przez media to wierzchołek góry lodowej, drobny procent takich spraw.

To są tylko te sprawy, które dadzą radę wyniuchać miedia. A i tak ciągle się o nich słyszy…

Do tego kiedy sądy „zawiodą” i kogoś ważnego przypadkiem skażą, prawomocnie skazani przestępcy bywają ułaskawiani przez prezydenta – w sprawach gdzie jedyne przesłanki do ułaskawienia to konotacje polityczne.

To wszystko sprawia, że nie ufamy polskiemu państwu i sądom. I bardzo słusznie.

Trudno tu ufać widząc kolejnego celebrytę lub polityka któremu wszystko uchodzi płazem bo jest traktowany ulgowo jako „szczególny przypadek”.

Tych „szczególnych przypadków” i „wyjątkowych okoliczności” jest za dużo, żeby faktycznie były przypadkami i wyjątkami. Poza tym jakoś dziwnie zawsze dotyczą one ludzi z kasą i polityczno-biznesowymi koneksjami.

To dowód na to, że w Polsce nie mamy jednolitego prawa dla wszystkich. Mamy dwa rodzaje prawa: jedno dla pospólstwa i drugie dla elit.

To jest trochę tak jak na polskich drogach: jedziesz BM-ką, wolno ci więcej, z drogi biedaki bo pan jedzie.

Całe to państwo funkcjonuje na takich podwójnych zasadach.

Wysoki koszt polskiego obywatelstwa

O kosztach bycia Polakiem boleśnie przekonali się niedawno Polacy dorabiający za granicą.

Wskutek zniesienia ulgi abolicyjnej dopłacą polskiemu fiskusowi to, co oszczędzili na niższych podatkach na Zachodzie.

Konkretnie zapłacą różnicę między niskimi Zachodnimi podatkami, a wysokimi podatkami w Polsce (pomimo rzekomo niskich podatków w PL).

Jedyny powód, że muszą płacić ekstra to fakt że „polski paszport mają na sercu”. Ich miejscowi koledzy z pracy którzy robili tą samą robotę nic więcej nie muszą płacić – no bo już raz zapłacili.

Ze swoich już raz opodatkowanych pieniędzy w Polsce niewolnicy dopłacą jeszcze dolę swemu właścicielowi czyli polskiemu państwu.

Szczerze to nie wiem jak nazwać takie państwo, które zabiera kasę biedakom co pojechali za granicę żeby podreperować domowy budżet.

Zabieranie kasy komuś kto zapierdalał zbierając szparagi czy wykonując jakieś inne przez nikogo niechciane ciężkie prace sezonowe to skrajne draństwo.

Przecież tą zarobioną u Bauera kasę tu wydadzą i zapłacą wam 23% vatu, wy chciwe skurwysyny. Mało. Polska potrafi tylko łapę wyciągać i tylko dej i dej.

Im kto słabszy i biedniejszy tym więcej z niego wycisna tutaj i tym gorzej się z nim będą obchodzić. Celebryta może bezkarnie mordować babcie na przejściu dla pieszych. Zwykłego człowieka z byle powodu będą ciągać po urzędach i szukać na niego paragrafu.

„Silni wobec słabych, słabi wobec silnych” – taka tabliczka powinna na każdym urzędzie wisieć, tuż obok godła.

To jest nieoficjalne motto tego państwa które dawno zapomniało, komu i po co miało służyć. Dziś ten pasożyt służy już wyłącznie sobie i „elitom” kręcącym półlegalne interesy.

Jakakolwiek lojalność wobec tego kraju to nieporozumienie.

Jest kwestią czasu zanim podwójne opodatkowanie (lub jakaś inna forma dodatkowego opodatkowania) zacznie obowiązywać także Polaków mieszkających za granicą na stałe.

To jest dwa miliony podatników którzy wymknęli się z sieci, to nie może wiecznie trwać, ta luka podatkowa zostanie w końcu załatana.

Nie jest też nierealne ozusowanie pracy za granicą.

Po prostu pracująć np. w Holandii, poza holenderskimi podatkami będziesz płacić normalnie ZUS w Polsce. To chyba nie jest nieprawdopodobne?

No na pewno nie mniej prawdopodobne niż to co już jest faktem – że w Polsce zapłacisz drugi raz podatek dochodowy od kasy zarobionej za granicą, pomimo bycia 100% rozliczonym w kraju gdzie zarobiłeś.

Każdy Polak powinien płacić ZUS, bo gwarantuje mu to godną emeryturę i światowej klasy opiekę zdrowotną na starość. Żartuję oczywiście – nic ci to nie gwarantuje, równie dobrze możesz te 1500zł wrzucić co miesiąc do studzienki ściekowej.

To nie może tak być że sobie wyfrunąłeś na wolność i nie ma z ciebie pożytku. Ukochana Ojczyzna się upomni o to co jej się należy, nic się nie bój.

Jestem ciekaw jakie miny będą miały dzieci polskich emigrantów (w tym moje własne), kiedy dowiedzą się że mają oddać sporą część swojej pensji netto temu dziwnemu krajowi z którego przyjechali ich rodzice 🙂

Wobec nieobliczalności polskich władz względem zarobkowych emigrantów, wyjechać należy możliwie szybko. Chodzi o to, żeby móc łatwo zmienić obywatelstwo kiedy to podwójne opodatkowanie zostanie już wprowadzone w pełnej rozciągłości.

Większość krajów wymaga, żeby ubiegający się o obywatelstwo mieszkał i pracował w danym kraju określoną ilość lat.

Jeżeli nie zdążysz „wypracować” lat i dopadnie cię podwójne opodatkowanie, to masz problem.

To właśnie wydaje się być motywem rządzących – uczynienie pracy za granicą nieopłacalną, aby zatamować odpływ tanich niewolników którymi de facto są niemal wszyscy pracujący w Polsce.

Tempo zmian

Po kilkunastu latach spędzonych za granicą nie widzę tu rewolucyjnych zmian w jakości życia, choć bezdyskusyjnie jest o wiele lepiej.

Duży plus: bardzo spadło bezrobocie. Złośliwi powiedzieliby, że spadło by tyle nas powyjeżdżało.

Za jedną zwykłą pensję nadal w zasadzie nie da się przeżyć w mieście wynajmując jakiekolwiek mieszkanie.

Niekontrolowana imigracja spoza UE pozwala pracodawcom dalej płacić grosze – więc zwykli ludzie nie bardzo odczuwają poprawę.

To i tak dobrze bo za moją pensję sprzed emigracji można było sobie umrzeć z głodu jedynie. Teraz to nawet na łososia z Biedy taki plebejusz jak ja może sobie pozwolić – z umiarem rzecz jasna.

Nadal nieliczni opływają w dostatki a reszta jakoś tam wiąże koniec z końcem – bez zmian tutaj.

Na pewno żyje się lżej i wygodniej, ale to trochę mało na te prawie dwadzieścia lat od wejścia do UE.

Nadal jesteśmy lata świetlne za Zachodem i nie wygląda na to że ten Zachód kiedykolwiek dogonimy.

Zmiany są w dużej części powierzchowne – jest czyściej, zagraniczne firmy zbudowały sobie ładne budynki, na ulicach widać ładne samochody.

W urzędach czas się zatrzymał, panuje tam głęboki PRL i mentalność rodem z filmów Barei. Tak się czułem jak odbierałem dowód 🙂

Polski dowód mam na sercu, lecz skąd, skąd go wiziąłem? Pamiętajcie obywatelu że po powrocie z zagranicy należy uiścić podatek od zarobionych tam dewiz.

Szczęśliwie zapomnieli mi karę dowalić za niewymienienie dowodu w terminie – tak na powitanie żebyś szaraczku wiedział że tu nie Ameryka.

Można narzekać ale widać że nasz kraj jednak się porusza we właściwym kierunku – co do tego nie mam wątpliwości.

Pytanie tylko, czy tempo zmian jest dość duże, żebyś zdążył/zdążyła na tym skorzystać.

Tutaj mam wątpliwości.

Szkoda życia

Kiedy ktoś mnie pyta czy żałuję że wyjechałem, odpowiadam zawsze tak samo: że w emigracji żałuję tylko tego, że nie wyjechałem wcześniej.

Zmarnowałem 10 lat młodości pracując w feudalnych warunkach, buląc ZUSowi który nigdy nie wypłaci mi ani grosza i zdzierając ręce w dwóch własnych biznesach które nie miały prawa wyjść.

O właścicielach firm w których pracowałem przed emigracją możnaby książkę napisać.

Chama u którego pracowałem jako dwudziestolatek należało tytułować prezesem. Szkoda że nie faraonem od razu – facet sklep prowadził.

Jego 17-sto letni syn przychodził i mówił że mamy szybciej zapierdalać bo inaczej nas wszystkich wywali na zbity pysk.

Inny z moich pryncypałów zmienił sobie nazwisko na Rawski bo swoje własne uważał za niegodne wielkiego biznesmena jakim się mienił. Hurtownię gościu miał.

Rzecz się wydała kiedy dawny znajomy przyszedł go szukać w firmie – nie wiedział że kolega nazywa się już inaczej…

Urządzał nam ów pan „Rawski” pogadanki umoralniające i trzeba było wysłuchiwać jego filozoficznych wywodów debila – już po godzinach pracy oczywiście.

Od głodowych pensji konsekwentnie odliczał pracownikom braki na magazynie, które najprawdopodobniej sam robił. Raz zabuliliśmy za telewizor (koleś prowadził hurtownię RTV) który jak się okazało miał w domu… myślę że nas dodatkowo okradał w ten sposób.

Szefowa z innej firmy poszła jeszcze dalej i zmieniła sobie imię i nazwisko. Po co? Żeby pasowało do numerologii. Serio.

Nie zacytuję tego jej nowego imienia i nazwiska bo jest to w swej głupocie unikalna kombinacja (zgooglowane wskazuje jedną konkretną osobę), ale było to coś w stylu “Kunegunda Brzęczyszczyk”.

Kompletny idiotyzm jakiś, podobno planety miały jej przez to zacząć sprzyjać. Rozumu tej wariatce nie wróciły w każdym razie… dziś z tego co wiem jest starą indianką. Nie pytajcie, długa historia.

W tamtych czasach zaprojektowałem (we Flashu) najdziwniejszy interfejs webowy w życiu. Był on w kształcie pajęczyny z jakimś okiem w środku, nie posiadał żadnych napisów, jedynie symbole ognia, wody, wiatru i ziemi.

Co sprzedawała firma dla której to zrobiłem? Sprzęt diagnostyczny dla warsztatów samochodowych – to chyba oczywiste. Szef jej zajmował się „Feng Shui”, był też mistrzem „Reiki” (nie wiem i nie chcę wiedzieć co to takiego).

Ciekawą cechą wspólną powyższych kretynów było paradoksalnie rozsądne w ich przypadku upatrywanie źródeł swego sukcesu w zewnętrznych siłach wyższych, nadprzyrodzonych, magii i kabale.

Miałem małe dziecko i nie miałem wyboru więc pracowałem dla tych wszystkich zjebów – tak jak i całe moje pokolenie przegrywów.

Dla ich dzieci – zapewne takich samych szurniętych megalomanów jak ich starzy – pracują dzisiejsi dwudziesto i trzydziestolatkowie.

To są właśnie nasze dzisiejsze „elity” wyrosłe w poczuciu wyższości i pogardzie dla tych którzy mieli mniej szczęścia.

Współczuję i jestem głęboko wdzięczny losowi, że ja sam dla nich nie muszę pracować…

Wyjechałem za pożyczone pieniądze na 3 miesiące przed wejściem Polski do Unii. Bynajmniej nie dlatego, że tak bardzo nie mogłem się tej normalności doczekać.

Byłem w poważnych finansowych tarapatach, upadał mi biznes. Miałem nóż na gardle, to był mój ostatni pomysł przed skokiem z mostu.

Wielu takich desperatów później spotkałem, mój przypadek był bardzo typowy. Nieudany biznes, długi w ZUS-ie itp.

Zabiedzony, w bylejakim ubraniu drżącym głosem powiedziałem urzędnikowi imigracyjnemu na lotnisku, że jestem na wakacjach i będę zwiedzał.

Obaj wiedzieliśmy że kłamię. Z uśmiechem przybił mi w paszporcie pieczątkę “Permitted to land in Ireland for three months”.

Taką miałem – zdjęcie autorstwa pani Clarissy Peterson https://www.flickr.com/photos/clarissa/114920081

Tydzień czy dwa później pracowałem, niecały miesiąc potem wysłałem do domu pierwsze pieniądze, trzy miesiące później Polska weszła do Unii i stałem się legalnym rezydentem, po ponad roku ściągnąłem rodzinę.

W międzyczasie spłaciłem zadłużenie w ZUS-ie wraz z odsetkami i karami za zwłokę. To były ostatnie pieniądze, jakie tam wpłaciłem w moim życiu.

Teraz kiedy wracam do Irlandii, przy pokazywaniu paszportu często słyszę “witamy z powrotem”, a czasem jakąś żartobliwą wzmiankę że słychać że długo tu mieszkam (chodzi o mój wschodnioeuropejsko-irlandzki akcent).

W Polsce widzę marsową gębę ziomka ze służby granicznej. Jeszcze tu “witamy w domu” nie usłyszałem, a latam regularnie od kilkunastu lat.

Ta i inne – drobne i większe – różnice się sumują i składają na to, jak bardzo nieznośnym i kiepskim do życia krajem jest Polska.

Myślę że najlepsza rzecz jaką dał mi ten niby-mój kraj, to możliwość wyjechania z niego i legalnej pracy gdzie indziej.

To był ten jedyny raz, kiedy mój kraj faktycznie dał mi szansę i jakiś realny wybór.

Ty też go masz – skorzystaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.