Dlaczego warto wyemigrować z Polski

Ten post jest adresowany do ludzi którzy rozważają emigrację na Zachód.

Mam doświadczenie kilkunastu lat emigracji oraz doświadczenie powrotu z tejże.

Poniżej używam wielu odniesień do Niemiec, bo jest to kraj którym się interesuję i zamierzam tam wyemigrować jak się skończy Plaga.

Wcześniej przez kilkanaście lat byłem imigrantem zarobkowym w Irlandii, tymczasowo mieszkam w Polsce.

Poniżej wymieniam powody, dla których moim zdaniem warto wyemigrować z Polski.

Niskie płace i wyzysk

Polskie pensje są niskie w porównaniu z Zachodem – a ceny podobne do zachodnich. Lwia część naszej gospodarki to eksport do Niemiec.

Pracujesz w Polsce za polską miskę ryżu, ale płacisz niemieckie czynsze i niemieckie ceny w sklepach. Ktoś inny inkasuje różnicę sprzedając twoją pracę w Niemczech i innych bogatych krajach EU.

Polskie firmy to bardzo drogi pośrednik między tobą a Zachodem.

Oferują one wysoko wykwalifikowanym specjalistom (inżynierowie, programiści) płace na poziomie niemieckiej płacy minimalnej, wynoszącej w 2021 około 6000 pln „na rękę”. W Polsce to równowartość około 8500 pln brutto.

W Niemczech tyle się zarabia w McDonaldzie. W Polsce tyle się zarabia w IT – koszty życia takie same. Ciężko to nazwać inaczej niż wyzysk.

Ogłoszenie: Szukamy programisty PHP z Javascript itp. za mniej niż pensja niemieckiej sprzątaczki. Powyższe ogłoszenie jest typowe i wybrane losowo – więcej takich tutaj.

Nasze orły biznesu bez zmrużenia oka oferują tą miskę ryżu np. programistom z wieloletnim doświadczeniem. Mało tego, co bezczelniejsi szukają za tą kasę frajerów z językiem niemieckim 🙂

Naprawdę nie rozumiem jak wykształceni i ogarnięci ludzie mogą się aż tak dawać robić w wała. Widać że skończyć trudne studia to jedno, a radzić sobie w życiu to drugie.

Zamiast pracować dla tych wszystkich outsourcingowych Januszy, wyjedź i rób tą samą robotę za kilka razy więcej kasy, przy niemal identycznych kosztach.

A jak nic nie umiesz, to i tak będziesz zarabiać więcej niż w Polsce zarabia ktoś, kto umie.

Bardzo wysokie podatki

Rządzący – niezależnie od barw – chętnie powtarzają że w Polsce podatki są niskie. Jest to kompletna bzdura.

Manipulacja ta polega na porównaniu procentowych stawek podatku dochodowego, a nie całości obciążeń podatkowych pensji.

Porównujemy polskie 17% pierwszego progu i irlandzkie 20% – i hurra, w Polsce są niskie podatki! No to policzmy to z pozostałymi składowymi…

Tyle zostaje z mitu o niskich podatkach – tak naprawdę jesteśmy goleni do samej skóry.

Politycy „zapominają” o ZUS-ie, o tym że zachodnia pensja minimalna w Polsce wpada w drugi próg podatkowy (na zachodzie płacisz średnio 20%, w PL 32% od tej samej kwoty) i o drobnym fakcie że mamy jakby inne kwoty wolne od podatku.

„Zapominają” też, że od naszych polskich głodowych pensji w wielu zachodnich krajach nie zapłacilibyśmy podatku w ogóle, lub maksimum kilka procent.

Dla przykładu policzyłem z grubsza podatek jaki zapłacisz w Irlandii od (prognozowanej) polskiej średniej krajowej, wynoszącej w roku 2021 5259zł brutto.

Całkowity podatek od takiej pensji w Irlandii to maksymalnie 700zł miesięcznie (nie uwzględniam żadnych ulg) – czyli 13% od pensji brutto, już z ZUSem (PRSI się to tam nazywa, Pay Related Social Insurance, 4%) i podatkiem zwanym USC (Universal Social Charge, 1% – którego od takiej nędznej pensji chyba się nie płaci, nie chce mi się sprawdzać).

Ile zapłacisz w Polsce? Ano 1463zł miesięczniewg tego kalkulatora.

Czyli dwa razy więcej. Z polskiej głodowej pensyjki zabiorą ci dwa razy więcej, niż w Irlandii.

Dlaczego? Boś biedny to ci i tak już bez różnicy? Boś głupi że tu pracujesz?

Stawiam na to drugie.

U nas sam ZUS to już więcej niż cały irlandzki podatek – tyle w temacie niskich podatków w Polsce.

Poza powyższymi drobiazgami wszystko się zgadza a Polacy otwierają firmy w Czechach bo lubią czeskie piwo.

Brak emerytury

Jest bardzo prawdopodobne, że nie dostaniesz w Polsce żadnej emerytury.

Określenie „śmieciówka” jest w pewnym sensie prorocze 😉

Jeżeli pracujesz na tzw. “śmieciówce” to brak emerytury jest pewnikiem.

Tu nie chodzi nawet o nadciągającą katastrofę demograficzną która sama w sobie jest wystarczającym gwarantem tego, że emerytur nie będzie.

W Polsce system emerytalny jest pod ciągłym ostrzałem polityków którzy stale coś przy nim kombinują.

W efekcie stopniowo znikają zgromadzone w nim niby-nasze pieniądze. Za jakiś czas te pieniądze znikną załkowicie zeżarte przez polityków i szalejącą inflację – zostanie ZUS.

Coś w tym jest…

Nie wiadomo właściwie, jaką, czy i kiedy tą emeryturę otrzymasz. Nawet tak podstawowe rzeczy jak wiek emerytalny są niewiadome.

Nasze składki emerytalne na ZUS są horrendalnie wysokie – to prawie drugi podatek dochodowy. Płacąc je nie wiemy nawet co dostaniemy wzamian albo czy w ogóle coś dostaniemy.

Płacenie ZUS-u to wyrzucanie pieniędzy w błoto.

Lepiej jest płacić składki i pracować w wiarygodnym kraju, gdzie masz szanse na otrzymanie emerytury a system emerytalny jest stabilny.

Drożyzna

Czynsze najmu i ceny w sklepach są porównywalne z niemieckimi. Porównaj sobie online czynsze np. we Wrocławiu i Leipzig – podobnych wielkością i populacją miastach.

Czynsze wraz z opłatami („warmmiete”) są w zasadzie takie same, w Leipzig (i w ogóle w Niemczech) jest większa podaż mieszkań na wynajem i lepszy wybór oraz standard.

Więc można znaleźć większe mieszkania za mniej kasy niż we Wrocku.

To już kompletnie stoi na głowie – a polska bańka spekulacyjna dopiero się rozkręca.

Przy głodowych polskich pensyjkach bulimy niemieckie czynsze… wesoło.

Jeżeli wziąć pod uwagę nasze mizerne zarobki, to w Polsce panuje dramatyczna drożyzna. Wszystkie podstawowe rzeczy – mieszkanie, paliwo, jedzenie – kosztuja bardzo podobnie jak na Zachodzie.

Polskie pensje są kilkukrotnie niższe.

Opieka medyczna

Wyobraź sobie że ktoś z twoich bliskich poważnie zachorował. Gdzie wolałbyś tą osobę leczyć – w Polsce czy w Szwecji? Tak zupełnie na czuja sobie to wyobraź.

Widziałem w działaniu służbę zdrowia w Irlandii. Tam też ludzie czekają na SOR-ach (przywoziłem kogoś na taki SOR), ale jak masz coś nagłego to nie umrzesz w poczekalni.

Nagłe przypadki przyjmują natychmiast. Jak już cię przyjmą, opieka jest błyskawiczna i na światowym poziomie.

Jest tam po ludzku. Rodzina może zostac z chorym, jest zapewnione minimum prywatności, natychmiast znajduje się lekarz, pielęgniarki z którymi się spotkałem okazywały empatię, nawet pocieszały osobę którą przywiozłem na ten SOR.

A nie byliśmy swoi, byliśmy imigrantami w obcym kraju.

O niemieckiej służbie zdrowia wiem tyle że jest najlepsza na świecie. Wiem to od samych Niemców, może więc podstępnie kłamią jak to oni…

Uważam że jeśli ty lub członek twojej rodziny poważnie zachoruje, to na Zachodzie są większe szanse przeżyć i wyzdrowieć.

Człowiek się tym nie przejmuje bo jest zdrowy, jak zachorujesz (albo jak ci dziecko zachoruje) to dopiero się dowiesz jak mizerne masz tu opcje.

Może być już za późno.

Drogie mieszkania i wynajem

Bańka spekulacyjna na polskim rynku nieruchomości sprawia, że o własnym lokum większość z nas może jedynie pomarzyć.

Jedyny sposób na własne mieszkanie – zwykle ciasne i daleko od miasta – to gigantyczny kredyt na 35 i więcej lat.

Serio będziesz mieszkać do końca życia na 35-ciu metrach kwadratowych gdzieś na zadupiu? No bo wiesz, jak masz 30 lat biorąc kredyt, to jakby skończysz go spłacać mając ze 60 i więcej.

Tak że mikroapartament „na start” to wbrew swej optymistycznej nazwie najprawdopodobniej twoje lokum do końca życia.

Cytuję to bo podobne zdanie, nie ze wszystkim się zgadzam.

Ceny najmu w Polsce doganiają bogaty Zachód. Standardy mieszkań i pensje trochę jakby nie nadążają.

Państwo oczywiście umywa od tego problemu ręce, wszystkie dotychczasowe rządy deklarowały działania w kwestii mieszkań i konsekwentnie nic nie robiły.

Nie ma żadnych powodów, by państwo nagle miało przejść od słów do czynów. Mało tego, państwo jeszcze dolewa oliwy do ognia pośrednio sponsorując banki i deweloperów poprzez programy socjalne.

Polskie rodziny są przępędzane na coraz większe zadupia. Z miast wypędza je najem tymczasowy, z peryferiów inwestorzy. Na wiochach gdzie jeszcze można kupić mieszkanie nie ma pracy…

Najnowsze pomysły rządzących (rok 2021 – gwarancje brakującego wkładu itp.) otwierają bankom drogę do udzielania kredytów sub-prime, jak w USA przed kryzysem…

Rozsądnym jest założyć, że działania państwa ograniczą się tak jak do tej pory do czczych deklaracji i dalszych działań na rzecz wzrostu cen mieszkań.

Jedyny mierzalny i widoczny gołym okiem fakt jest prosty: ceny mieszkań w górę o 10 i więcej procent rocznie. To faktycznie widać i faktycznie się dzieje.

Tak przy okazji, oto jak wyglądają twoje szanse na kupno mieszkania w tym mlekiem i miodem płynącym kraju:

Tak że ten… kampervana sobie kup albo domek na zgłoszenie gdzieś w puszczy.

Banksterzy, patodeweloperzy, inwestorzy i pośrednicy zostali puszczeni na żywioł więc szybciutko zrobili z podstawowej ludzkiej potrzeby przedmiot spekulacji oraz maszynkę do zarabiania.

Mieszkać gdzieś musisz – powyższa wesoła gromadka postara się, żebyś płacił absolutne maksimum tego co możesz.

Zostawią ci łaskawie tyle, żebyś nie zdechł z głodu i nie przestał im płacić. O jakimkolwiek życiu zapomnij.

W Polsce całe swoje życie będziesz zapierdalać na ciasną klitkę na dalekich przedmieściach. Ze swojej polskiej miski ryżu jaką ci tu płacą będziesz jeszcze finansował banksterów i spekulantów. Tyle będzie tego twojego życia.

Państwo będzie klaskać i brać swoją działkę w podatkach… jak zwykle do tej pory. Jest to wygodne i nie wymaga żadnych działań.

8% ceny nowego mieszkania to VAT – to kilka lat Twojego życia kiedy spłacasz podatek już wcześniej opodatkowanymi pieniędzmi 🙂 Ponad rok będziesz spłacać prowizję biura nieruchomości 🙂

Argumentów za tym, że spirala cen będzie się nadal nakręcać jest całe mnóstwo.

Najpoważniejszy z nich jest taki, że politycy sami ostro inwestują w mieszkania (zwykle są one „rozpisane” na rodzinę). Nigdy nie wprowadzą niczego, co obniżyłoby ich ceny – i to wystarczy żeby ceny nie spadły nigdy.

Argumentów za spadkami nie widzę, może jakby Niemcy rynek pracy dla Ukraińców otworzyli to coś by tam drgnęło.

Ale nawet wtedy nasi politycy po prostu odkręcą kurek z emigracją z innych krajów żeby ratować swoje mieszkaniowe inwestycje.

Uważam że można śmiało założyć że dostępność mieszkań będzie w Polsce sukcesywnie spadać a ceny będą coraz bardziej absurdalne i odklejone od zarobków.

Bańki spekulacyjne potrafią trwać całe dekady, szkoda życia.

Wzrosty cen mieszkań są w Polsce systemowe, wspierane przez absolutnie wszystkich którzy mają cokolwiek do powiedzenia.

Szkoda uwiązywać się kredytem do mieszkania w kraju, który nie ma żadnych konkretnych perspektyw czy planów na przyszłość a jego podstawowy atut to biedna i tania siła robocza.

Gdyby tutaj choć mieszkania były tanie – może dało by się przemęczyć i zaakceptować te kiepskie zarobki.

Autor mema nieco mija się z prawdą – całkiem niedawno do bliskiej mi osoby lekarz specjalista przyjechał (z domu nie trzeba było wychodzić nawet) bez problemu, od ręki i to w szczycie Plagi (koszt: 500PLN).

Tak na chłopski rozum, jak mamy przyciągnąć wykwalifikowanych pracowników z zagranicy (nasi wyjechali/wyjadą), skoro czynsze i ceny mamy jak w Niemczech a pensje kilkukrotnie niższe?

Do tego dodajmy naszą tradycyjną polską gościnność polegającą na traktowaniu zarobkowych imigrantów jak śmieci.

Już widzę te tłumy inżynierów, programistów i lekarzy którzy tu walą drzwiami i oknami 🙂

Tymczasem to mieszkaniowe szaleństwo trzeba przeczekać gdzie indziej a zarabiać i odkładać w innej walucie niż złoty.

Niemożność oszczędzania

W Polsce nie da się odkładać pieniędzy – ale nie tylko z powodu niskich płac.

Państwo polskie finansuje socjalne transfery między innymi z pieniędzy oszczędzających, poprzez dodruk pieniądza który nakręca inflację.

Wypuszczając na rynek pieniądze bez pokrycia państwo „rozcieńcza” pieniądz i w ten sposób okrada cię, bo pieniądz traci na wartości.

Tak bogacą się Polacy 🙂 Ceny mieszkań realnie rosną o 15% rocznie w stosunku do Twojej pensji (10% wzrost cen, 5% inflacja)

To państwo w całości kontroluje ten proces a decydenci mają pełną świadomość jak to działa. Jest to działanie celowe rządzących.

Do już i tak szaleńczo wysokich podatków (danin, opłat itp.) dodaj więc ukryty podatek od oszczędności – czyli inflację.

To może być i 10% dodatkowego podatku rocznie od każdej odłożonej złotówki. Żeby zapłacić ten ukryty podatek wystarczy oszczędzać. Proste jak nic w tym kraju.

Zarabiając w złotówkach dostajesz pieniądze które będą coraz gwałtowniej traciły wartość. Każda odłożona suma będzie błyskawicznie topniała, każda wywalczona podwyżka po roku-dwóch będzie nic nie warta.

Będziesz dreptać w miejscu, bo twoje zarobki będą topniały tak samo, jak oszczędności.

Tymczasem rata kredytu zaciągniętego przy zerowych stopach procentowych nagle wystrzeli w górę, bo hiperinflacja wymusi podniesienie stóp 🙂 – i zostaniesz takim złotówkowym frankowiczem.

Jak masz w takich warunkach finansować większe wydatki czy zbudować stabilność finansową, odkładać na przyszłość, na emeryturę której od państwa nie dostaniesz pomimo płacenia składek?

Na inflację łatwo się nabrać, bo jej nie widać – dlatego też nasze państwo używaj jej by po raz enty sięgnąć do naszej kieszeni.

Pensje niby rosną, ale co z tego kiedy twoja siła nabywcza spada.

Podcinająca skrzydła archaiczna edukacja

W moich czasach nauka na poziomie podstawówki i liceum polegała głównie na zapamiętywaniu wiedzy encyklopedycznej. Na różnych przedmiotach uczyliśmy się na pamięć podręczników do danego przedmiotu.

Najlepsi uczniowie znali więc nazwy wszystkich dopływów Nilu, wiedzieli jaka jest roczna produkcja parasoli w Azerbejdżanie, czym się różni mitoza od mejozy i kto ma najmniejszą w kosmosie pielownicę wzdłużną.

Po kilkunastu latach takiej obróbki młody człowiek jest już ukształtowany w kierunku bezkrytycznego zapamiętywania nieistotnych informacji – bo to jest nagradzane i punktowane.

Inne umiejętności i talenty – jeżeli nie są rozwijane poza szkołą – ulegają atrofii. Okres największej neuroplastyczności zostaje zmarnowany.

Z tego kołowrotka wypada głupek z kawałkiem wikipedii zamiast mózgu.

Ten system edukacji jest niezwykle skuteczny w jednej rzeczy: łamaniu i zniechęcaniu innowatorów.

Rzeczy z których dziś żyję nauczyłem się sam, poza systemem – lub raczej pomimo systemu. To chyba bardzo powszechne.

Moje dziecko miało nieprzyjemność chodzić do polskiej podstawówki (kilkanaście lat temu) – był to wielopłaszczyznowy dramat i kontynuacja dziewiętnastowiecznych metod nauczania których sam byłem ofiarą jako dziecko.

Byłem w szoku, jak niewiele się zmieniło… jakby czas się zatrzymał.

Nie chce mi się tu rozpisywać szczegółowo, dosyć szybko wyemigrowaliśmy i problem się skończył. Szkody wyrządzone przez dwa lata polskiej podstawówki udało się naprawić i nie pozostawiły one trwałych śladów.

Jakoś nie bardzo wierzę że od tamtego czasu w polskiej edukacji nastąpiła jakaś rewolucyjna zmiana. Myślę że te zmiany następują tam w podobnym tempie, jak w urzędach – czyli bardzo, bardzo wolno.

Polskich studiów nie skończyłem, więc mogę o nich powiedzieć to, co widać z zewnątrz. O zachodniej edukacji wyższej wiem natomiast sporo od dziecka, które studiowało naukowy kierunek i brało udział w ciekawych badaniach z zakresu genetyki.

Nasze uczelnie wyższe praktycznie nie figurują w światowych rankingach, nie liczą się w świecie, nie są liderami w żadnej dziedzinie.

Polskie uniwersytety są tak otwarte, że kupiona na bazarze ukraińska matura w tym durnym kraju liczy się jak polska/unijna. Faktycznie nie wiem na pewno, czy na Ukrainie można kupić maturę. Wiem za to z pierwszej ręki, że można tam kupić prawo jazdy. Z wpisem do systemu komputerowego itp. – czyli w pełni legalne. No to maturę pewnie też można…

Pojednyczy Małysze nauki są pokazywani jako przykład że jest inaczej. Coś tam wynaleźli, już sprzedane na Zachód, wielki sukces.

Niestety są oni wyjątkami, a ich sukcesy są pomimo a nie dzięki systemowi. W słabo zorganizowanych krajach możliwe są indywidualne sukcesy kompetentnych jednostek (bo te zawsze i wszędzie sobie poradzą), ale nie sukcesy drużynowe czy zespołowe.

Widać to bardzo dobrze w sporcie (np. Małysz czy Świątek byli tutaj możliwi, Lewandowski musiał wyjechać).

Mająca w swym składzie jednego z najlepszych napastników wszech czasów, polska reprezentacja nie jest w stanie wygramolić się nawet z początkowych faz eliminacji. Bo potrzebny jest jeszcze zespół…

Zobacz sobie też w jakich krajach powstały szczepionki na obecnie męczące nas choróbsko (jest rok 2021). To są właśnie kraje, gdzie nauka jest na wysokim poziomie.

Polska w jednym szeregu z krajami trzeciego świata musiała czekać, aż cywilizowany świat szczepionkę wynajdzie i się nią z nami podzieli.

Nasi włodarze – zawsze chętni do PR-owskich gestów i deklaracji na wyrost – nawet się nie zająknęli o tym, by taką szczepionkę stworzyć w Polsce.

Od początku było wiadomo że czekamy na Zachód.

Taka szczepionka byłaby niesamowitym propagandowym sukcesem, pieniądze też by się znalazły – na gorsze bzdury wydajemy. Najprawdopodobniej po prostu stworzenie jej nie było tu możliwe i odpuszczono temat.

Pojedynczy geniusz czegoś takiego sam nie ukręci, potrzebny jest działający system, infrastruktura, pieniądze, zespoły, organizacja, doświadczenie.

W Polsce nie ma żadnego z tych czynników. Fakty są takie, że nawet elektrycznej hulajnogi w Polsce na razie nie zbudowano, nie wspominając o samochodzie.

Gdyby nasza edukacja była super, mielibyśmy tego efekty: liczące się w świecie firmy technologiczne, polskie wynalazki, leki itp.

Tych rzeczy nie ma, i to są ogólnodostępne fakty.

Jeśli chcesz dobrze wykształcić dziecko, zrób to za granicą – tak jak tradycyjnie robią to polscy prezydenci i inni dygnitarze. No oni chyba wiedzą co robią wysyłając dzieciaki na zachodnie studia.

Sam tak wykształciłem dziecko i bardzo polecam (a jestem zwykłym prostakiem-biedakiem bez studiów) – to bilet do lepszego świata.

Profesorowie z tamtejszych uczelni to często światowi liderzy badań w swoich dziedzinach – uczenie się u kogoś takiego to wielka życiowa szansa.

Takiej szansy na razie w Polsce nie ma.

Nieprzyjazne państwo

Państwo polskie tradycyjnie nie jest zbyt przyjazne Polakom. Tak naprawdę to nikomu ono nie jest przyjazne – ani Polakom, ani obcokrajowcom, ani sąsiednim krajom.

Jaką-taką sztamę możemy mieć tylko z krajem z którym nie graniczymy, czyli z Węgrami. Dobre i to prawdę mówiąc.

Z bezpośrednimi sąsiadami tradycjnie kosa.

W zasadzie nie ma w Europie kraju, gdzie bylibyśmy lubiani czy szanowani.

Mam sąsiadów Ukraińców i czesto palę się ze wstydu za to jak ich tu traktują moi rodacy-buracy i to niby moje państwo.

Ja czegoś takiego na emigracji nie doświadczyłem. To na pewno ta polska gościnność jest.

Serio chyba bym nie wytrzymał jako imigrant w Polsce. Nie dziwię się że większość imigrantów traktuje nas jako przykry przystanek w drodze na Zachód.

Ukraińców co chwila spotykają tu jakieś szykany.

Z jednej strony zapraszamy ich do pracy, z drugiej bronimy się przed legalizacją dłuższego pobytu (bo się Boże uchowaj osiedlą) albo daniem im obywatelstwa (bo spieprzą nam na Zachód).

Ci moi sąsiedzi w końcu i tak pojadą dalej (dopisane 07/2021 właśnie wyjeżdżają, do Belgii) – i będą opowiadać jak ich tu traktowano. Nie oni jedni zresztą.

Dobrzy robotni ludzie. Sąsiad firmowy samochód po pracy przeglądał i naprawiał/konserwował u nas na podwórku (kierowcą jest) bo „jest przyzwyczajony dbać o auto”.

No to będzie dbał w jakiejś belgijskiej firmie teraz.

Polacy niemający przyjaciół wśród imigrantów nie zdają sobie sprawy, jak podle Polska traktuje przyjezdnych.

Za parę lat nikt już nie będzie chciał tu przyjechać do pracy.

Im lepsze kto ma wykształcenie i doświadczenie, tym mniej Polska jest dla niego atrakcyjna. Ludzie którzy coś potrafią są w cenie wszędzie – my oferujemy im tradycyjną polską miskę ryżu.

Zjadą tu ci, których nie chciano nigdzie indziej…

Kolejny problem to przedłużenie i zbrojne ramię nieprzyjaznego państwa, czyli urzędy.

W Polsce urzędnicy często de facto stanowią prawo, ignorują kodeksy, wykraczają poza swoje i tak niejasne kompetencje.

Rzucają kłody pod nogi tak samo Polakom, jak obcokrajowcom. Tutaj faktycznie można mówić o równym traktowaniu.

Składając papiery w polskim sądzie miałem duże problemy przekonać panią z biura podawczego, żeby pozwoliła sędziemu zadecydować o właściwości sądu.

W sprawie którą miałem do sądu, nie do niej chciała zastąpić sędziego – myląc podstawowe sprawy jak kompetencje sądów okręgowych i rejonowych.

Ciekawym, ile pozwów do tej pory oddaliła paniusia w okienku biura podawczego Sądu Okręgowego Warszawa-Śródmieście.

Fajny dostęp do sądownictwa – biuro podawcze zastępuje sąd. To po co nam sędziowie w ogóle skoro urzędnik bez problemu ogarnia?

Mój obecny krótki pobyt w Polsce jest usłany takimi historiami a’la Alternatywy 4.

To jedno wielkie pasmo awantur o najprostsze sprawy, reklamacji i sytuacji jak z filmów Barei. Polska to bardzo męczący kraj. I niestety wcale nie taki śmieszny.

A’propos Barei, dygresja: jechałem na lotnisko w Modlinie z dworca Warszawa Wschodnia. Na wyświetlaczach i przez megafon podano błędny numer peronu z którego miał odjechać pociąg na lotnisko.

W efekcie wszyscy pasażerowie jadący na lotnisko nie wsiedli do pociągu a ten odjechał. W informacji gdzie udaliśmy się sporą grupą, pani oświadczyła że komunikat był prawidłowy i nie wie czemu nie wsiedliśmy (kilkadziesiąt osób – zbiorowe halucynacje pewnie).

Słowo „szatnia” zamienić na „dworzec” a „płaszcz” na „pociąg” i będzie dokładnie treść rozmowy z panią z okienka na Dworcu Wschodnim…

Ponieważ to tłumaczenie nam nie wystarczało, wezwana została uzbrojona w pałki i gaz ochrona która uprzejmie kazała nam wypierdalać z dworca.

Stojący przed dworcem taksówkarze wyceniali kurs do Modlina na 500zł i żaden ani myślał schodzić z ceny (Uber wziął 75zł).

I tutaj dochodzimy do właściwego Bareizmu: uważam że taksówkarze doskonale wiedzieli kiedy nastąpi „pomyłka” i że trafią im się zdesperowani klienci którzy nie chcą się spóźnić na lot. Więc zapłacą każdą kasę… i zapłacili.

Raz na jakiś czas organizowana jest taka ustawka z taksiarzami a pani z dworca dostaje działkę albo jej mąż tam stoi na taryfie – nie ma znaczenia. Tak to tam działa, rok 2021, nie 1970-ty.

Tyle z wiecznie żywego w tym kraju Barei.

W urzędach nie ma prostej i dostępnej drogi odwoławczej, wiec obywatel jest bezsilny. Skargi składa się do urzędu, na który się skarżysz…

Szczerość w relacjach z państwem jest źródłem kłopotów.

Mojego kuzyna skarbówka ścigała z taką zajadłością, że chyba żadna mafia vatowska by tego nie wytrzymała.

Chodziło o to, czy mógł odliczyć od podatku pieniądze wydane na budowę schodów w swym nowo kupionym mieszkaniu…

Dziesiątki pism, telefonów, maili.

Miał czas i chęć się szarpać, poczytał, wygrał i się odpieprzyli – z wielkim żalem i węszeniem żeby mu jednak za coś innego choć dowalić – bez skutku.

Straszne w tej historii jest to, że rękami urzędników państwo złośliwie próbuje wyrządzić szkodę obywatelowi a sprawę która nie kończy się karą aparat państwowy uznaje za porażkę.

Zamiast pomagać, z energią godną lepszej sprawy państwo ściga zwykłego człowieka jak oszusta i jest zawiedzione, że jest człowiek a paragraf się nie znalazł.

Urzędnicy są skrajnie nieufni, podejrzliwi, bez żadnych powodów zakładają twoją nieuczciwość. Jesteś winny póki nie udowodnisz że jest inaczej.

W Polsce urzędnik często zamiast pomóc chce ci dowalić – to jest podłe i wstrętne w tym kraju.

Ten kraj ma twarz urzędnika-przygłupa co z nudów i zawiści tylko patrzy jak ci tu zaszkodzić.

Z byle powodu włażą ci z buciorami w prywatne życie, bez żadnych podstaw prawnych, RODO swoje, urzędy swoje.

W prawie pełno jest postkomunistycznych absurdów typu obowiązek meldunkowy (dla zdziwionych – tak, nadal obowiązuje, rok 2021).

Serio? W wolnej Polsce mam się państwu meldować gdzie ja to bywam?

W cywilizowanych krajach wystarczy rachunek za prąd żeby potwierdzić adres… ileż to taniej i prościej wierzyć obywatelowi.

Nie u nas.

Nędzne perspektywy kariery i rozwoju

Zaobserwowałem bardzo prostą regułę: im więcej umiesz, tym więcej tracisz zostając.

Omija cię więcej okazji, możliwości. Nic nie umiesz – zostań i kop się z tym polskim koniem na zdrowie.

Na razie takich jak ty tutaj potrzeba, bo kto będzie płacił z polskiej pensji niemieckie czynsze najmu w kupionych jako inwestycja mieszkaniach na które ciebie nie stać?

Pracuj sobie frajerze dalej na czyjś dobrobyt i starość bez finansowych trosk.

Na twoją starość mogę ci jedynie życzyć wesołego grzebania w śmietnikach. A i to też bez rewelacji bo coś mi mówi że konkurencja do zawartości tych śmietników będzie spora…

Na Zachodzie zrobisz o wiele większą karierę w swoim zawodzie, jaki by on nie był. Czymkolwiek byś się nie zajmował, będzie ci szło lepiej.

Niska wiarygodność państwa

Cokolwiek ten kraj dziś postanowi, do czegokolwiek się zobowiąże – jutro może być nieaktualne.

W takich warunkach nie da się planować przyszłości.

Brak jasnej długoterminowej strategii rozwoju

Jeżeli taka strategia istnieje, to niestety nie udało mi się dowiedzieć, na czym ona polega. Może jest tajna.

Bardziej prawdopodobnym jest, że Polska to kraj który nie ma długoterminowych planów.

Deklarowane plany na przyszłość dalszą niż jedna kadencja Sejmu to wyłącznie puste deklaracje, wygłaszane na użytek aktualnych wydarzeń, bez zamiaru ich realizacji.

Nikt już nawet nie oczekuje realizacji czegokolwiek, o czym mówią politycy.

Po zmianie rządu następcy wywalają do góry nogami plany poprzedników, więc planowanie długoterminowe i tak nie ma sensu.

Aktualna Polska strategia rozwoju to bycie dostawcą taniej siły roboczej. To faktycznie się dzieje i jest realizowane, włącznie z masowym importem tejże siły (oczywiście bez martwienia się drobiazgami jak to, gdzie ci ludzie mają mieszkać).

Więcej ludzi i ta sama ilość mieszkań… to jakim cudem miałoby to inaczej wyglądać? Ważne że „biznesmeni” mogą dalej płacić gorsze.

Kłopot w tym, że tylko biedni mogą być tani w długiej perspektywie. No bo nie mają do sprzedania nic poza pracą rąk – a ta w dzisiejszym świecie nie jest w cenie.

Więc strategia ta spowoduje że pozostaniemy biedni.

Zasada “tak, ale…”

Nawet jeśli cudem istnieją jasne przepisy precyzyjnie regulujące jakąś dziedzinę, to stosowanie ich i tak jest uznaniowe.

Możesz sobie mieć rację i cytować przepisy. Urzędnik powie “tak, ale… ” i tu nastąpi wyjaśnienie obalające twoje prawa, obowiązki państwa itp.

Zasadę tą ukuł mój kolega, który nie wyemigrował (czego dziś żałuje bo mógł).

Sam niedawno miałem taki przypadek. Urzędnik po prostu zignorował zapisy Kodeksu Cywilnego (cytowałem konkretne paragrafy) i powiedział że są nieważne bo oni mają swoje procedury.

Jeśli nie jesteś aktywistą gotowym poświęcić znaczną cześć swojego życia na sądowe batalie, musisz się pogodzić z tym że urzędnik zawsze ma rację.

Sorki ale miałem do czynienia z wieloma urzędami w cywilizowanym kraju i tego polskiego szajsu po prostu nie kupuję, to jest patologia, dno i dwa metry mułu.

Ludzie się na to godzą bo nie znają normalności.

Niebezpieczne drogi

Bezpieczeństwo na drogach to idealny wskaźnik jakości życia w danym kraju i wskaźnik poziomu cywilizacji w ogóle.

Agresja na drogach to cecha wspólna słabo rozwiniętych, biednych i dzikich krajów. Wystarczy zerknąć tutaj.

Cytuję: „W 2019 r. najbezpieczniej w UE było na drogach w Szwecji i Irlandii, a najmniej w Rumunii, Bułgarii i Polsce.

Rumunia i Bułgaria – to jest nasza liga, nasz poziom rozwoju i kultury.

Drodzy BM-karze, jest 21-wszy wiek. Można iść na paradę, znaleźć sobie kogoś, kochać i żyć – a nie obcym na dupie siadać po autostradach.

Tego się nie da zwalić na drogi – jeździłem latami po Irlandii, wielkiej różnicy nie ma. Jeżeli już to na korzyść polskich dróg.

Kamerę do samochodu kupiłem dopiero w Polsce – tutaj się nie da inaczej…

Duża część dróg jest tam w o wiele gorszym stanie i są one generalnie węższe i bardziej kręte.

To jest bardzo typowa irlandzka droga poza miastem, odpowiednik naszego standardu poniżej DK – ledwie się można minąć. Tutaj pobocze jest spoko, zwykle nie jest 🙂

Tak jak my mają dwupasmowe autostrady które powstawały po 2000 roku. Limit prędkości na tych autostradach to 120 km/h (limit 140km/h na autostradach ma w UE jeszcze tylko Bułgaria).

W przeciwieństwie do Polski szkolenie kierowców i egzamin na prawko obejmuje tam drogi szybkiego ruchu.

Piesi i rowerzyści masowo używają tam odblaskowych kamizelek – u nas to obciach oczywiście…

W Polsce praktycznie nikt nie przestrzega przepisów czy limitów prędkości.

Mało tego, przestrzeganie przepisów bywa niebezpieczne, np. jazda zgodnie z limitem prędkości na autostradzie.

Jeżeli wyprzedzasz z prędkością 140kmh, to zaraz za tobą pojawi się przyklejony do zderzaka rajdowiec który za bardzo się spieszy żeby poczekać aż skończysz manewr.

Polscy drogowi buszmeni wykonują taniec plemienny by zaskarbić sobie przychylność bóstwa zwanego „Wielki Bmwaudi”. Taniec ten ma także skierować gniew bóstwa na wrogów: pieszych, rowerzystów i innych kierowców.

Po prostu przeszkadzasz temu drogowemu dzikusowi jechać nieprzepisowo.

Wiesz że w cywilizowanych krajach tak się nie robi? Naprawdę. Tak się robi tylko w bantustanach typu Polska, Ukraina, Rumunia itp.

Tak robią buracy w swoich buraczanych krajach.

Tak zdaję sobie sprawę że od czerwca 2021 ma wejść zakaz jazdy na zderzaku. Bez sankcji, czy z jakimś tam 100-złotowym mandatem.

Tak według rządzących wyglądać będą drogi od 1-wszego czerwca 2021… BTW dolną granicę mandatu obniżono do 20zł pod presją wyborców, nie chce mi się obrazka przerabiać bo to i tak nie ma znaczenia…

Efektywnie ta zabójcza praktyka będzie tak jak dotychczas bezkarna.

Będą też nowe przepisy zabraniające rozjeżdżania pieszych na przejściach – no to w końcu odetchniemy, całe szczęście. Również bez sankcji, po prostu mordowanie ludzi na przejściach dla pieszych będzie teraz zabronione bardziej.

Polskie drogi to dzicz a patologiczne państwo jeszcze się tej dziczy przymila i puszcza jej oczko. Koszmar.

W tej dziczy będziesz jeździć ty, twoja żona/mąż, dzieci. Kończy się to tak jak w linku. Tym razem typ z zakazem jazdy zabił dziecko. Pewnie jak zwykle dziesięć razy dawali mu „drugą szansę”.

Tutaj co chwila jakieś bydlę które powinno od dawna być za kratami rujnuje czyjeś życie.

To jest mój argument za wyjazdem: Polska to niebezpieczny i dziki kraj, gdzie wyjeżdżając na drogę ryzykujesz życiem dużo bardziej, niż w cywilizowanych krajach.

W Polsce przestępstwa drogowe są zagrożone symbolicznymi karami, bo politycy boją się utraty głosów.

Nawet najbardziej spektakularne przejawy pogardy dla życia i zdrowia innych pozostają bezkarne.

Warto tu wspomnieć o sprawie pana Hajto – symbolu bezkarności drogowych morderców.

Nie sposób też pominąć słynnego Froga – sprawa trwa 8 lat w chwili pisania. Jest wyrok, ale oczywiście jest i apelacja. Chyba nikt nie ma żadnych złudzeń, że Frog kiedykolwiek poniesie karę.

Możemy tylko liczyć że w końcu gdzieś pizgnie w słup i nas uwolni od siebie…

Gdyby ten idiota sam nie dostarczył na siebie dowodów, to w ogóle nie byłoby żadnej sprawy. Normalnie piraci drogowi w Polsce uprawiają wyścigi na publicznych drogach tak długo, aż kogoś zabiją. Ten szczęśliwie nie zdążył – przynajmniej na razie…

Dopiero dostawszy rok w zawiasach za czyjeś życie (lub dwa lata w zawieszeniu jak pan Hajto – pewnie żeby nie było że się sądy cackają z celebrytami) trochę zdejmują nogę z gazu, żeby ich Policja znowu nie złapała na jeździe bez prawka które tracą na parę miesięcy (pan Hajto stracił aż na rok – dura lex sed lex że tak powiem).

Zważywszy na powyższe, korzystanie z roweru jest więc w Polsce obarczone dużym ryzykiem śmierci lub kalectwa.

Na Zachodzie rower to normalny, szybki, wygodny i bezpieczny miejski środek komunikacji dla starych, młodych i dzieci.

Rower jest powszechny nawet w krajach które mają o wiele gorsze warunki pogodowe niż Polska – np w Wielkiej Brytanii.

W naszym porąbanym kraju rowerzysta to wróg i przeszkoda, tak samo jak pieszy.

W Polsce rowerzysta ma ciekawy i typowo polski wybór: jeździć przepisowo po ulicy razem z wszelkimi Frogami i resztą szybkich ale bezpiecznych wariatów, albo po chodniku i narażać się na mandaty.

Osobiście wybieram mandaty.

Wieloletnia historia bierności państwa w powyższych kwestiach gwarantuje, że nie zrobi się bezpieczniej.

Państwo tak jak do tej pory będzie organizować PR zamiast działań, a nasi bliscy będą ginąć.

Pomoc państwa w razie problemów

W Republice Irlandii każdy kto stracił pracę (także samozatrudniony) w związku z Plagą od kwietnia 2020 do marca 2021 otrzymywał 350 euro tygodniowo zasiłku.

Wystarczyło parę kliknięć online. Żadnych pytań, formularzy, załączników, udowadniania i innego typowo polskiego upodlającego pierdololo.

Pomoc dotyczyła oczywiście także pracujących tam obywateli EU, w tym Polaków – bez żadnych dodatkowych pytań czy problemów.

W przeciwieństwie do Polski, w Irlandii obcokrajowcy są traktowani bardzo dobrze, jak swoi.

W Polsce mieliśmy rozdawane łaskawą pańską ręką tzw. “tarcze” i inne medialne gesty. Mało zaś było konkretów w kieszeni zwykłego Kowalskiego, tradycyjnie już zostawionego na pastwę losu.

Nawet niespecjalnie się ktokolwiek upominał, ludzie mają tu racjonalny (czyli zerowy) poziom oczekiwań.

W razie problemów chyba lepiej jest być w kraju w którym pomoc państwa jest szybka, dostępna, adekwatna i bezpośrednia.

Kraje zachodnie mają o wiele lepszy system zabezpieczeń socjalnych na wypadek utraty zdrowia lub pracy.

Poza zupełnie bezprecedensową jak na nasz kraj pomocą rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej nie potrafię wymienić żadnych innych przykładów faktycznej pomocy obywatelom ze strony naszego Państwa.

Nie znam powodów, dla których teraz miałoby się to nagle zmienić.

Wysoki koszt polskiego obywatelstwa

O kosztach bycia Polakiem boleśnie przekonali się niedawno Polacy dorabiający za granicą.

Wskutek zniesienia ulgi abolicyjnej dopłacą polskiemu fiskusowi to, co oszczędzili na niższych podatkach na Zachodzie.

Konkretnie zapłacą różnicę między niskimi Zachodnimi podatkami, a wysokimi podatkami w Polsce (pomimo rzekomo niskich podatków w PL).

Jedyny powód, że muszą płacić ekstra to fakt że „polski paszport mają na sercu”. Ich miejscowi koledzy z pracy którzy robili tą samą robotę nic więcej nie muszą płacić – no bo już raz zapłacili.

Ze swoich już raz opodatkowanych pieniędzy w Polsce niewolnicy dopłacą jeszcze dolę swemu właścicielowi czyli polskiemu państwu.

Szczerze to nie wiem jak nazwać takie państwo, które zabiera kasę biedakom co pojechali za granicę żeby podreperować domowy budżet.

Zabieranie kasy komuś kto zapierdalał zbierając szparagi czy wykonując jakieś inne przez nikogo niechciane ciężkie prace sezonowe to skrajne draństwo.

Przecież tą zarobioną u Bauera kasę tu wydadzą i zapłacą wam 24% vatu, wy chciwe skurwysyny. Mało. To państwo potrafi tylko łapę wyciągać i tylko dej i dej.

Im kto słabszy i biedniejszy tym więcej z niego wycisna tutaj i tym gorzej się z nim będą obchodzić. Celebryta może bezkarnie mordować babcie na przejściu dla pieszych. Zwykłego człowieka będą ciągać po urzędach i szukać na niego paragrafu.

„Silni wobec słabych, słabi wobec silnych” – taka tabliczka powinna na każdym urzędzie wisieć, tuż obok godła.

To jest nieoficjalne motto tego państwa które dawno zapomniało, komu i po co miało służyć. Dziś ten pasożyt służy już wyłącznie sobie. Jakakolwiek lojalność wobec niego to nieporozumienie.

Jest kwestią czasu zanim podwójne opodatkowanie (lub jakaś inna forma dodatkowego opodatkowania) zacznie obowiązywać także Polaków mieszkających za granicą na stałe.

Nie jest też nierealne ozusowanie pracy za granicą.

Po prostu pracująć np. w Holandii, poza holenderskimi podatkami będziesz płacić normalnie ZUS w Polsce. To chyba nie jest nieprawdopodobne?

No na pewno nie mniej prawdopodobne niż to co już jest faktem – że w Polsce zapłacisz drugi raz podatek dochodowy od kasy zarobionej za granicą.

Każdy Polak powinien płacić ZUS, bo gwarantuje mu to godną emeryturę i światowej klasy opiekę zdrowotną na starość. Żartuję oczywiście – nic ci to nie gwarantuje, równie dobrze możesz te 1500zł wrzucić co miesiąc do studzienki ściekowej.

To nie może tak być że sobie wyfrunąłeś na wolność i nie ma z ciebie pożytku. Ukochana Ojczyzna się upomni o to co jej się należy, nic się nie bój.

Jestem ciekaw jakie miny będą miały dzieci polskich emigrantów (w tym moje własne), kiedy dowiedzą się że mają oddać sporą część swojej pensji netto temu dziwnemu krajowi z którego przyjechali ich rodzice 🙂

Wobec nieobliczalności polskich władz względem zarobkowych emigrantów, wyjechać należy możliwie szybko. Chodzi o to, żeby móc łatwo zmienić obywatelstwo kiedy to podwójne opodatkowanie zostanie już wprowadzone w pełnej rozciągłości.

Większość krajów wymaga, żeby ubiegający się o obywatelstwo mieszkał i pracował w danym kraju określoną ilość lat.

Jeżeli nie zdążysz „wypracować” lat i dopadnie cię podwójne opodatkowanie, to masz problem.

To właśnie wydaje się być motywem rządzących – uczynienie pracy za granicą nieopłacalną, aby zatamować odpływ tanich niewolników którymi de facto są niemal wszyscy pracujący w Polsce.

Tempo zmian

Po kilkunastu latach spędzonych za granicą nie widzę tu rewolucyjnych zmian w jakości życia, choć bezdyskusyjnie jest o wiele lepiej.

Duży plus: bardzo spadło bezrobocie. Złośliwi powiedzieliby, że spadło by tyle nas powyjeżdżało.

Za jedną zwykłą pensję nadal w zasadzie nie da się przeżyć w mieście wynajmując jakiekolwiek mieszkanie.

Niekontrolowana imigracja spoza UE pozwala pracodawcom dalej płacić grosze – więc zwykli ludzie nie bardzo odczuwają poprawę.

To i tak dobrze bo za moją pensję sprzed emigracji można było sobie umrzeć z głodu jedynie. Teraz to nawet na łososia z Biedy taki plebejusz jak ja może sobie pozwolić – z umiarem rzecz jasna.

Nadal nieliczni opływają w dostatki a reszta jakoś tam wiąże koniec z końcem – bez zmian tutaj.

Na pewno żyje się lżej i wygodniej, ale to trochę mało na te prawie dwadzieścia lat od wejścia do UE.

Nadal jesteśmy lata świetlne za Zachodem i nie wygląda na to że ten Zachód kiedykolwiek dogonimy.

Zmiany są w dużej części powierzchowne – jest czyściej, zagraniczne firmy zbudowały sobie ładne budynki, na ulicach widać ładne samochody.

W urzędach czas się zatrzymał, panuje tam głęboki PRL i mentalność rodem z filmów Barei. Tak się czułem jak odbierałem dowód 🙂

Polski dowód mam na sercu, lecz skąd, skąd go wiziąłem? Pamiętajcie obywatelu że po powrocie z zagranicy należy uiścić podatek od zarobionych tam dewiz.

Szczęśliwie zapomnieli mi karę dowalić za niewymienienie dowodu w terminie – tak na powitanie żebyś szaraczku wiedział że tu nie Ameryka.

Można narzekać ale widać że nasz kraj jednak się porusza we właściwym kierunku – co do tego nie mam wątpliwości.

Pytanie tylko, czy tempo zmian jest dość duże, żebyś zdążył/zdążyła na tym skorzystać.

Tutaj mam wątpliwości.

Szkoda życia

Kiedy ktoś mnie pyta czy żałuję że wyjechałem, odpowiadam zawsze tak samo: że w emigracji żałuję tylko tego, że nie wyjechałem wcześniej.

Zmarnowałem 10 lat młodości pracując w feudalnych warunkach, buląc ZUSowi który nigdy nie wypłaci mi ani grosza i zdzierając ręce w dwóch własnych biznesach które nie miały prawa wyjść.

O właścicielach firm w których pracowałem przed emigracją możnaby książkę napisać.

Chama u którego pracowałem jako dwudziestolatek należało tytułować prezesem. Szkoda że nie królem od razu – facet sklep prowadził.

Jego 17-sto letni syn przychodził i mówił że mamy szybciej zapierdalać bo inaczej nas wszystkich wywali na zbity pysk.

Inny z moich pryncypałów zmienił sobie nazwisko na Rawski bo swoje własne uważał za niegodne wielkiego biznesmena jakim się mienił. Hurtownię gościu miał.

Rzecz się wydała kiedy dawny znajomy przyszedł go szukać w firmie – nie wiedział że kolega nazywa się już inaczej…

Urządzał nam ów pan „Rawski” pogadanki umoralniające i trzeba było wysłuchiwać jego filozoficznych wywodów debila – już po godzinach pracy oczywiście.

Od głodowych pensji konsekwentnie odliczał pracownikom braki na magazynie, które najprawdopodobniej sam robił. Raz zabuliliśmy za telewizor (koleś prowadził hurtownię RTV) który jak się okazało miał w domu… myślę że nas dodatkowo okradał w ten sposób.

Szefowa z innej firmy poszła jeszcze dalej i zmieniła sobie imię i nazwisko. Po co? Żeby pasowało do numerologii. Serio.

Nie zacytuję tego jej nowego imienia i nazwiska bo jest to w swej głupocie unikalna kombinacja (zgooglowane wskazuje jedną konkretną osobę), ale było to coś w stylu “Kunegunda Brzęczyszczyk”.

Kompletny idiotyzm jakiś, podobno planety miały jej przez to zacząć sprzyjać. Rozumu tej wariatce nie wróciły w każdym razie… dziś z tego co wiem jest starą indianką. Nie pytajcie, długa historia.

W tamtych czasach zaprojektowałem (we Flashu) najdziwniejszy interfejs webowy w życiu. Był on w kształcie pajęczyny z jakimś okiem w środku, nie posiadał żadnych napisów, jedynie symbole ognia, wody, wiatru i ziemi.

Co sprzedawała firma dla której to zrobiłem? Sprzęt diagnostyczny dla warsztatów samochodowych – to chyba oczywiste. Szef jej zajmował się „Feng Shui”, był też mistrzem „Reiki” (nie wiem i nie chcę wiedzieć co to takiego).

Ciekawą cechą wspólną powyższych kretynów było paradoksalnie rozsądne w ich przypadku upatrywanie źródeł swego sukcesu w zewnętrznych siłach wyższych, nadprzyrodzonych, magii i kabale.

Miałem małe dziecko i nie miałem wyboru więc pracowałem dla tych wszystkich zjebów – tak jak i całe moje pokolenie przegrywów.

Dla ich dzieci – zapewne takich samych szurniętych megalomanów jak ich starzy – pracują dzisiejsi dwudziesto i trzydziestolatkowie.

Współczuję i jestem głęboko wdzięczny losowi, że ja sam dla nich nie muszę pracować…

Wyjechałem za pożyczone pieniądze na 3 miesiące przed wejściem Polski do Unii. Bynajmniej nie dlatego, że tak bardzo nie mogłem się tej normalności doczekać.

Byłem w poważnych finansowych tarapatach, upadał mi biznes. Miałem nóż na gardle, to był mój ostatni pomysł przed skokiem z mostu.

Wielu takich desperatów później spotkałem, mój przypadek był bardzo typowy.

Zabiedzony, w bylejakim ubraniu drżącym głosem powiedziałem urzędnikowi imigracyjnemu na lotnisku, że jestem na wakacjach i będę zwiedzał.

Obaj wiedzieliśmy że kłamię. Z uśmiechem przybił mi w paszporcie pieczątkę “Permitted to land in Ireland for three months”.

Taką miałem – zdjęcie autorstwa pani Clarissy Peterson https://www.flickr.com/photos/clarissa/114920081

Tydzień czy dwa później pracowałem, niecały miesiąc potem wysłałem do domu pierwsze pieniądze, trzy miesiące później Polska weszła do Unii i stałem się legalnym rezydentem, po ponad roku ściągnąłem rodzinę.

W międzyczasie spłaciłem zadłużenie w ZUS-ie wraz z odsetkami i karami za zwłokę. To były ostatnie pieniądze, jakie tam wpłaciłem w moim życiu.

Teraz kiedy wracam do Irlandii, przy pokazywaniu paszportu często słyszę “witamy z powrotem”, a czasem jakąś żartobliwą wzmiankę że słychać że długo tu mieszkam (chodzi o mój wschodnioeuropejsko-irlandzki akcent).

W Polsce widzę marsową gębę ziomka ze służby granicznej. Jeszcze tu “witamy w domu” nie usłyszałem, a latam regularnie od kilkunastu lat.

Ta i inne – drobne i większe – różnice się sumują i składają na to, jak bardzo nieznośnym i kiepskim do życia krajem jest Polska.

Myślę że najlepsza rzecz jaką dał mi ten niby-mój kraj, to możliwość wyjechania z niego i legalnej pracy gdzie indziej.

To był ten jedyny raz, kiedy mój kraj faktycznie dał mi szansę i jakiś realny wybór.

Ty też go masz – skorzystaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *